środa, 12 grudnia 2018

Kobieto, po co ty mi dajesz do wypełnienia ten dzienniczek żywieniowy, skoro jem tak nieregularnie?

O tym, czym jest dzienniczek żywieniowy, dowiaduje się już student pierwszego roku dietetyki, ba! na jednych z początkowych wykładów. Nic dziwnego! To podstawa w naszej pracy. Przynajmniej w teorii. I w praktyce też, ale nie wszyscy dietetycy zaliczają go do tzw. must-have'ów. Jak wygląda taki przykładowy dzienniczek? Zazwyczaj jest to tabela z podziałem na kolumny zatytułowane kolejno: godzina posiłku, nazwa posiłku, składniki posiłku, szacunkowa gramatura składników.

Pierwsze kilka minut wstępnej wizyty konsultacyjnej w moim gabinecie zazwyczaj wygląda podobnie u każdego z pacjentów. Pada ode mnie magiczne pytanie: w czym mogę pomóc? a później kolejne - czy ma Pan/i dla mnie zadanie domowe? I tutaj po drugiej stronie zazwyczaj uruchamiają się wstydliwe uśmieszki, rozbiegane oczy, próby zmiany tematu i tym podobne. Bo jak się okazuje, dla wielu wypełnienie dzienniczka żywieniowego jest może nie o tyle trudne, co bardziej krępujące niż opowiadanie o wzdęciach czy nieregularnych wypróżnieniach dopiero co poznanej osobie. Wszak to przecież nasze pierwsze spotkanie! 

Pacjenci boją się, że w związku z tym, że nie jedzą według sztywnych, książkowych schematów, dostaną ode mnie ochrzan na dzień dobry. Bo warzyw za mało, bo dobór produktów nie taki, bo fast foody, bo słabość do słodyczy, bo zamiast pięciu posiłków mamy dwa duże i milion przekąsek... Więc się krępują. I ja się im do końca nie dziwię, bo ze statystyk wynika, że zdecydowana większość osób, które do mnie trafia, nigdy wcześniej nie współpracowała z żadnym dietetykiem. A nawet gdyby! To przecież dietetyk dietetykowi nierówny. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać.

Dziwię się natomiast tym, którzy podczas umawiania się na pierwszą wizytę, dostają owy dzienniczek od dziewczyny z recepcji i bulwersują się, bo mimo prób uprzejmego tłumaczenia, nie rozumieją zasadności wypisywania takiego świstka papieru, skoro jedzą tak nieregularnie i różnie każdego dnia. W ich oczach taki dzienniczek żywieniowy nie ma żadnej wartości, "bo niby co ta dietetyczka może się z jednego, randomowego jadłospisu o mnie dowiedzieć?!". A no... zdziwiliby się JAK DUŻO!

Pssst.... Swoją drogą, to jest ciekawe zjawisko. Podejrzewam, że prawdopodobnie w psychologii można byłoby na to znaleźć konkretną teorię, bo myślę, że ich zachowanie to taka jakby wczesna postać buntu na zmiany, które ich bez wątpienia czekają.

Nie twierdzę, że spisanie posiłków z jednego dnia to coś, co jest super miarodajne i da mi odpowiedź na wszystkie istotne pytania, które jako dietetyk powinnam zadać pacjentowi na początku współpracy, ale głównie:

  • pozwoli mi oszacować wielkość dotychczasowych porcji
  • pokaże mi mniej więcej, jak komponowane są posiłki  
  • zobaczę, jak wygląda dobór produktów spożywczych
  • obnażą się podstawowe błędy żywieniowe i złe nawyki
  • jest to okazja dla pacjenta do pierwszych, samodzielnych refleksji 

a to w połączeniu z rozmową podczas wywiadu żywieniowo-zdrowotnego i pomiarami, zbuduje w mojej głowie obraz, bez którego nie wystartujemy. Co więcej, warto jeszcze raz podkreślić, że w wielu przypadkach takie zadanie domowe otwiera oczy pacjentowi jeszcze zanim dotrze do mojego gabinetu. Nagle spisując wszystko to, co je i pije, uświadamia sobie np. że bardzo często podjada między głównymi posiłkami albo że wcale nie wypija tyle wody, ile powinien. 

Wierzcie mi, to nie zostało wymyślone po nic

Dwie rzeczy są pewne! Po pierwsze, nawet jednodniowy dzienniczek żywieniowy jest dla mnie  (i dla pacjenta) bardzo cenny, a po drugie - nigdy na nikogo nie nakrzyczałam z powodu błędów w odżywianiu i z całą pewnością to się nie zmieni. Nie na złośliwościach i ochrzanianiu kogokolwiek polega moja praca. Poza tym to by było przecież kompletnie bez sensu, gdyby osoba, która nie ma z dietą absolutnie żadnych problemów, zgłosiła się do mnie na konsultację, prawda :)? No chyba, że po to, by się upewnić, że rzeczywiście ich nie ma. To oczywiste, że otrzymując od pacjenta dzienniczek, spodziewam się w nim złych wyborów żywieniowych, nad którymi będziemy wspólnie pracować w przyszłości.

Kontakt: dietetyk.kprzewlekly@gmail.com
fitmiracle.blog@gmail.com

2 komentarze:

  1. Bardzo fajny artykuł, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podstawa to zaufać tej osobie do której przychodzimy po pomoc. Opowiedzieć, napisać wszytko tak po prawdzie inaczej nie ma to wszystko sensu...

    OdpowiedzUsuń