niedziela, 21 lutego 2016

Moja blogowa historia; za co kocham blogowanie

O prowadzeniu bloga marzyłam od chwili pierwszej styczności z internetem. Miałam wtedy dziesięć lat. To było jak instynkt. Nie do końca wiedziałam, na czym to wszystko polega, ba! ja nawet miałam jeszcze problemy z podstawową obsługą komputera, a mimo to już wtedy nie mogłam odegnać myśli o własnym zakątku w sieci.


Teraz kiedy się nad tym zastanawiam, nie mam pojęcia, skąd to pragnienie się we mnie wzięło. Przecież tak niewiele wiedziałam wtedy o internetowej społeczności! Jednak jako mała dziewczynka godzinami fantazjowałam o tym, jak będzie wyglądał mój blog. Zawsze chciałam, by był bardzo rozbudowany, z duża ilością zakładek, linków i treści. To były czasy, w których minimalizm absolutnie nie był w modzie. Pierwszą inspiracją był dla mnie blog o Odlotowych Agentkach, który wówczas był już nieaktywny. Mimo to zachwycał mnie możliwością zapisania się na nim do klubu fanów i księgą gości. W każdej wolnej chwili zawzięcie szukałam różnych sposobów na założenie własnego, ale nie miałam pojęcia, jak to się robi. Nie wiedziałam, że istnieją takie serwisy jak mylog czy blogspot, a już tym bardziej obcy był mi język HTML-u. Niedługo później trafiłam na blog pewnej dziewczyny, która oceniała innych blogerów. Pamiętam, że jej szablon miał czarne tło z grafikami w stylu namalowanych kolorową kredą. W ramce "o mnie" podała do siebie numer gg, więc pomyślałam, że odezwę się z prośbą o pomoc. I się zaczęło. Dziewczyna spędziła dłuuugie godziny na bezskutecznym tłumaczeniu jedenastoletniej mnie podstawowych zasad rządzących w blogosferze, a przede wszystkim tego przeklętego HTML-u, który zresztą do tej pory nie jest moją mocną stroną. Teraz kiedy to wspominam, jestem dla niej pełna podziwu, że miała aż tyle cierpliwości. Jak się pewnie domyślacie - nic z tego nie wyszło. Rok później na wakacjach poznałam dziewczynę, która swojego bloga prowadziła na Onecie. Kiedy dowiedziała się, że niemal od zawsze marzę by dołączyć do grona blogerów, zaprosiła mnie do siebie i przy pomarańczowym soku firmy Siódme Niebo (tak, pamiętam to jak dziś) pokazała mi co i jak. Okazało się, że zakładanie bloga na Onecie było niezwykle proste w porównaniu do tego, co proponowała mi dziewczyna z gg. Wystarczyło wybrać adres, nick i pierwszy szablon, a później serwis robił wszystko za nas. I tak naprawdę to od tego sierpniowego popołudnia zaczęła się moja przygoda z blogowaniem.

Przechodziłam przez różne fazy. Pamiętam czasy "komć za komć", dollsów, brokatowych gliterów czy wklejania avatarów innych blogów, za co w zapłacie dostawało się komentarze z automatu, które miały tylko nabić statystykę. Miałam mnóstwo blogowych pamiętników, fotoblogów, były też takie z refleksjami na "głębokie" tematy albo wymyślonymi opowiadaniami z ulubionymi gwiazdami z showbiznesu w roli bohaterów, blogi typu lifestylowych, gdzie zamieszczałam wszystko, co się dało, a nawet takie z własnoręcznie robioną grafiką komputerową i instrukcjami do photoshopa. Ich adresy były nieraz śmieszne (para-nienormalna, idiotycznie), czasem bardzo zwykłe (karola-94, odlotowy-blog) albo nieco bardziej przemyślane, ale w tym przypadku nigdy nie w języku polskim (make-miracles, thindesire, thunder). Moje blogowe pseudonimy też zmieniały się jak w kalejdoskopie. W tej kwestii byłam na ogół bardzo podatna na powiewy aktualnej mody wśród blogerów. Pamiętam, że między innymi tytułowałam się Shannell_94, Advanced, LovSelen, Maddie Connell, co na koniec ewoluowało do Savannah Grey. Teraz jestem po prostu... sobą. Po tych wszystkich latach stwierdziłam, że nie mam dłużej potrzeby ukrywania się pod fałszywa tożsamością. Mam na imię Karolina i w prawdziwym życiu - w tzw. "realu" - jestem tą samą osobą, co tutaj, więc dlaczego miałabym się do tego nie przyznawać?

Odkąd skończyłam dwanaście lat, nie miałam przerwy od blogosfery dłuższej niż dwa miesiące. Ja to po prostu lubię i żartobliwie mówię, że urodziłam się blogerką. Znalazłam w tym sposób na wyrażanie siebie. Żaden z blogów, o których wcześniej wspomniałam, już nie istnieje, a Fitmiracle jest tym, którego prowadzę najdłużej i na razie ani mi się śni, by przestać. Myślę, że w końcu dojrzałam do tego, by zadomowić się i zapuścić korzenie w jednym miejscu.


Wielu blogerów mówi, że piszą tylko dla siebie i nie zależy im na statystykach. Sama kiedyś byłam jedną z nich. Jednak doszłam niedawno do wniosku, że blogowanie ma sensu tylko wtedy, gdy ma się czytelników - nie musi ich być wielu, ale ważne, by byli. Nie chcę przez to powiedzieć, że śledzę każdą cyferkę w Google Analytics, bo tak naprawdę jestem tego absolutnym przeciwieństwem. Aktualnie oprócz Fitmiracle mam jeszcze jednego bloga - pamiętnik pisany w stylu powieści, gdzie prawdziwe postacie z mojego otoczenia występują pod bardzo wymownymi pseudonimami. Jednak trzy lata temu zamknęłam do niego dostęp, bo zaczynałam być zbyt śmiała z fabułą i mogłoby się to skończyć podobnie jak w tym serialu z MTV o tytule Awkward. W związku z tym wolałam nie ryzykować. Wspominam o tym dlatego, że dzięki temu mam porównanie, jak to jest pisać (prawie) tylko dla siebie i na otwartym blogu i powiem wam, że różnica jest kolosalna. Kontakt z czytelnikami to coś, co uwielbiam w blogowaniu najbardziej. Czytam każdy wasz komentarz i odpisuję na każdą waszą wiadomość. To daje mi wiele radości, bo dzięki temu wiem, że ktoś rzeczywiście czyta to, o czym tu piszę. Dziękuję, że jesteście.

Blogosfera to też źródło niewyczerpanej inspiracji. Zawdzięczam tak wiele czytaniu blogów ludzi, których w realnym życiu nigdy nie miałabym szans spotkać. To tutaj niemal codziennie rozwijam swoją kreatywność, uczę się tolerancji, poszerzam swoje horyzonty i otrzymuję wsparcie w dążeniu do swoich celów. Jestem wdzięczna za to, że mogłam poznać tyle wspaniałych osób (szczególnie pozdrawiam Ciebie, Aniu!). Myślę, że gdyby nie blogowanie moja osobowość byłaby teraz zupełnie inna. Blogi dały mi odwagę, by chcieć czegoś więcej. I pewnie dla niektórych to co piszę może wydać się dosyć przerysowane, wszak blogosfera to tylko słowa na ekranie naszych komputerów. Sądzę jednak, że ci którzy mają własne zakątki w sieci doskonale rozumieją, o czym mówię.

Z perspektywy dekady spędzonej w blogosferze (w tym roku obchodzę swój mały jubileusz), mogę z czystym sercem powiedzieć, że czuję się tu jak ryba w wodzie. To jest mój drugi (wirtualny) dom, miejsce, które znam tak dobrze jak własną kieszeń. Powiem wam szczerze, że bycie świadkiem tego, jak w jednej chwili blogowanie nabrało na popularności, jest ciekawym doświadczeniem. Kto by kiedyś pomyślał, że na prowadzeniu bloga można zarabiać i to tak dobrze, by móc się z tych pieniędzy utrzymać! To jest niebywały fenomen. Co prawda, ja nie jestem jedną z tych blogerów i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Do tej pory blogi zawsze były i są dla mnie tylko (albo aż) pasją, która daje mi więcej niż posiadanie grubego portfela.

A dziś z przymrużeniem oka mówię:
byłam blogerką zanim stało się to modne ;)

Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

7 komentarzy:

  1. Dzięki Karola za pozdrowienia i ja również Cię cieplutko pozdrawiam! :D Piszę ze swojego realnego profilu akurat, a nie pod pseudonimem Affy. : > Ciekawie się składa, że napisałaś post w tym stylu, bo akurat razem z siostrą zaczęłyśmy realizować projekt naszego wspólnego bloga o zdrowym stylu życia. :D Ja też uwielbiam blogowanie... odwiedzanie blogów i ich czytanie i po dłuższej przerwie nie pisania żadnego bloga, zawsze nadchodzi ta tęsknota i impuls, aby do tego powrócić. Cieszę się, że to właśnie dzięki blogowaniu się poznałyśmy! :D Jesteś dla mnie taką samą motywacją teraz, jak byłaś kiedyś. Seriously. :V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wracasz do fitblogowania :D!

      <3 <3 <3

      Usuń
  2. Też pamiętam czasy sweetaśnych blogów! :) Później jak już wszystko powoli zmieniało się w blogosferze na dobre porównywałam mój blog na onecie z blogspotem i nie wiedziałam, jak oni to robią, że ich strony wyglądają tak dobrze. Fajnie mieć takie swoje miejsce w sieci, dla siebie, dla samorozwoju i dla inspirowania innych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też pamiętam czasy tamtego blogowania. Mój staż ma już 12 lat i nadal nie mogę uwierzyć jak się potoczyły losy blogów. Oczywiście moje blogi na onecie i pierwsze na blogspocie dawno skasowałam, ale niektóre nazwy mam jeszcze zapisane w starych pamiętnikach, tych papierowych. Jednak to prawda, fajnie jest mieć swoje miejsce w sieci ^-^

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ja jestem z tych, kto pisze dla siebie i nie zależy mi na statystykach, ale może dlatego, że bloguję dopiero 1 rok :) Ale już lubię blogowanie i zawsze się cieszę, kiedy inni ludzie komentują moje posty! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny post, taki od serca :) Widać to w Twoich postach. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. "Byłam blogerką zanim stało się to modne" - to dzięki temu tutaj nadal jesteś!
    Piszesz niesamowicie, oby ta dalej!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...