środa, 20 maja 2015

Dlaczego wściekam się, słysząc o diecie MŻ?

Bardzo dużo mówi się o tym, że nie jest możliwe miejscowe spalanie tłuszczu przez trening ukierunkowany na daną partię ciała. Sprawa ma się dokładnie w ten sam sposób w przypadku osób, które zdecydowały się zrzucać nadprogramowe kilogramy stosując tylko dietę niskokaloryczną albo co gorsza - głodówkę. W okresie redukcji masy ciała w naszym organizmie przeważają procesy kataboliczne, których nijak nie jesteśmy w stanie zaprogramować na pozbywanie się tylko jednego z surowców, więc zazwyczaj zamiast tracić sam tłuszcz (czyli to co sprawia, że nie wyglądamy tak, jakbyśmy tego chcieli), tracimy też mięśnie, a bywa nawet, że również i kości.

Sedno całej sprawy tkwi w dobrze dopasowanej diecie. Nie może być zbyt kaloryczna, bo wtedy utrata wagi nie nastąpi, ale nie możemy też przesadzić w drugą stronę, ponieważ jeśli dostarczymy sobie zbyt mało energii, zaczniemy pozbywać się tkanek, na których teoretycznie powinno nam zależeć. Pomocą na pewno okażą się tu wzory na PPM i CPM. Całkowite wyeliminowanie katabolizmu mięśni przy redukcji masy ciała jest bardzo trudne. Nie wiem, czy przypadkiem lepszym słowem nie byłoby "niemożliwe", ale jedno jest pewne - możemy podejmować działania, które zmniejszą ten przykry skutek uboczny.
Pierwsza myśl przeciętnej Kowalskiej: "ee tam, po co mi mięśnie, ważne, że spalę tłuszcz", czyż nie? Niestety rzeczywistość jest brutalna, ponieważ mowa tu nie tylko o mięśniach szkieletowych, ale co przy omawianym temacie bardziej istotne - o mięśniu sercowym, który przy głodówkach również zanika! Z tego względu osoby z niedoborami żywieniowymi są zagrożone np. arytmią, a nawet nagłym zgonem. Nie wolno też zapomnieć o upośledzonym działaniu i zanikaniu innych narządów takich jak wątroba czy nerki.

A tak na marginesie...
Nie chcę od razu demonizować i wyzywać od anorektyków każdego, kto kiedykolwiek zastosował dietę z serii (OW)MŻ, czyli "(o wiele) mniej żreć", ale czy teraz stało się jasne, dlaczego anoreksja jest chorobą śmiertelną? Jestem bardzo negatywnie nastawiona do tego jakże nieskomplikowanego sposobu na odchudzanie, bo niestety często przekraczamy rozsądną granicę i z niewinnego "zjem dzisiaj mniej obfity obiad" robi się "zjem na obiad tylko marchewkę i popiję ją wodą". Serio.

Zanik tkanki mięśniowej, budującej mięśnie szkieletowe, wcale nie jest mniej poważnym zjawiskiem. Łatwo się domyślić, że będzie to skutkowało obniżeniem sprawności fizycznej, co pewnie w znacznym stopniu pogorszy jakość życia. Co więcej - skóra stanie się mniej napięta, co da taki sam efekt, jakbyśmy nagle postrzeli się o kilka, kilkanaście lat.

Jak zatem chronić się przed utratą tkanki mięśniowej?
Po pierwsze, dostarczać sobie odpowiednio dużo węglowodanów (złożonych). Jest to kwestia bardzo indywidualna, ale ogólnie uważam, że schodzenie poniżej 150g na dzień jest absolutnie niedozwolone.
Po drugie, nie wykonywać (dłuższych sesji) cardio przed treningiem siłowym, ale ok. 10 minut na rozgrzewkę oczywiście jest wskazane.
Po trzecie, nie zapominać o pełnowartościowym białku w diecie. 

Jestem wielką przeciwniczką diet niskokalorycznych w aspekcie zrzucania zbędnych kilogramów, bo nie dość, że działają negatywnie na nasze zdrowie fizyczne, to również i na psychiczne. Polak głodny, to Polak zły - mówi znane porzekadło, ale na tym lista się nie kończy. Innymi problemami rodzącymi się na tym podłożu jest między innymi zaburzona percepcja własnego ciała, przesadny perfekcjonizm, obniżona samoocena, ciągły lęk i niepokój, a często nawet depresja.

Mam wielką nadzieję, że nie stracicie głowy w ferworze walki o tzw. bikini body, zwłaszcza teraz gdy jesteśmy już na ostatniej prostej przed latem. Drastyczne obcinanie kalorii nigdy nie należało do dobrych rozwiązań, a dieta MŻ wcale nie jest genialna w swej prostocie. Tym bardziej, że tak jak wspominałam wcześniej - niestety mamy tendencję do przesadzania i bardzo często kończymy z jadłospisem tak uszczuplonym, że w zasadzie zmuszamy organizm do żywienia się powietrzem, a po co skoro można jeść, czuć się świetnie i przy tym chudnąć, zachowując zdrowie?

Warto zajrzeć:
Jak komponować posiłki? Krótki poradnik
Trening przy redukcji tkanki tłuszczowej
Jak schudnąć i nie zwariować

19 komentarzy:

  1. wg mnie dieta MŻ i RD jest najfajniejsza czyli Mniej Żryj, czyli jak jadłam normalnie to teraz tak o połowę mniej, ale wszystko i słodycze i tłuszcze, i węglowodany, tylko warzywa i owoce normalnie dużo :) no i oczywiście 4-5 posiłków, dużo wody itp :)
    oraz bez Rusz Dupę ani rusz :) trzeba się trochę poruszać by spalić nadmiar kalorii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że nie przeczytałaś wpisu. No... albo kompletnie nie zrozumiałaś, co chciałam przekazać.

      Moim zdaniem odchudzanie jest trochę bardziej skomplikowane niż (zazwyczaj) losowe ograniczenia ilościowe jedzenia, które (często) prowadzą do niedoborów żywieniowych.

      Usuń
  2. No i przychodzi moment, kiedy wiemy że nasza "dieta" jest do dupy i nie damy rady tak dłużej wytrzymać. Wtedy wyrzucamy ćwiczenia i odchudzanie w kąt i obżeramy się kebsami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na chwilę obecną zdecydowałam się Mniej Żreć i widzę efekty. Jeszcze do niedawna potrafiłam wcisnąć w siebie 2 kg zapiekanych ziemniaków albo kilka big maców (na raz), teraz zmniejszyłam ilość jedzenia nie odmawiając sobie niczego, po prostu zmniejszając porcje i waga zaczęła spadać i to wszystko bez głodówek i diet opartych na liściu sałaty czy jednej marchewce dziennie. Teraz wiem, że jestem w stanie jeść mniejsze porcje, dlatego planuję iść krok dalej- siłownia i zdrowsza dieta pod opieką dietetyka a za kilka miesięcy będę mega laską :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie twierdzę, że MŻ nie daje efektów na wadze. Sęk w tym, że często z tymi efektami przychodzą jeszcze skutki uboczne (zdrowotne), których w pierwszej chwili nie zauważamy.

      Jeśli jesz mniej, ale nie ZA MAŁO, to wszystko ok. Cieszę się, że zdecydowałaś się też na kolejny krok :) Powodzenia!

      Usuń
  4. Świetnie, że napisałaś ten post, bo większość ludzi wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie tylko dieta powinna być bramą do ich pięknej sylwetki. Chociaż powinno się mieć też świadomość tego, że regularne ćwiczenia pozwalają na jedzenie kilogramów fast foodów :) Najwazniejsze to znaleźć dietę, która pozwoli oczyścić organizm i dodać odpowiednią dawkę energii tak, abyśmy cały dzień czuli się syci (ale nie przejedzeni) i zdrowi. To tak moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety z własnego doświadczenia wiem, że aby pojąć proces odchudzania trzeba posiąść nieco wiedzy od strony biologicznej-procesy metaboliczne w organizmie, współdziałanie ze sobą różnych układów, pracę mięśni od strony bardziej chemicznej itd. Gdy ja zrozumiałam jak działa organizm było dla mnie trochę, hmm.. ciosem.;>Zaburzeniem tego wszystkiego co wbiłam sobie do głowy czytając opisy diet. Wtedy wszystko było dla mnie logiczne jak to, że w dzień jest jasno, a w nocy ciemno-nie będę jadła, będę chudła i koniec kropka, nie ma tutaj nic nielogicznego. Jednak poznanie tego wszystkie na pewnym etapie (nie chodzi mi tutaj o żadną wiedzę rodem z podręcznika dla studenta medycyny) sprawia, że te wszystkie diety, obietnice ich autorów wydają się czasem aż śmieszne. I przykro się robi, że tak wiele ludzi całkowicie wierzy w te diety "napisane przecież przez ekspertów" nie zdając sobie sprawy z zagrożeń i negatywnych skutków dla organizmu jakie mogą za sobą nieść.

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny wpis ;) MŻ - nazwa rozbrajajaca ;) ja jeszcze slyszalam o NZT - nie zryj tyle ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. zdrowe i racjonalne odżywianie + aktywność to recepta na zgrabną sylwetkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. i chyba jestem osobą potwierdzającą regułę :p ogólnie nie stosuje żadnej diety i jem różnie, jednak zazwyczaj max kalorii dziennie jakie spożywam mieści się do max 1700( tylko dlatego, że szybko się najadam i nie mam siły jeść więcej) a 5/7 dni w tyg ćwiczę i ani mi mięśnie nie spadają, a waga jest bardzo ok.
    oczywiście nikomu nie polecam ani nie odradzam, po prostu mam chyba taki metabolizm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że to dlatego, że Twój organizm przyzwyczaił się do takiego trybu. Kiedyś przydarzyło mi się coś podobnego :)

      Usuń
    2. bardzo możliwe :)
      ogólnie się z tego cieszę, ale czasem chciałabym coś zjeść jeszcze, a już nie mogę ;(

      Usuń
    3. Wiesz, jak jest... nad wszystkim można pracować :D W marcu zeszłego roku podjęłam się próby "powiększenia żołądka" przez modyfikację diety i... udało się :) Teraz jem więcej i powiem Ci, że wszyło mi to na dobre. Organizm jest silniejszy.

      Usuń
    4. no to może zagłębie się w temat :)
      tylko jeśli nawet bym stosowała to po wakacjach, żeby nie ryzykować :P

      Usuń
  9. Mnie te wszystkie dietki śmieszą, przekonałam się sama na sobie, metodą prób i błędów co jest najlepsze i teraz tym się kieruję:) Zdrowe i racjonalne odżywianie jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mądrze i dobrze piszesz! Dodatkowo dowiedziałam się sporo rzeczy, których nie byłam świadoma :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fakt, bo zazwyczaj do powiedzenia najwięcej mają osoby, które najmniej się o tym znają. Dobrze, że poruszyłaś ten temat, może w końcu ludzie zrozumieją, że zdrowa dieta polega na jedzeniu odpowiednich posiłków w zrównoważonych proporcjach, a nie na głodówce... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. kiedyś myślałam, że to znaczy dieta ''mąż'' :D
    Nominowałam Cię na moim blogu do zabawy, mam nadzieję, że weźmiesz udział:*

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja stosuje mż w stosunku do słodyczy i niezdrowych produktów. Zamiast czekolady, 2 kostki, zamiast paczki ciastek, dwa ciastka itp. mi to pomaga :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...