niedziela, 27 grudnia 2015

Nie waż się dziś ważyć

Sezon na "święta, święta i po świętach" otwarty. Minęły jak zwykle szybko, ale ja osobiście nie patrzę tęskno za siebie. Gdyby istniał jeszcze jeden dzień świąteczny, z całą pewnością byłby tym ponad miarę. Jestem ogromnie ciekawa, jak wy spędziliście Gwiazdkę, bo z moim obserwacji wynika, że internetowa fitspołeczność utworzyła dwa obozy - blogosfera postanowiła wrzucić na luz, natomiast instagram i facebook zafundowały sobie święta na sportowo, więc chwalcie się czym prędzej, jak wygląda to u was. Jeśli o mnie chodzi, nie należę do ani jednej, ani drugiej grupy. U mnie stan rzeczywisty leżał gdzieś pośrodku. 

W wigilię cała familia ustawiła się w kolejce do wagi. Każdy postanowił sprawdzić, z jakim kapitałem rozpoczyna czas świąteczny. To już chyba trochę taka mała tradycja w moim domu, której ja jak zwykle przyglądałam się z boku, kiwając głową z politowaniem. Dzisiejszego ranka ta sama kolejka ustawiła się ponownie. Niestety nie zdążyłam ich przestrzec...


Układ pokarmowy to nie Formuła 1 i sporo pochłoniętych smakołyków ciągle zalega jeszcze w jelitach. Soli i innych przypraw na pewno nie szczędzili, a one przecież zatrzymują wodę w organizmie. Poza tym jak już o wodzie mowa, kto by tam pamiętał, by wypijać jej odpowiednią ilość! W końcu były święta! Na stole nie brakowało też ciast i ciasteczek, po które żadna ręką się nie zawahała. Tyle węglowodanów w nadmiarze na pewno gdzieś musiało się zmagazynować, a razem z nimi - związana woda.

Ze względu na to wchodzenie dziś na wagę i zamartwianie się liczbą, która się na niej pojawi, nie ma najmniejszego sensu. To tylko stan przejściowy. Spokojnie, do Sylwestra na pewno wszystko się unormuje ;)

Inne wpisy warte uwagi:

Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com


PS. Mimo że się przy stole nie ograniczałam, ale jednocześnie nie szalałam też za bardzo, przyznam się wam szczerze, że i mnie pokaźnie podlało wodą :P

12 komentarzy:

  1. To ja jakoś mam wręcz odwrotnie, jeżeli mózg mówi mi 'jesteś małą tłustą świnką' to wtedy absolutnie się nie ważę, bo szkoda nerwów :P

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie nic nie nie podlalo wodą jak to ujelas.
    Z ciekawości wskoczyłam na wagę u znajomych i wynik jest ok. Taki sam jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z ciekawości weszłam na wagę i wynik taki sam. A dość sporo przez te wszystkie dni zjadłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. W święta totalnie wrzuciłam na luz i pozwalałam sobie dosłownie na wszystko :) Nie zdecydowałam się jednak wskoczyć na wagę, między innymi dlatego, że całkiem niedawno się mierzyłam. I dopiero wracam do formy po dłuższym okresie bardzo nieregularnych treningów, więc kontrolowanie wagi teraz nie miałoby najmniejszego sensu ;) Zresztą, od dłuższego czasu to centymetry są dla mnie wyznacznikiem postępów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odkąd nie mam wagi w domu moje życie stało się dużo mniej stresujące :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zaczęłam się mierzyć, zamiast ważyć. Znacznie lepiej to wygląda, bo np. Na wadze nie straciłam dużo, mogłabym się załamać, że tak powoli to idzie, ale według miary i wyglądu ciała uważam, że jest znacznie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na szczęście nie mam wagi w domu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie 0,5 kg na plusie, mam nadzieję,że szybko zginie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja sir dzis zwazylam i żałuję;). Pozdrawiam. Bardzo fajny blog. Będę zaglądać częściej. Karolina

    OdpowiedzUsuń
  10. ...najlepiej czuć się po prostu dobrze we własnej skórze ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...