wtorek, 28 lipca 2015

Prawdziwe znaczenie słowa FIT

Niezależnie od faktu, że ilu ludzi na świecie, tyle gustów i guścików, uważam, że kanon kobiecego piękna jest (niestety) tylko jeden. No, a przynajmniej tylko jeden obraz sylwetki wybija się popularnością nad wszystkie inne w społeczności osób interesujących się sportem. 


Nie lubię, kiedy mówi się tyle o pośladkach Jen Selter i nie ma to żadnego związku z zazdrością. Tak, trzeba jej przyznać, że ma na czym siedzieć i dzięki temu wygląda świetnie. Nie ukrywam, zdarzy mi się zawiesić oko na jej zdjęciach. Czy jest tu ktokolwiek, kto nie złapał się na tym samym choć raz? Jednak problem w tym, że doszło do tego, że dziewczyny zaczęły się do niej porównywać. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy słyszałam lub przeczytałam na jakimś blogu tekst typu "do Jen Selter mi daleko" albo "ćwiczę, by mieć tyłek jak Jen". Z jednej strony każda motywacja jest dobra, ale z drugiej - sądzę, że dużym błędem jest stawianie sobie czyjegoś ciała jako wzór, do którego chciałoby się upodobnić. Fitness i kulturystyka to takie dziedziny, gdzie mówiąc dosadnie - jest dużo golizny (nie w sensie wulgarnym), więc oglądanie czyjegoś tyłka już od dawna mnie nie dziwi. I wiecie co? Widziałam milion pośladków, które co prawda, nie były kopią tych, które ma Jen, ale były równie piękne! Dlaczego ich posiadaczki tego nie dostrzegały?

To tylko jeden przykład z wielu. Schemat powtarza się również przy pozostałych częściach ciała, bo wyidealizowany kanon oprócz okrągłego, odstającego tyłka ma też wyraźne wcięcie w talii, płaski brzuch z delikatnym zarysem mięśni i dosyć niski % BF. Super, tylko mało kto zastanawia się nad tym, że nie wszyscy mają genetyczne predyspozycje do osiągnięcia takiego wyglądu.

Śledzę mnóstwo zawodniczek sportów sylwetkowych i dziewczyn, które po prostu żyją zdrowo, ale od jakiegoś czasu żadna z nich nie jest już dla mnie wzorem, do którego dążę, bo chcę, żeby moje ciało było po prostu MOJE. Nie mam kraty na brzuchu, nie jestem też najszczuplejsza ze względu na to, że jednak trochę tej tkanki tłuszczowej na sobie mam, a do tych podobno doskonałych wymiarów 90-60-90 brakuje mi po około 5-7 cm i... dobrze mi z tym. Nie chcę stać się jedną ze stada identycznych manekinów.


Piszę o tym, ponieważ poraża mnie ilość pytań o to, jak wyrzeźbić pośladki bez rozbudowania ud i częstotliwość pojawiania się wiadomości od zrozpaczonych dziewczyn, które ćwiczą, jak szalone, a mimo to nie zauważają spadków centymetrów. Tak właściwie... jestem ciekawa, czy którakolwiek z nich rzeczywiście tego potrzebuje. Era na szczupłe sylwetki już dawno się skończyła. Doszłam do wniosku, że o wiele przyjemniej dla oka i przede wszystkim ZDROWIEJ jest mieć trochę więcej mięsa na kościach, nie zapominając równocześnie o zachowaniu odpowiedniego poziomu tkanki tłuszczowej. Bo tak naprawdę, co fajnego jest w rozmiarze 34 czy nawet 36? 38,40 i wzwyż też są w porządku!

Nastało takie niezbyt mądre przekonanie, że skoro chodzę wszędzie z lunchboxami i jem dużo warzyw, a wolny czas spędzam jeżdżąc na rowerze albo ćwicząc w domowych zaciszu, to powinnam wyglądać jak atletka. Hmm... ale dlaczego? To znaczy, że osoba, która ma pełniejsze uda czy jedną fałdkę na brzuchu więcej jest zdyskwalifikowana z prowadzenia zdrowego trybu życia? Przecież FIT znaczy w dobrej kondycji, a nie bez grama tłuszczu.

Ideały nie istnieją. Nie ma czegoś takiego jak, perfekcyjna sylwetka. Zawsze znajdzie się coś, co będziemy chciały w sobie zmienić (często niesłusznie), ale właśnie te (pseudo) mankamenty są tym, co odróżnia nas od sklepowych manekinów i dziewczyn z pierwszym stron gazet, które i tak zostały odpicowane w photoshopie. Dzięki nim jesteśmy jedyne i niepowtarzalne. Dlaczego nie potrafimy tego docenić?

Zdrowy styl życia w założeniu powinien krążyć wokół dbania o zdrowie, a ciało to miał być tylko skutek uboczny. Ta moda chyba idzie w złym kierunku...




PS. A i dziewczyny... jesteście piękne takie, jakie jesteście!

25 komentarzy:

  1. A ten tekst jest równie piękny :)
    Święta prawda, choć czasem trudno wcielić ją w życie, czując na sobie presję tego "fit" światka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moda i niektóre blogi zdecydowanie idą w złym kierunku :). Świetny wpis, nic dodać nic ująć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo madry i przemyslany teks! Dobrze ze ludzie chca dbac o siebie i ostatnio jest o tym bardzo glosno ale czasami podchodzi to juz pod jakas paranoje... Zyj zdrowo i sie ruszaj :) - To najwazniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy i mądry post. Niestety jest w nim dużo prawdy... Najważniejsze jest to, aby zaakceptować siebie i otaczać się ludzi, który nas podziwiają za determinację i zauważają efekty naszych ciężkich treningów i zdrowego odżywiania.
    Bądźmy sobą, bo każda z nas jest wyjątkowa :).
    Pozdrawiam serdecznie :)
    www.allicestyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "Mieć trochę więcej mięsa na kościach" hahaha, cudny tekst <3 :D

    OdpowiedzUsuń
  6. "Przecież FIT znaczy w dobrej kondycji, a nie bez grama tłuszczu" - o tym chyba najczęściej zapominamy. Można być sprawnym, wysportowanym, kochać sport i nie dążyć do ideału. Można przecież w ogóle nie mieć takiej potrzeby. Uważam, ze jedyne do czego warto dążyć to lepsza wersja samego siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam kilka pytań: sam trening siłowy odbuduje spalone mięśnie? Osiagne przez to moj wymarzony płaski brzuszek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli trening siłowy połączysz z odpowiednią dietą - sukces murowany :) Bez diety niestety ani rusz. To ona odwala 70% roboty (co nie znaczy, że nie trzeba dawać z siebie 100% na siłowni :P)

      Usuń
  8. MI się po prostu podobają takie drobne figurki np. rozmiaru 36 :)

    OdpowiedzUsuń
  9. zgadzam się ze wszystkim! choć mnie teksty typu ';chce posladki jak Jen Selter'' motywują :P

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny wpis!!! niestety niektorzy pograzaja sie w skrajnosci z byciem FIT :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Super wytłumaczyłaś, masz całkowitą rację ;)

    http://maryshealthystart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mądry wpis :) Dużo osób zatraca się w byciu fit, zapominając, po co tak właściwie zaczęły ćwiczyć. Nie ukrywam, że ja sama nie obraziłabym się, gdyby trochę tłuszczyku z mojego brzucha zniknęło, a cellulit z pośladków i ud rozpłynął się w magiczny sposób, jednakże jeśli mam okazję dłużej się nad tym wszystkim zastanowić, to dochodzę do wniosku, że nie ćwiczę dla osiągnięcia określonej sylwetki, a dlatego, że po prostu lubię być w ruchu. Od małego spędzałam czas aktywnie, zamiast siedzieć w domu, mama chodziła ze mną codziennie na plac zabaw, później pokochałam lekcje WFu, gdzieś po drodze wpadły treningi koszykówki i miłość do łyżew - ja po prostu kocham się ruszać! I chętnie próbuję nowych aktywności. Dlatego dobrze jest czasem usiąść i zastanowić się, co jest naszym głównym motywatorem. Czy chęć posiadania pośladków jak Jen, czy może poprzez te wszystkie czynności zapewnienia sobie zdrowia. Wiem, że potrafiłabym zalec nad kanapie i się nie ruszać, bo mały ze mnie leniuszek, ale wiem też, że wyskoczenie na trening przyniesie mi tylko korzyści.
    Dobrze, czas na koniec tego komentarza-tasiemca ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny i mądry post. Zgadzam się ze wszystkim :) I Ty również jesteś piękna taka, jaka jesteś ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten wpis jest bardzo potrzebny. Znam z autopsji to całe porównywanie się do #fitspo. Pomogło mi pytanie skierowane do samej siebie - po co to wszystko? Nie chodzi przecież o wygląd, a o zdrowie, siłę, samopoczucie. Każdy jest wyjątkowy, inny i ma swoje wady oraz zalety.

    OdpowiedzUsuń
  15. Najważniejsze to robić wszystko w zgodzie ze sobą! Dobrze, że Ci się to udaje :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeden z najmądrzejszych wpisów, na jakie wpadłam, jeśli chodzi o tematykę "fit" :) . Super!

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć, chciałam się ciebie poradzić.. Jestem tegoroczną maturzystką. Wymarzyłam sobie studia dzienne na uniwersytecie medycznym we Wrocławiu na kierunku dietetyka, ale się nie dostałam. Na początku byłam trochę rozczarowana, bo nie wyobrażam sobie siebie w przyszłości w innym zawodzie niż dietetyka, ale teraz staram się wziąć w garść. We Wrocławiu niestety nie ma dietetyki zaocznie, jedynie prywatnie - na to mnie niestety nie stać. Nie mam też możliwości studiować w innym mieście. Mimo tego dalej nie tracę nadziei i planuję w przyszłym roku poprawić maturę i znów starać się o przyjęcie mnie na umed. Ten rok planuję studiować technologię żywności - pokrewny kierunek, ale wciąż czuję pewien niedosyt.. Uważasz, że dobrze robię planując w przyszłym roku poprawić maturę i iść na umed? Czy może zostać na technologii i zrobić później jakiś kurs, szkołę policealną, cokolwiek żeby mieć uprawnienia i w końcu stać się dietetykiem? Mogłabym też studiować od pazdziernika żywienie człowieka, jednak słyszałam, że ten kierunek jest o wiele gorszy od technologii, gdyż po nim nie ma kompletnie pracy. Nie wiem, czy zadbać o swoją przyszłość i zostać w razie czego na technologii, czy przenieść się na żywienie, które jest bliższe mojemu sercu. Dziękuję z góry, to dla mnie bardzo ważne, bo od tego zależy moja przyszłość. Pozdrawiam - Dominika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że wszelkie kursy, szkoły policealne czy studia podyplomowe w przypadku dietetyki są chybionym pomysłem. Jest to dosyć rozległa dziedzina wiedzy i jeśli chcesz po prostu kompetentnie wykonywać ten zawód, studia stricte dietetyczne (a następnie kursy UZUPEŁNIAJĄCE) to jedyny słuszny wybór. Oczywiście, według mnie.

      Z tego co wiem to na technologii można wybrać później specjalizację żywienie człowieka, więc miałabyś dwa w jednym. Czy jest po tym praca... hmm, szczerze? Chyba nie ma takiego zawodu, o którym by nie mówili, że nie ma po nim pracy. Osobiście uważam, że takie gadanie to bullshit, bo jeśli ktoś jest obrotny i rezolutny, poradzi sobie na rynku pracy w każdych warunkach.

      Skoro nie możesz pozwolić sobie na studia płatne, myślę, że poprawa matury i ponowny start na dietetykę byłby najlepszym pomysłem.

      Tak się składa, że mam znajomą, która jest w temacie. Poproszę, żeby napisała tutaj parę słów :)

      Usuń
    2. Super, dzieki wielkie za pomoc ;) w sumie tylko utwierdzilas mnie w tym co zamierzalam zrobic. Moze akurat dam rade w przyszlym roku - dla chcacego nic trudnego ;)

      Usuń
    3. Hej Dominika :) Swego czasu byłam w podobnej sytuacji do tej, którą opisujesz. Również chciałam iść na dietetykę na medycznym, ale się nie dostałam. Za to dostałam się na żywienie człowieka na przyrodniczym. Był to wtedy nowy kierunek, który otwierali i jeszcze żadne plotki typu "jest to o wiele gorszy kierunek od technologii żywności" nie krążyły i bardzo się z tego cieszę, bo przynajmniej nie miałam zastrzeżeń. Teraz od znajomych słyszę, że "po technologii nie ma pracy". Wiesz, większość ludzi mówi, że po jakichkolwiek studiach nie ma pracy, więc nie przykładałabym do takich słów wagi. Ważne, żeby dawało Ci to satysfakcję i radość. Osobiście szłam na te studia z pasji do tematów związanych z dietetyką. Myślę, że jak ktoś bardzo będzie chciał to się postara i znajdzie pracę w swoim zawodzie. Po kierunku żywienie człowieka możesz pracować w poradniach dietetycznych i żywieniowych, a nawet sama będziesz mogła taką stworzyć. Ponadto będziesz miała wiedzę technologiczną, a to się bardzo przydaje. Uwierz mi. Poznasz technologie powstawania różnych produktów żywnościowych, które znajdujesz na sklepowych półkach i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile musi przejść taki np. serek wiejski. :) Po tym kierunku będziesz mogła robić specjalizacje. Np. na przyrodniczym otworzyli kierunek "psychodietetyka"(studia podyplomowe, jako uzupełnienie). Poza tym, mogę zdradzić, że na mojej uczelni planują otworzyć drugi stopień żywienia człowieka, a więc będziesz miała możliwość zrobienia magistra. To naprawdę fajny kierunek, ale musisz lubić chemię i to bardzo, ponieważ na każdym semestrze jest jej mnóstwo i są jej różne odłamy, że tak to nazwę. Czym się różni żywienie człowieka od technologii? U nas jest większy nacisk na to, jak żywienie wpływa na organizm człowieka i mamy więcej na temat chorób dietozależnych. Na technologii jest przekazywana bogatsza wiedza związana z tymi wszystkimi urządzeniami. Maszynoznastwo było dla mnie najgorszym przedmiotem i cholernie trudnym, a i tak na moim kierunku było o połowę mniej materiału.
      Poprawa matury? Pewnie. Czemu nie. :) Jeśli poszłabyś w tym roku na żywienie człowieka i zastanawiała się, czy na nim pozostać i nie iść w następnym roku na dietetykę, to od razu Ci powiem, że pierwszy rok nie da Ci żadnego obrazu o tych studiach. Pierwszy rok u nas to typowy przesiew. Są ogólne przedmioty typu matma, fizyka, chemia nieorganiczna i organiczna... Nie ma nic związanego z żywieniem człowieka. Dopiero na drugim roku, a uściślając w 4 semestrze, zaczyna się więcej dziać. Ja teraz jestem przed trzecim rokiem i myślę, że będzie to mój najlepszy rok. :) I jeszcze mogę dodać, że od drugiego roku jest ciężko z nauką. Musi Ci naprawdę zależeć, żebyś zdała. U nas nie ma już ponad połowy ludzi z kierunku. Niektórzy zrezygnowali, jednak większość po prostu oblała egzaminy i poprawia rok. Nie raz, siedząc z nosem w książkach, zastanawiałam się, jak oni to robią, ci studenci medycyny, że zdają. Na żywieniu musisz się duuużo uczyć, a co dopiero by było na dietetyce... Ale to moje osobiste odczucie. :) Decyzja należy do Ciebie. Dziękuję. Dobranoc. :D

      Usuń
    4. Dostałam się na technologie, ale byłam niedawno na uczelni i rozmawiałam o przeniesieniu mnie w razie czego na początku roku na żywienie człowieka i powiedzieli że raczej nie będzie z tym problemu ;) Dzięki dziewczyny jeszcze raz za to że troche rozjaśniłyście mi ten temat bo naprawde akurat nie mam nikogo kto mógłby mi coś poradzić na ten temat :D do października mam jeszcze troche czasu, więc będę intensywnie myśleć nad tym co wybrać :) Pozdrawiam :D

      Usuń
    5. Odezwij się później do mnie, co wybrałaś i ogólnie, co u Ciebie słychać :) Będę czekać z zaciekawieniem!

      Usuń
  18. Cieszę się, że napisałaś takiego posta. Wszystkie powinnyśmy przestać się porównywać i kochać swoje ciało. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...