piątek, 18 grudnia 2015

Więcej nie zawsze znaczy lepiej, czyli trening to też stres

Był taki czas, że nie mogłam obejść się bez co najmniej godzinnej aktywności fizycznej dziennie. Miałam wtedy 18 lat i... poważne uzależnienie od endorfin. Cały schemat dnia podporządkowywałam pod trening, a gdy już zaczynałam ćwiczyć, nie mogłam przestać. Zwykle takim momentem stop była dopiero chwila, w której robiło mi się po prostu słabo, ale wówczas nie postrzegałam tego, jako coś złego. Myślałam, że to właśnie znaczy dawać z siebie 100%. Wszystko relacjonowałam tutaj w blogosferze. Moi czytelnicy podziwiali mnie za wytrwałość i pewnego rodzaju waleczność. Sądziłam wtedy, że mam świetną kondycję, a szczupłe ciało było wielkim bonusem, który miał tylko potwierdzać, że faktycznie żyję zdrowo i robię dla siebie coś dobrego. Dziś już wiem, jak bardzo się myliłam.

Co prawda, nie byłam wychudzona, a moje BMI ciągle oscylowało wokół dolnej granicy normy, ale ciało miało kompletnie zaburzone proporcje - umięśnione, bryłowate łydki i odstający tyłek w połączeniu z talią momentami odsłaniającą żebra i wątłymi ramionami wyglądały dosyć groteskowo. Na domiar złego w początkowym etapie byłam typem skinny fat, czyli mimo rozmiaru S, nie mogłam pochwalić się ładnie wyrzeźbioną sylwetką, ponieważ procent bodyfat był u mnie ciągle relatywnie wysoki, a potem zaczęłam... tyć, mimo braku zmian w diecie. Z rozmiaru S zrobił się M/L, więc ćwiczyłam jeszcze więcej, co tylko nasilało dalsze przybieranie na wadze.



Abstrahując od wyglądu, byłam przekonana, że moja kondycja jest co najmniej ponadprzeciętna, bo przecież nie każdy jest zdolny do ponad dwugodzinnych, intensywnych treningów dziennie. Kiedy teraz się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że albo miałam klapki na oczach albo zbyt wysokie mniemanie o sobie, bo prawda jest taka, że nie byłam w stanie przebiec nawet 3 kilometrów bez zadyszki, skutkującej przerwą na marsz czy zrobić 20 pompek ciągiem (tego drugiego nadal nie potrafię, ale cii), więc jak można mówić tu o dobrej kondycji?

Wszystkie moje treningi miały ten sam interwałowy schemat. Lubiłam to. Nazywałam to metodą Grey i polecałam wszystkim dookoła. Gdzieś w archiwum powinien być jeszcze dostępny wpis z opisem struktury mojego typowego treningu z tamtych czasów. Od razu zaznaczam, że odrobinę zmądrzałam i teraz nie jestem już z niego taka dumna. Wychodzę jednak z założenia, że człowiek uczy się na błędach, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pamiętam, że jeśli nie czułam, że brakuje mi tchu, zaczynałam się nudzić, a endorfiny nie działały. To był chyba najsilniejszy objaw uzależnienia. Miałam taką zasadę, że muszę poczuć każdą część mojego ciała, bo inaczej trening nie będzie się liczył. Myślę, że mogę to porównać do obsesji lub nerwicy natręctw. Dopiero teraz mam odwagę nazwać to po imieniu.

Ale jak wytłumaczyć fakt, że trenowałam codziennie tak ciężko, a mimo to miałam słabą wydolność? Niestety nie mam takiej wiedzy, bo na dietetyce nas tego nie uczą, więc nie będę wypisywać głupot, ale podejrzewam, że może mieć to związek z faktem, że każdy trening to pewnego rodzaju stres dla organizmu. Nie dbałam o regeneracje, niewiele wiedziałam o zjawisku zwanym przetrenowaniem i tak naprawdę nie miałam pojęcia o jakiejkolwiek metodyce treningowej. Ostatnio starałam się zgłębić temat i zaczęłam szukać, co na ten temat sądzą znani trenerzy/sportowcy, których do tej pory obserwowałam. Wszyscy jak jeden mąż grzmią, że więcej nie zawsze znaczy lepiej.

Dowiedziałam się, że to jest trochę jak z dietą. Jeśli będziemy jeść zbyt mało, organizm nie będzie spalał zapasów tłuszczu, wręcz przeciwnie - zmagazynuje jeszcze większą ilość w obawie przed głodem. Podobnie jeśli będziemy trenować zbyt dużo (lub kompletnie bez sensu i nie przemyślanie), układ nerwowy będzie przeciążony, hormony zaczną nam szaleć i tym samym zrobimy sobie więcej krzywdy niż pożytku. Wówczas o żadnej hipertrofii mięśni czy zwiększaniu produktywności w wykorzystywaniu tlenu przez tkanki nie ma mowy.

Niestety często spotykam się z tym problemem wśród znajomych, którzy przychodzą do mnie po rady przy okazji konsultacji dietetycznych. Ludzie zupełnie tak jak ja w przeszłości uważają, że by uzyskać szybciej efekty, należy też częściej trenować, co oczywiście nie jest prawdą. Umiar sprawdza się zarówno przy układaniu jadłospisów, jak i planów treningowych.

Kiedy zredukowałam ilość swoich treningów z 5-6 tygodniowo do 3, rezultat był zaskakujący. Z dnia na dzień mogłam zaobserwować jak rośnie moja sprawność. Liczby nie kłamią. Jakby tego było, mimo że nic nie zmieniłam w diecie, w 3 miesiące zrzuciłam w sumie około 4-5 kg, dzięki czemu definicja mięśni stała się bardziej widoczna. I jestem w siódmym niebie. W ten sposób pokonałam stagnację, która dokuczała mi od kilku- kilkunastu miesięcy.

Aktualnie
Od miesiąca sumiennie prowadzę dziennik treningowy i przy jego pomocy szlifuję formę. Wygląda on zdecydowanie inaczej niż wszystkie te, które zdarzyło mi się mieć do tej pory. Skupiam się na tym, co naprawdę ważne. Myślę, że dopiero teraz zrozumiałam, jakie jest jego prawdziwe zastosowanie. Wcześniej był dla mnie tylko motywacją do utrzymania systematyczności treningów i ewentualnego dbania o ich różnorodność. Jeśli jesteście ze mną od dłuższego czasu, na pewno kojarzycie, że nigdy nie byłam jedną z tych, które lubią mieć jasno rozpisane co i kiedy ćwiczyć. Wolałam założyć sportowe buty i po prostu robić to, na co mam aktualnie ochotę. Teraz wiem, że nie miało to najmniejszego sensu, bo w ten sposób nie byłam w stanie kontrolować pracy jaką wykonują moje mięśnie, więc tym samym zamykałam sobie drogę do rozwoju, a jeśli takowy się przydarzał to tylko i wyłącznie z przypadku.

Podsumowując, jeśli nie widzicie u siebie efektów, mimo że dajecie z siebie 100% zarówno na treningu jak i w kuchni, może po prostu za wiele od siebie wymagacie? Czasem warto zwolnić tempa.


Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

20 komentarzy:

  1. Dobrze prowadzony dziennik treningowy to podstawa. Nie wystarczy zapisanie samego rodzaju treningu, który wykonywaliśmy... Ja prowadzę swój bardzo szczegółowo, dzięki czemu widzę, kiedy mam najwięcej energii, kiedy forma jest słabsza, jaki robię progres... No i rzadziej ulegam pokusom oraz chęci odpuszczenia treningu. :)
    Oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak czytam ten post i sobie myślę "Skąd ja to znam?". No tak! Jakbym dosłownie czytała o sobie! Kiedyś ćwiczyłam 3-4 razy w tygodniu, jakaś chodakowska w połączeniu z pilatesem i miałam jędrniejszą skórę i mniej tłuszczu niż teraz, gdy ćwiczę 5-6 razy w tygodniu. Dopóki nie przeczytałam Twojego postu jakoś sobie nie mogłam uświadomić, że przecież za dużo treningów może także negatywnie wpłynąć na organizm. Wakacyjna redukcja też nie dała mi do myślenia. Był ujemny bilans, intensywne treningi 6x w tygodniu i dość ciężka i nieco stresująca praca w pubie nieraz po 12-14h. Oczywiście nie schudłam nic. Przybyły mi centymetrów :D Ale jakoś do mnie nic nie dotarło i dalej ćwiczę 5-6 razy w tygodniu w połączeniu ze studiami i nieraz zajęciami przez prawie cały dzień. Mimo wszystko bywa to męczące. Skoro kiedyś cwiczyłam mniej i nieco mniej intensywnie to chyba czas wrócić do systemy 3-4x w tygodniu i zobaczyć, co się będzie działo. Spróbować na pewno nie zaszkodzi, a może coś to da jak u Ciebie. Dziękuję Ci za ten post :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dostałam od życia kiedyś podobną lekcję-niestety sama do tego nie doszłam, ale "przymusowy" wyjazd na tygodniowe lenistwo w ferie i brak możliwości biegania/trenowania spowodował u mnie (o szok) 2-3 kg mniej po powrocie :) Teraz pracując w fitnessie miewam okresy, gdzie przy większej ilości aerobowych zajęć mam skoki na + kg, nie jedząc więcej. Ludzki organizm jest niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 3-4 w tygodniu (trening siłowy/ wzmacniający + cardio) to optymalna ilość. Najlepiej się sprawdza:-))

    OdpowiedzUsuń
  5. widzę duży postep. brawo! Najważniejsze to odnaleźć odpowiedni dla siebie "balans".. polecam dużo wpisów na ten temat na moim blogu

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie wyglądasz na tym ostatnim zdjęciu, nie mogę się na nie napatrzyć :) Ja ćwiczyłam najwięcej 5 razy w tygodniu, ale przez krótki czas, ponieważ było to chyba jakieś miesięczne wyzwanie. Obecnie ćwiczę te 3 razy w tygodniu i chciałabym dobić do 4. Teraz też widzę, że nie ma sensu zapędzać się dalej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też kiedyś miałam takie przeświadczenie, że więcej znaczy lepiej. Teraz zdecydowanie bardziej doceniam znaczenie regeneracji ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nowe forum o odchudzaniu. Razem możemy stworzyć coś fajnego, wzajemnie się inspirować, motywować, doradzać sobie :)
    http://noexcuses.zuuz.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyno! Znalazłam dziś twojego bloga i nie mogę oderwać się od czytania. Pochłonięty od deski do deski (prawie;)) Jesteś świetną, pozytywną, zmotywowana osóbką i strasznie miło się Ciebie czyta. W dodadtku tyle osiągnęłaś w walce o swoje ciało, wow, szczerze gratuluję. Keep going :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! bardzo się cieszę. takie komentarze naprawdę wiele znaczą dla blogera :)

      Usuń
  10. Oooo, chyba pora sobie przypomnieć jak wygląda płaski brzuch... :<

    OdpowiedzUsuń
  11. oo... poglady widze mamy podobne, pewnie ten kierunek studiow... :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawy post. Dal mi duzo do myslenia, jezeli chodzi o moje "nawyki" sportowe. Ja cwicze 5 razy w tygodniu i daje sobie w weekend spokoj. Naprzemiennie cwicze cardio (byla Chodakowska, Jilian Michaels, Michelle Dozois teraz mecze) i joge/pilates. Nad jedzeniem musze jeszcze popracowac, bo jednak mam slabosc do slodyczy i weglowodanow ogolem i moja waga w chwili obecnej rosnie, mimo ze przed jeszcze pol roku prawie w ogole nie cwiczylam i mialam 5 kilo mniej, a nawykow jedzeniowych rpawie nie zmienilam. Troche mnie to wszystko dziwi i nie wiem, jak temu zaradzic. Skad czerpiesz wiedze i jakie strony internetowe proponowalabys laikom, ktorzy chca sie zaglebic w materie odzywiania i odpowiednio dobranego sportu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wielu latach spędzonych w sieci, niestety nie jestem w stanie polecić konkretnych stron i to zwłaszcza osobie początkującej. Dlaczego? A no, już tłumaczę... :) W internecie można znaleźć perełki, ale również największy szmelc i góry mitów. Ten kto ma solidne podstawy i doświadczenie, potrafi rozróżnić jedno od drugiego. Niestety nowe osoby nie mają jeszcze takiej zdolności.

      Co w związku z tym radzę? Dużo czytać, szukać, słuchać i rozmawiać, a im więcej RÓŻNYCH źródeł tym lepiej. Konfrontacja zebranych informacji pozwala dostrzec gdzie leży sedno - zwykle gdzieś pośrodku ;)

      Ja osobiście mam ułatwioną sprawę - sporo wiedzy wynoszę po prostu z mojego kierunku studiów. Czego nie dopowiedzą profesorowie, uzupełnią znajomi (mam na roku wielu trenerów personalnych i instruktorów, którzy postanowili zostać specjalistami również w dziedzinie dietetyki, bo jedno z drugim ładnie się dopełnia). Śledzę ponadto wielu, wielu (zawodowych, ale nie tylko) sportowców (na youtube, w blogosferze) i słucham wnikliwie tego, co mają do powiedzenia. Czasem zdarzy mi się sięgnąć do literatury sportowej, ale (niestety) w bibliotece bywam ostatnio bardzo rzadko.

      PS. Dla osób chcących zmienić sposób odżywiania na zdrowszy, mogę polecić strony typu:
      http://www.psdiet.pl
      http://ptd.org.pl
      http://dietetycy.org.pl
      http://www.izz.waw.pl/pl/
      To jedyne miejsca w sieci, którym ufam :)

      Usuń
  13. co jeśli ćwiczę, nie dlatego, że chce schudnąć, a dlatego, że po prostu, po ludzko to kocham, ćwiczę 5-6 razy w tygodniu i szczerze to nudziłabym się ćwicząc 3-4, oczywiście, wiem że regeneracja jest ważna (i jak najbardziej stosuję ją), ale jednak za bardzo to kocham aby zmniejszyć ilość treningów w tygodniu, proszę was pomóżcie, bo już sama nie wiem co robić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podstawowe pytanie brzmi: czy dzieje się coś, co Cię niepokoi i podejrzewasz, że to przez zbyt częste treningi?

      Usuń
  14. Bardzo wartościowy wpis, szkoda, że jest wciąż wiele osób, które niestety myślą, ze im mniej zjedzą i im więcej będa ćwiczyć, tym więcej schudną i oczywiście szybciej...

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna figura. Zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
  16. Idealnym rozwiązaniem byłoby ćwiczenie dla czystej przyjemności. Zawsze jednak tej przyjemności towarzyszy dążenie do celu. a to z kolei generuje wątpliwości (efektywność diety, treningu) i często wybija nas z dobrego rytmu. Najlepiej wyczyścić głowę i ćwiczyć. Efekty przyjdą!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...