wtorek, 1 marca 2016

Efekt zdania wyrwanego z kontekstu, czyli o tym skąd się biorą mity żywieniowe


Moja rodzina zawsze mi powtarza, że będę dziwnym dietetykiem, skoro nie zgadzam się ze sporą częścią zaleceń i informacji o zdrowym odżywianiu, które od lat krążą w społeczeństwie. Cóż, a ja śmiało twierdzę, że zamiast dziwactwa jest to raczej objaw świadomości i posiadania własnego zdania.

Nie jestem alfą i omegą, a przede mną jeszcze długa droga do zdobycia pełnego wykształcenia i to wcale nie jest tak, że bez cienia pokory rozstawiam po kątach wszystkie znane nazwiska ze świata dietetyki, twierdząc, że nie mają racji. Wręcz przeciwnie! Bo widzicie... od moich najbliższych odróżnia mnie to, że nie czerpię wiedzy z internetu czy kolorowych gazet ani nie biorę za rewolucyjne wszystkiego, co mówią w programach śniadaniowych. Dietetyka to coś bardziej skomplikowanego niż piramida żywieniowa i picie wystarczającej ilości wody w ciągu dnia. Problem w tym, że niestety nie każdy Kowalski chce przyjąć to do wiadomości.

No, bo przecież ten artykuł na Onecie był podpisany przez kogoś, kto przed nazwiskiem miał skrót "dr"! A Prokop powiedział, że tamten ekspert, z którym później rozmawiał, skończył uniwersytet medyczny i to z wyróżnieniem! Ok, ale jaką mamy pewność, czy przedstawiając w ten sposób swojego gościa, przypadkiem nie minął się z prawdą?

Media łatwo nami manipulują. Wystarczy dorzucić dopisek "potwierdzone badaniami naukowymi" i efekcie o wiele więcej ludzi przyjmie przedstawiane fakty za pewniki. Ja w takich sytuacjach mówię "w porządku, ale najpierw pokaż mi te badania". Nie wierzę w żadne nowiki, ciekawostki ani nowe patenty dopóki nie znajdę odpowiedzi na cholernie ważne pytania: DLACZEGO to działa w ten sposób i z czego to wynika.

Z całym szacunkiem, ale dziennikarze są... dziennikarzami, a nie dietetykami czy naukowcami. Ich zadaniem jest napisanie artykułu, który się po prostu sprzeda. Nie mam racji? Tekst ma nas zainteresować, wzbudzić emocje i w teorii poinformować, ale moim zdaniem to działa tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia na przykład z reportażem z danego zdarzenia. Jednak w przypadku edukacji żywieniowej czy dzielenia się najnowszymi odkryciami nie zdaje to egzaminu, ponieważ dziennikarze często nie znają wydźwięku naukowego danej informacji. Wiecie, to jest tak jak ze zdaniem wyrwanym z kontekstu - samo w sobie jest szokujące i najczęściej sugeruje zupełnie coś innego niż całość wypowiedzi, z której pochodzi.

To właśnie między innymi stąd biorą się wszystkie mity o zdrowym stylu życia i odżywianiu.

Więc gdzie szukać? Jakie źródła uznawać za rzetelne?
Bardzo ciężko udzielić odpowiedzi na to pytanie. Sama ciągle staram się je rozgryźć. Na ten moment mogę podzielić się z wami dwoma radami, którymi aktualnie osobiście się kieruję. Po pierwsze, sprawdzajcie dokładnie, kim są i jakie wykształcenie mają autorzy książek czy artykułów, którymi się posiłkujecie. Jeśli przykładowo jest to lekarz specjalizujący się w chorobach układu pokarmowego albo wykładowca akademicki - super! Wówczas można przyjąć, że rzeczywiście mają do przekazania coś wartościowego i godnego uwagi. Jeśli jednak autorem jest Chodakowska, Lewandowska albo jakiś inny celebryta, hej... serio? Po drugie, jeśli już sięgacie właśnie do artykułów, wybierajcie te, które zostały opublikowane w czasopismach NAUKOWYCH, a nie w zwykłych, kolorowych gazetach. Niech was też nie zwiodą portale internetowe, wyglądające na profesjonalne. W tej materii również należy być bardzo ostrożnym, bo niestety nawet w takim serwisie jak dietetycy.org.pl można znaleźć błędy (co jednocześnie nie znaczy, że wszystkie znajdujące się tam artykuły są be).

Ze swojej strony obiecuję, że jeśli trafię na jakąś publikację wartą uwagi, na pewno dam wam znać! :) 


Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

PS. Jeśli przeczytał ten wpis ktoś związany z dziennikarstwem i poczuł się urażony, przepraszam - nie miałam tego w intencji.

11 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe spostrzeżenia :) Chyba muszę jeszcze rzetelniej sprawdzać czytane informacje, bo jakoś nigdy nie przykładałam do tego aż tak dużej wagi. I bardzo by mnie ucieszył kiedyś wpis z linkami, które uważasz za wiarygodne i na których warto opierać swoje żywieniowe przekonania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie obiecuję, ale na pewno wezmę pod uwagę :)

      Usuń
  2. poszłaś na dietetykę po medycynie, czy od razu? polecasz z medycznymi, czy bez?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dietetyce znalazłam się po latach szkolnej miłości do biologii i niespełna jednym semestrze studiowania jej na UŚiu :) Czy polecam łączyć studiowanie medycyny z dietetyką? Odpowiem trochę pokrętnie w ten sposób: różnica między lekarzami a dietetykami jest taka, że pierwsi leczą środkami farmakologicznymi i skalpelem, a drudzy - jedzeniem ;)

      Usuń
  3. Kurcze... Czasami wpadam na takie bzdury w necie... "warto jeść rośliny strączkowe, czyli np. płatki owsiane..." <-- to jeden z przykładów, który zapamiętam chyba do końca życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, serio :O? Podobne głupoty zdarzyło mi się niestety czytywać na blogach dziewczyn w wieku gimnazjalnym/ wczesno licealnym

      Usuń
  4. I bardzo słusznie, że masz własne zdanie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze powiedziane :) ludzie łykają wszystko i potem uznają za świętą prawdę i nie waż się powiedzieć inaczej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie portale "o zdrowiu" które z naukowym podejściem do zdrowia nie mają nic wspólnego są najgorsze, bo wprowadzają dużą grupę ludzi (niekoniecznie niewykształconą, co nie mającą czasu na sprawdzenie informacji) w błąd i to błąd przekazywany dalej :(

    ja bardzo lubię Damiana Parola, bo on dużo wrzuca na swoją stronę i facebooka wyciągów artykułów pubmed już z wyjaśnieniem "dla ludzi" ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet badania nie dają jednoznacznych wyników i często jedne wykluczają drugie. Obecnie prowadzę "prywatne śledztwo" na temat przyjmowania węglowodanów przed i w trakcie meczu piłkarskiego. Chce się dowiedzieć w jaki sposób jest to skorelowane z wynikami. Oczywiście istnieją badania potwierdzające i zaprzeczające tego typu zabiegom.

    Z drugiej strony jest takie coś jak krzywa dzwonowa. A więc 70% osobników zareaguje pozytywnie na standardowe strategie ;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zgadzam się, że nawet badania nie dają jednoznacznych wyników i często się wykluczają. I właśnie to jest ten moment, w którym powinniśmy skorzystać ze swojej własnej wiedzy i doświadczenia, by zdecydować, które rozwiązanie według nas jest bliżej prawdy. Dziennikarze niestety nie są aż tak zagłębieni w tą dziedzinę nauki, by móc to zrobić. To jest ten problem.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...