sobota, 9 stycznia 2016

Czy wiesz, czym różni się motywacja od dyscypliny? I dlaczego potrzebujesz ich obu?

Postanowienia noworoczne są moją małą tradycją od czasów gimnazjalnych. Każdy pretekst do zmian jest dobry, ale nowy rok to szczególna okazja i właśnie ja zawsze tak to postrzegałam. Na początku tworzyłam długie listy, składające się z około 20 punktów. Im stawałam się starsza, tym ich ilość się zmniejszała. Przyznaję się - były takie lata, w których z powodzeniem mogłam wypisać sobie na czole "członek drużyny słomianego zapału", jednak w 2014 roku nareszcie zrozumiałam, co wówczas robiłam źle, że na samych chęciach się kończyło i od tamtej pory moje postanowienia przybrały raczej formę celów do zrealizowania niż luźnych życzeń typu "będę milsza dla znajomych" czy "będę częściej chodzić do teatru".

Pssst, sekretem jest metoda S.M.A.R.T. ale odsyłam do wujka Google, bo to nie o niej jest ten wpis.

Zwykle kiedy poruszę temat postanowień, spotykam się z komentarzami, że są bez sensu, bo i tak nikt się z nich nie wywiązuje i nim minie chociażby luty, mało kto o nich w ogóle pamięta. "Zabrakło mi motywacji" wielokrotnie ktoś się przede mną tłumaczył, mimo że wcale tego nie oczekiwałam. Cóż, w przeszłości sama się często tak przed sobą tłumaczyłam, nie mając pojęcia, że tak naprawdę to nie ta biedna motywacja (a raczej jej brak), której wszyscy ciągle tak uporczywie szukamy, jest tu winna.

Wiecie, czym jest motywacja? To świadomość następstw swoich czynów; to jest ten impuls, który popycha nas do działania, kiedy nagle świetny pomysł wpada nam do głowy. Ale niedługo po tym przychodzi moment, gdy emocje opadają i... motywacja słabnie. To zupełnie normalne.

Dużo mówi się o wizualizacji celu jako o jednym z najlepszych sposobów na jej utrzymanie i wzmocnienie. Ja stawiam na schematy podobne do poniższego przykładu.
Ten pewnego rodzaju ciąg przyczynowo-skutkowy, przypomina mi dlaczego chcę dany cel osiągnąć, a więc o tym, co jest moją motywacją. To już połowa sukcesu, ale to niestety nie wystarczy.

Realizacja celów wiąże się z pracą lub/i wyrzeczeniami. Rzadko cokolwiek przychodzi do nas łatwą ręką, a już tym bardziej nie to co jest warte posiadania. Najpierw musimy dać coś od siebie, by uzyskać pożądany efekt. To jasne i logiczne. Zwykle nie podejmujemy się tego z entuzjazmem (choć bywa i tak). Wiecie, jak to jest... czasem lenistwo, czasem strach przed wyjściem poza własną strefę komfortu. I to jest właśnie chwila, w której dyscyplina powinna wystąpić przed szereg.

Popularny słownik języka polskiego, 2007, wydawnictwo Wilga
W 2013 roku pisałam o zasadach szczęśliwego człowieka, które jednocześnie są tymi, którymi ja kieruję się na co dzień. Pierwsza z nich brzmi: rób to, co musi być zrobione nawet, jeśli nie masz na to ochoty. Tak naprawdę nieważne, jak bardzo chcę zrealizować dany cel i jak wielką mam motywację, bo jeśli nie będę konsekwentna i zdyscyplinowana w pokonywaniu kolejnych zadań, które mnie do niego przybliżają, nigdy go nie osiągnę. Ile razy zdarzyło się wam usłyszeć lub nawet samemu powiedzieć coś w stylu "bardzo chcę poprawić sylwetkę do lata, bo czeka mnie wyjazd nad morze"? To jest właśnie motywacja! Ale i tak pomimo jej obecności tylko garstka ludzi faktycznie uzyskuje widoczne efekty. Dlaczego? Bo oprócz motywacją mogli pochwalić się również dyscypliną, która nie pozwoliła na to, by stali się zmienni jak chorągiewka na wietrze i podatni na własne słabości.

Codziennie stajemy przed wyborami. Wahamy się pomiędzy tym, czego chcemy w TYM MOMENCIE, a tym czego chcemy W DALSZEJ PERSPEKTYWIE. Prawdziwą siłą jest zwyciężyć z chwilową pokusą, a jest to cholernie trudne. Motywacja niestety nam w tym nie pomoże. Ok, no może w niewielkim stopniu. Jestem jednak zdania, że w tym miejscu główną rolę odgrywa właśnie dyscyplina.
Podsumowując,
motywacja jest tym, co pozwala ruszyć z miejsca i jest niezwykle ważnym czynnikiem, ale to tylko impuls, który się pojawia i znika. Warto ją pielęgnować, jednak należy pamiętać, że prawdziwa potęga i sekret sukcesu to dyscyplina, która pomaga nam między innymi odróżnić chwilowe, mało znaczące zachcianki od tego, czego naprawdę chcemy i wytrwać przy tym.

Dyscyplina to wiedzieć, czego się chce i dążyć do tego pomimo napotykanych trudności.
*** 

Na 2015 rok moim głównym postanowieniem było uzyskanie stypendium za wyniki w nauce. Udało się i to uczucie, gdy dostałam oficjalne pismo z decyzją z dziekanatu, było niesamowite, bo naprawdę wiele mnie to kosztowało wyrzeczeń i czasu z nosem w książkach. Wiele razy miałam ochotę po prostu odpuścić. Bywało też tak, że pytałam samą siebie, po co ja to w zasadzie robię - to były te momenty, gdy motywacja mnie opuszczała, ale ratowała mnie wtedy dyscyplina. Ze zgrzytaniem w zębach uczyłam się zawzięcie rzeczy, których ode mnie wymagano, a niekoniecznie wydawało mi się, że były dla mnie, jako przyszłego dietetyka, istotne. Denerwowało mnie to, ale ostatecznie... było warto. I to nie tylko ze względu na uzyskane stypendium. Po prostu wiem teraz więcej i mimo wszystko jestem przekonana, że kiedyś zwróci mi się do z nawiązką.

Na tym przykładzie nauczyłam się też, że jedno DUŻE postanowienie (tzn. takie o ogromnej wartości) jest lepsze niż kilka mniej znaczących. Kiedyś byłam zwolenniczką "małych rzeczy" (bo wiecie, podobno to w nich jest zapisany wzór na szczęście, jak śpiewała Sylwia Grzeszczak), ale doszłam niedawno do wniosku, że w moim przypadku chyba przestało zdawać to egzamin.

Lubię rzucać się na głęboką wodę. Lubię wyznaczać sobie cel i jednocześnie myśleć "cholera, co mi strzeliło do łba". Lubię bać się, że jego realizacja może mnie przerosnąć, bo to mnie właśnie determinuje - jeśli cel mnie przeraża, wiem, że droga do niego pozwoli mi się rozwinąć, a przecież o to chodzi.
I tak właśnie jest z moimi noworocznymi postanowieniami ;)


Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

7 komentarzy:

  1. Myślę, że będę musiała bardziej pracować nad wizualizacją swoich celów. Ostatnio słabo i z dyscypliną i z motywacją :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Z dyscypliną zawsze bywało u mnie ciężko, ale pracuję nad tym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, osoby powyżej piszą iż mają problem z dyscypliną. Ale ważne, że jest motywacja. Dobrym pomysłem utrzymania dyscypliny jest zapisanie swoich postanowień. Pisałem o tym na moim blogu.
    Aby zaplanować se trening(co ułatwi Ci dyscyplinę) też można wejść na https://podejmij-wyzwanie.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spisywanie postanowień to raczej akt mający pomóc w utrzymaniu MOTYWACJI. W odniesieniu do dyscypliny na wiele się to nie zda. Ktoś tu chyba myli pojęcia :)

      Usuń
  4. Samemu trudno jest narzucać sobie dyscyplinę (np. sportowcy mają łatwiej, bo oni MUSZĄ tak jakby- nie wiem, jak precyzyjniej przedstawić tu moją myśl). Dlatego myślę, że dyscyplina w dużej mierze zależy też od siły woli (i nie mówię tu o motywacji). :D Pozdro dla Was w Nowym Roku. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja! Też uważam, że siła woli ma dużo wspólnego z dyscypliną!

      PS. Dla Ciebie również pozdro w Nowym Roku :D

      Usuń
  5. Mam i motywację i dyscyplinę na razie, więc jest git :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...