sobota, 4 sierpnia 2018

Jedna konsultacja to najczęściej za mało

Fitness to styl życia. Właśnie dlatego najtrudniejszymi pytaniami zadawanymi przez znajomych, pacjentów lub czytelników są te, które brzmią "jak zacząć?" mimo że odpowiedź powinna być banalnie prosta dla kogoś, kto żyje w ten sposób od X lat.


Do miejsca, w którym jestem, dotarłam dzięki metodzie prób i błędów. Naprawdę wiele czasu zajęło mi zanim rozgryzłam, co jest dla mnie najlepsze oraz jak mój organizm reaguje na poszczególne bodźce, które funduję mu (nie tylko) na treningach. Jednocześnie nie chcę przez to powiedzieć, że pozjadałam wszystkie rozumy i fitness czy dietetyka nie mają już przede mną tajemnic, bo to nieprawda. Już zanim zaczęłam studia, lubiłam spędzać długie godziny na czytaniu specjalistycznej literatury i śledzeniu tego, co mówią wykwalifikowani trenerzy i dietetycy, ale z perspektywy czasu, widzę, że kluczowym momentem był ten, w którym zrozumiałam, że teoria to jedno, a praktyka to drugie. Jesteśmy ludźmi i nasze organizmy w założeniu funkcjonują tak samo, ale istnieje szereg czynników, które w mniejszym lub większym stopniu różnicują nas między sobą. To dlatego idąc do dietetyka/trenera najpierw czeka nas wnikliwe "przesłuchanie" i wywiad żywieniowo-zdrowotny, bo jeśli chcemy, by jego zalecenia względem nas się sprawdziły, musi nas bardzo dobrze poznać. Czasem nie udaje się to już od pierwszej wizyty. Taka współpraca jest często jak małżeństwo - trzeba się "dotrzeć".

Chciałabym zarazić moją sportową miłością, jak najwięcej ludzi, ale ciągle uczę się, jak to robić, bo do tej pory jeszcze nie znalazłam w 100% skutecznego i uniwersalnego sposobu. Wbrew pozorom jest to cholernie trudne, a być może nawet niemożliwe. Bo nie ma jednego przepisu na sukces. Złe nawyki choć podobne do siebie u każdego z nas mają inne źródło. Jedni zajadają się słodyczami ze stresu, inni na przykład dlatego że łatwiej i szybciej sięgnąć po batonik zamiast przygotować sobie coś pożywnego. Nasza codzienność na pierwszy rzut oka jest taka sama - szkoła/praca, rodzina, znajomi... ale to tylko złudzenie. Ilu ludzi na świecie, tyle historii do opowiedzenia. W związku z powyższym, jak tu skutecznie doradzić osobie, która pyta, jak zacząć dbać o zdrowie? Powstało już miliony poradników w tym kierunki (na blogu znajduje się nawet kilka mojego autorstwa), ale nie oszukujmy się - zawierają tylko ogólniki. Na zmianę trybu życia nie składa się jedynie większe przywiązywanie uwagi do tego, co jemy i regularna aktywność fizyczna.

Wiem jedno - to nie może być karą, z zasady powinno sprawiać radość.

Zgłaszają się do mnie osoby o przeróżnych motywacjach. Są tacy, którzy chcą schudnąć, wspomóc leczenie danej choroby, ale również tacy, którzy szukają sposobu na wyższą jakość życia. Tak po prostu. Lepsze samopoczucie, sprawność fizyczną, większą witalność... Chcą prowadzić zdrowszy tryb życia, więc pytają - jak zacząć? Czego nie jeść, a co włączyć na stałe do diety? ILE to odpowiadania ilość? I tak dalej. Spore jest ich rozczarowanie, gdy często nie jestem w stanie dać im wszystkich odpowiedzi od razu.

Grunt to indywidualne podejście, a nie potrafię go włączyć, jeśli nie mam wystarczającej puli informacji o osobie, której mam doradzać, stąd oprócz wywiadu czasem potrzebna jest obserwacja. Bywa, że po pierwszej konsultacji pacjent zostaje przeze mnie poproszony o wykonanie dodatkowych badań laboratoryjnych lub o zgłoszenie się do lekarza celem postawienia diagnozy. Nierzadko zdarza się, że otrzymuje ode mnie zadanie domowe (np. prowadzenie dzienniczka żywieniowego przez dłuższy okres czasu) albo decydujemy się na włączenie diety o zaleceniach "przejściowych" w myśl zasady, że zmiany warto wprowadzać stopniowo, a nie gwałtownie. Tylko że problem w tym, że to wymaga nawiązania dłuższej współpracy - takiej, która nie zakończy się po pierwszy spotkaniu i będzie przechodziła niejako przez stadia. Zawsze staram się to dokładnie wytłumaczyć pacjentowi, ale niestety mimo to w większości przypadków mam do czynienia z urwaną historią.

Więc zadaję sobie pytanie - czy to słomiany zapał pacjenta, czy moja wina?

I tak szukam odpowiedzi na nie, i szukam, po drodze znajdując różne sposoby. Testuję je (bywa, że na sobie), udoskonalam, czasem odrzucam. Myślę, że ta droga nie ma mety. Zawsze będzie coś, co będę mogła ulepszyć w mojej pracy i to mnie inspiruje.  

Kontakt: dietetyk.kprzewlekly@gmail.com
fitmiracle.blog@gmail.com

1 komentarz:

  1. Grunt to nigdy nie spoczywac na laurach i popadac w przesadne samozadowolenie albo hurraoptymizm. To najszybsza droga do porażki.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...