niedziela, 10 kwietnia 2016

Jak wyjść ze strefy komfortu i zmienić swoje życie?

Mówi się, że zmiany są dobre i faktycznie tak jest, ale na ogół mimo to przychodzą nam bardzo ciężko. Z psychologicznego punktu widzenia ten wewnętrzny opór jest  naszą naturalną i nieświadomą tendencją do zachowania psychicznej homeostazy (równowagi), ale i jednocześnie nieodłącznym elementem samorozwoju. Gdy ćwiczymy nowe zachowanie pojawia się tzw. dysonans poznawczo-emocjonalny, ponieważ owa nowość jest w konflikcie ze starą postawą i sprawia, że natychmiast odczuwamy, że coś nam „nie pasuje”. To jest właśnie moment, w którym najwięcej osób rezygnuje z postanowień. 

Warunkiem sukcesu jest świadomość, że wprowadzenie zmian zawsze wiąże się z wyjściem poza własną strefę komfortu. Nie będzie to łatwe, bo nasz umysł naturalnie się temu sprzeciwi, ale tak to już jest, więc grunt to znaleźć sposób na to, by go przechytrzyć. Jedno jest pewne - jeśli chcesz uzyskać efekt, musisz nad sobą pracować i... uzbroić się w żelazną wytrwałość.
Po pierwsze,
zmiana powinna być TWOJĄ decyzją. Musisz tego po prostu CHCIEĆ - jest to warunek konieczny. Jeśli zostanie narzucona z góry i w gruncie rzeczy wcale ci na niej nie zależy, cały proces będzie zdecydowanie trudniejszy, a może nawet wręcz niemożliwy. Więc zastanów się, po co i dla kogo to robisz (mam nadzieję, że dla siebie). Pomyśl też o korzyściach, które zyskasz i nigdy o nich nie zapomnij, bo to one będą twoim motorem napędowym.

Zamiast poprzestawać na samej deklaracji, warto dodać do niej po przecinku słówko „bo” i istotny (lub mniej istotny) powód, ponieważ według Roberta Cialdiniego (szanowany profesor psychologii) oddziałują na nas nie tyle co argumenty same w sobie, ale właśnie pozornie nic nieznaczące zwroty typu „bo”, „ponieważ”, „dlatego że”. To one mają podprogowy wpływ na nasz umysł. Człowiek, by ruszyć z miejsca, potrzebuje powodu. Jak się okazuje - jakiegokolwiek. Oczywiście, by lepiej był to prawdziwy KONKRET, ale w teorii zwykłe "zrobię to, bo chcę" również zadziała, o ile będzie ciągle sobie to powtarzać. Wyczuwanie sensu, w tym co się robi, jest niezwykle istotne. 

Inna techniką przekształcania przekonań, czyli modelowania zachowania, jest też dialog z wewnętrznym krytykiem - tzw. odgrywanie ról „serce i rozum”. Na argument płynący z „serca” (np. nie chcę jeść zdrowiej, bo za bardzo lubię słodkości) przedstawiamy kontrargument postulowany przez „rozum” (np. zdrowe odżywianie skłania do ograniczenia sklepowych słodyczy pełnych chemicznych dodatków, a nie do całkowitej rezygnacji ze smaku słodkiego). Często wykorzystuję tą metodę, gdy próbuję się do czegoś zmotywować, rozpisując tabelkę, gdzie po jednej stronie znajdują się argumenty z serca (czyli zazwyczaj te, które powstrzymują mnie od zrobienia kroku na przód), a po drugiej te, które podpowiada rozum. To chyba mój ulubiony sposób ze wszystkich!

Czasem strach mylony jest z lenistwem. Wydaje nam się, że nie podejmujemy się realizacji danego celu, bo nie mamy motywacji i nam się po prostu nie chce, a to najzwyczajniej w świecie skuteczna zagrywka naszej podświadomości, by utrzymać nas w komfortowym miejscu, z którego potrafimy ocenić, co czeka nas w przyszłości. Nie chcemy wyjść poza granicę, bo nie wiem, co nas tam czeka - może to być sukces, ale równie dobrze porażka. Więc się boimy.

Ale pamiętaj, wszystko, co teraz masz, jest wynikiem tego, że kiedyś znalazłeś odwagę. 

Podsumowując, 
by zmienić swoje życie, musisz tylko przekonać sam siebie, że tak naprawdę nie chcesz być w bezpiecznym, ale i nudnym miejscu w środku własnej strefy komfortu, a tam gdzie dzieje się magia. Nic się samo nie zmieni, jeśli ty nic z tym nie zrobisz. Nie nauczymy się nowej rzeczy (nie dokonamy zmiany), jeśli nie zdecydujemy się na ruch, który wywołuje w nas pewnego rodzaju niepokój, a niestety (prawie) wszystko, co nowe, nas przeraża. Tak to po prostu działa. Z czasem negatywne emocje będą powoli przekształcały się w pozytywne - miejsce strachu zajmie radość... i duma.

Jeśli się boisz, to dobrze, bo to oznacza, że stoisz u progu rewolucji.
Jeśli zrezygnujesz, sam odbierzesz sobie jedyną i największą szansę.

Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

5 komentarzy:

  1. Mi też bardzo ciężko było wyjść z lenistwa... Ale udało sie i teraz jestem z tego dumna! To zmieniło moje życie :) Czuję się zdrowsza i bardziej rozciągnięta.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie wyjściem poza strefę komfortu było rozpoczęcie przygody z bieganiem. I było cholernie warto :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lenistwo to chyba jajcięższa bariera. Niby chcemy coś zmienić, ale odkładamy to i odkładamy. A najgorsze jest to, że myślimy, że mamyjeszcze na wszystko czas... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnie dwa zdania idealnie przedstawiają temat. Warto to sobie zapisać i o tym pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale wiem jak trudno wyjść z własnej strefy komfortu, dzięki temu mogłam znaleźć się w nowym miejscu gdzie mam nową pracę i mieszkanie. Jestem bardzo zadowolona z podjętej decyzji, mimo że wiązała się z dodatkowym stresem i niepewnością.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...