środa, 15 kwietnia 2015

"Ty to już pewnie nic nie jesz", czyli okiem studentki dietetyki

Ludzie często pytają mnie, czy studiowanie dietetyki przeszkadza mi w codziennym życiu. Nieraz zdarzyło mi się usłyszeć "ty to już pewnie nic nie jesz, bo wiesz, jakie paskudne chemikalia siedzą w tym czy tamtym". Za każdym razem wywołuje to uśmiech na mojej twarzy. Zawsze zastanawiam się, skąd biorą się tego typu wątpliwości, zwłaszcza że niewiele mają wspólnego ze stanem rzeczywistym. Ciekawa sprawa.


To logicznie oczywiste, że studiowanie dietetyki zwiększa świadomość, ale (w przynajmniej moim przypadku) ma to tylko pozytywne skutki. Wśród nas krąży wiele mitów żywieniowych polegających między innymi na demonizowaniu produktów, które wcale nie są aż takie złe czy wręcz przeciwnie - gloryfikowaniu tych, które do wartościowych tak naprawdę nie należą. Prostym przykładem może być sytuacja, w której przeciętny Kowalski czytając etykietę na odwrocie opakowania, dowiaduje się, że w skład tego, co trzyma właśnie w dłoni, wchodzą substancje oznakowane - dajmy na to - symbolami E101, E300 i E306. Co prawdopodobnie pomyśli pan Kowalski? "Ech, znowu jakieś niezdrowe konserwanty!", a prawda jest taka, że jego produkt jest po prostu wzbogacony o ryboflawinę, kwas askorbinowy i witaminę E. Ba, idąc dalej... słowo konserwant nie powinno kojarzyć się jednoznacznie z czymś złym, bo nie wszystkich z nich musimy się obawiać, ale o tym może innym razem.

Studiowanie dietetyki otwiera oczy i przez to jest ona cholernie interesującym kierunkiem, ale to wcale nie znaczy, że moja lista "produktów dozwolonych" drastycznie się uszczupliła. Mówi się, że każdy dietetyk jest na swój sposób ortorektykiem. W pewnym stopniu się z tym zgadzam. Patrząc na posiłek, mimowolnie zaczynam go analizować i obliczać ilość zawartych w nim kalorii czy makroskładników, ale w żadnym wypadku nie ma to na celu ocenienia, czy aby na pewno jest "wystarczająco zdrowy". Szczerze mówiąc, przed rozpoczęciem nauki miałam zdecydowanie większą obsesję na punkcie wartości odżywczych niż teraz. Im więcej wiem, tym trzeźwiej patrzę na kwestię tego co należy jeść, a czego unikać.

Kształcenie się w tym kierunku okazuje się pomocne w wielu zwykłych sytuacjach z życia codziennego. Nie da się ukryć, że jest to bardzo praktyczna wiedza. Przykładowo jest mnóstwo dolegliwości, których bez przeszkód możemy pozbyć się bez łykania proszków, a poprzez modyfikację diety albo po prostu przez dołączenie/wykluczenie z niej danego produktu. Odkąd pamiętam, moje zainteresowania krążyły wokół medycyny, ale nie było mi dane zostać studentką lekarskiego. Jestem jednak zdania, że nie istnieje lepsza alternatywa niż dietetyka. Swój kierunek lubię też za to, że daje naprawdę wiele możliwości rozwoju i późniejszej pracy zawodowej, czego nie mogłabym powiedzieć o moim poprzednim wyborze, czyli biologii, po której w zasadzie ciężko o dobre zatrudnienie.

Wiele osób pyta mnie czy są to trudne studia, na co ja zawsze odpowiadam niejednoznacznie "i tak, i nie". Materiału jest dosyć sporo, ale uważam, że jeśli kogoś naprawdę interesują te tematy, da sobie radę ze wszystkim. Już nawet nie chodzi o ten oklepany duet systematyczności i organizacji, ale o samą chęć poszerzania wiedzy. Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy zupełnie olewają zajęcia, a do egzaminów podchodzą po kilka razy i to nie ze względu na to, że obejmują zagadnienia, które nie do końca są ich mocną stroną, a dlatego, że po prostu nie chciało im się przysiąść do nauki. Niestety takich studentów jest niemożliwie dużo. Pozostaje pytanie, jak chcą później dobrze wykonywać swoją pracę zawodową, nie mając odpowiedniej wiedzy, bo przez wszystkie lata prześlizgnęli się w zasadzie przypadkiem?

Tak jak widzicie, jestem totalnie zakochana w swoich studiach. Mam nadzieję, że żadne przygody w dalszym toku nauki nie osłabią tej miłości. Jak na razie jest naprawdę super ;)



41 komentarzy:

  1. kolejne pytanie to po co studiowac kierunek. którego się nie trawi? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. jeśli chodzi o rozwój zawodowy po dietetyce to z tego co obserwuję, większość ludzi z mojego roku otworzyła swój gabinet. Dużo trudniej jest znaleźć (sensowną, nie liczę tu NH czy obierania ziemniaków zamiast obiecanego układania jadłospisów) pracę u kogoś. Co oczywiście nie znaczy, że to jest niemożliwe. Tymbardziej, że moda na bycie fit idzie w dobrym kierunku, świadomość ludzi się zwiększa, powoli odchodzi się od "diet cud" i innych wynalazków na korzyść konsultacji dietetycznej.
    Ogólnie dietetyka to fajny kierunek, ale niestety jego realizacja pozostawia wiele do życzenia...ja do dziś pamiętam, jak na praktycznych zajęciach robiliśmy ociekające tłuszczem i cukrem rzeczy. Nie wspominając już o braku podstawowej wiedzy wśród prowadzących. No ale studia to tylko baza, wiadomo że trzeba się rozwijać i regularnie dokształcać na własną rekę. Tymbardziej, że jest to strasznie zmienna dziedzina nauki :)

    Na którym jesteś roku? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie - zmienność. Bardzo fajnie, że o niej wspomniałaś, bo rzeczywiście jest to niewyobrażalnie szybko zmieniająca się i rozwijająca dziedzina :) Non stop jakieś nowinki, badania i tak dalej. Co oczywiście ma swoje dobre, ale i złe strony.
      Co do realizacji, powiem Ci, że ja do tej pory złego słowa powiedzieć nie mogę. Co prawda, jestem dopiero na pierwszym roku, no ale... :)

      Usuń
    2. w takim razie oby tak dalej ;)

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że wiele ludzi przesadza z niejedzeniem niektórych rzeczy, bo jest napisane E... lub ma dłuższy skład ;). Wydaje mi się, że czasem trzeba poczytać, zainteresować się i nie przesadzać w żadnym kierunku. Bo nawet zdrowe żywienie, może zrobić się nie zdrowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. z jednej strony wszystko jest dla ludzi...a z drugiej wszystko ma chemię... jak tu żyć? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wszystko ma chemię w rozumieniu "zła chemia" :)

      Usuń
  5. Ja bardzo chętnie podjęłabym takie studia ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dietetyka to bardzo ciekawy kierunek i szczerze mówiąc go rozważam, chociaż w moim sercu ciągle widnieje dziennikarstwo, mimo, że wiem, że bardzo trudno jest się wybić ;/ niestety.

    OdpowiedzUsuń
  7. O. Widzę swoje codzienne lektury. :D Też jestem zakochana w tych studiach. Mnie tylko czasami denerwuje hipokryzja niektórych prowadzących i zupełnie niezrozumiałe dla mnie podejście do tych studiów moich niektórych koleżanek i kolegów. Uczą się o tym, jak pożywienie wpływa na ich zdrowie lub jak może na nie wpływać, a mimo to niektórzy ciągle chodzą ze słodyczami i fastfoodami w rękach. Albo prowadzący zajęcia. Niektórzy są mało wiarygodni przez swój wygląd. Babka, która uczy nas obliczania właściwego zapotrzebowania energetycznego i innych rzeczy z tabel, ma grubą nadwagę... Najlepiej to podsumował nasz wykładowca z technologii żywności: "Uczą was, jak się żywić, a same nie potrafią się żywić" . Oczywiście nie wszystkie, no ale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jestem trochę zaskoczona, bo muszę Ci powiedzieć, że u nie tego nie ma. W ogóle nie widuję studentów z niezdrowym jedzeniem. Nie pamiętam czy kiedykolwiek chociaż jedna osoba się przydarzyła :D Prowadzący to samo - szczupli, zadbani. Nie mam się kompletnie do czego przyczepić :)

      PS. brakuje mi Twojego bloga!

      Usuń
    2. Ja mam czasami ochotę powiedzieć moim, żeby zmienili zawód xD Ale cudem się powstrzymuję. Mojego bloga... Przestałam pisać, bo nie czułam już takiej potrzeby (emocjonalnie potrzebowała pisać o tych moich wszystkich przebojach), ale ostatnio zastanawiałam się, czy nie zacząć pisać o czymś konkretnym (blog- nie pamiętnik)... Tylko na razie nie mam na to czasu, no i nie wiem do końca, czy to miałoby sens. Ale miło mi, że Ci go brakuje. :D

      Usuń
    3. Anyway... lubiłam czytać ten Twój pamiętnik. Jakiś taki sentyment do niego miałam. Poza tym to było strasznie fajne tak jakby czytać książkę, której bohaterzy są realni i żyją niedaleko mnie, ba! co więcej - znać osobiście dwóch z nich :D

      Usuń
    4. Muszę przyznać, że to samo mam z Twoim pamiętnikiem. :P Nie usuwaj! xD
      P.S. Ja mam swój zapisany i jak znów będę miała te swoje potrzeby wylewania wszystkiego na klawiaturę, to może przywrócę. (O ile będzie się dało) :D

      Usuń
    5. Oj nie usunę na pewno. O to nie musisz się martwić :D Piszę ten pamiętnik od pięciu lat, więc sentyment i przywiązanie są przeogromne.
      Mam nadzieję, że jak najszybciej ta Twoja potrzeba powróci :D

      Usuń
    6. Coś tam znów zaczęłam pisać, ale nie wiem, jak długo to będzie funkcjonować i w jakim to dokładnie kierunku pójdzie... ;)

      Usuń
    7. dzień, w którym odczytałam tą wiadomość, najlepszym dniem mojego życia <3 :D

      Usuń
  8. Szczerze mówiąc dzięki Tobie rozważyłam rozszerzoną biologię i myślę nad dietetyką. Czy pisana przez Ciebie matura z rozszerzonej biologii była trudna? Kiedy zrozumiałaś, że to jest to? I jak dałaś sobie radę z przygotowaniem na własną rękę? Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozszerzona matura z biologii nie była dla mnie trudna. Wyszłam z sali egzaminacyjnej z wielkim uśmiechem. Pamiętam, że odpowiedziałam na wszystkie pytania. Bodajże z 2-3 max sprawiły mi trudność. Biologia to mój konik od zawsze, dlatego przygotowywania na własną rękę i to w klasie humanistycznej, gdzie historia i wos były dużym balastem, szły mi całkiem sprawnie. Ja to po prostu lubiłam. Opracowałam sobie tygodniowy schemat zagadnień, które muszę przerobić, a później od kwietnia już TYLKO powtarzałam.
      Problem z biologiczną maturą polega na tym, że system oceniania jest BARDZO sztywny. Mimo że sprawdzane odpowiedzi na internecie lub w książkach zgadzały się z tym, co napisałam na arkuszu, nie wszystko zostało uznane przez sprawdzającego. Czasem wystarczy nie dopisać jednego terminu albo nie wytłumaczyć bardziej szczegółowo jakiegoś procesu i trach...

      Usuń
  9. skończyłaś biologie i zaczęłas dietetyke?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie. Zrezygnowałam z biologii stosunkowo szybko. Te studia nie były warte tego wysiłku, który mnie kosztowały.

      Usuń
  10. Ponoć jesteśmy tym, co jemy. Czy jeśli zjem dietetyczkę, to będę już zawsze wiedzieć, co mam jeść? :-) Szkoda, że wszystkim dieta kojarzy się z odchudzaniem, a nie ze sposobem żywienia. Odkąd ćwiczę, moja wiedza na temat żywienia znacznie wzrosła. Nigdy nie przypuszczałem, że to może być całkiem przydatna wiedza :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bardzo zazdroszczę Ci tego kierunku bo sama interesuję się odżywianiem stąd połączyłabym przyjemne z pożytecznym. :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam to,jak nie jem słodyczy to pewnie już nic nie jem..
    Pozdrawiam,
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. A na jakiej uczelni studiujesz? Bo też jestem na pierwszym roku dietetyki, a póki co jedynym przedmiotem jako tako związanym z kierunkiem jest anatomia i ci zazdroszczę, bo wygląda na to, że masz więcej wyspecjalizowanych przedmiotów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SWSM w Katowicach.
      A jakie Ty masz przedmioty?

      Usuń
    2. Póki co mam przedmioty typowo inżynierskie, bo studiuję na UR w Krakowie i pierwszy rok mamy zawalony takimi głupotami jak matematyka, fizyka, grafika inżynierska i chemia. O ile chemię jeszcze mogę zrozumieć, pomimo tego, że na innych uczelniach nie spotkałam się z jej obecnością na dietetyce, to reszta jest tylko po to, żeby mieć ten głupi tytuł inżyniera. Na szczęście na drugim roku są już normalne przedmioty, typu podstawy żywienia człowieka, mikrobiologia, biochemia, chemia żywności, analiza i ocena żywności itp.

      Usuń
    3. Jeśli mogę się wtrącić, też miałam takie przedmioty na pierwszym roku. Właśnie dlatego, że jesteś na studiach inżynierskich, musisz mieć jakieś techniczne podstawy, aby zdobyć tytuł inżyniera. Nie przejmuj się. Na drugim roku jest o wiele ciekawiej (i ciężej), a na trzecim (który jeszcze przede mną), będą już same kierunkowe przedmioty typu: organizacja żywienia zbiorowego, żywienie człowieka część 2, technologia gastronomiczna, bezpieczeństwo żywności i żywienia, suplementy diety (to mi się trochę z farmacją kojarzy), podstawy toksykologii, podstawy dietetyki, żywienie osób chorych i wiele innych ciekawych przedmiotów. Także walcz wytrwale o przejście na 3 rok! :D Mnie najbardziej irytowała fizyka i maszynoznastwo na pierwszym roku, ale teraz się cieszę, że to już za mną.
      P.S. Tytuł inżyniera wcale nie jest głupi ;)

      Usuń
    4. Ja to bym chyba zwariowała na inżynierskim...

      Usuń
    5. Bo kiedy porównuję przedmioty, które ja mam, z tymi które Ty wymieniłaś, widzę dużą różnicę :P Mam wrażenie, że licencjat jest ukierunkowany pod człowieka, a inżynier bardziej pod procesy. Nie wiem, może nie mam racji ;)

      Usuń
    6. To fakt. Jest tutaj sporo technologii. :) Ja mam taką motywację, żeby skończyć pierwszy stopień i iść na studia podyplomowe na psychodietetyka, które utworzyli u nas w tym roku. Jak to skończę, to będę usatysfakcjonowana hehe. :D Dobra. Już Ci nie spamuję. ;)

      Usuń
  14. zupełnie się nie utożsamiam z tytułem :)
    jakbym Cię poznała i powiedziałabyś mi,że studiujesz dietetykę czy nawet teraz czytają tytuł pomyślałam 'ale ona musi jeść sporo dobrych rzeczy'
    Myślę, że teraz dzieje się trochę tak, że ludzie zaczynają bać się jedzenia i jedzą mniej, bo nie wiedzą co jest na etykietach..sama tak czasem mam i zazdroszczę, że studiujesz taki temat
    ja bym chciała, ale zaocznie na umed nie prowadzą..a kursy to jednak trochę drogo poki co przynajmniej dla mnie..
    no coż, życzę powodzenia i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy do Katowic :D Jest tryb zaoczny np. na ŚUMie. No... i u mnie na SWSMie :)
      Poza tym kursy to już nie to samo. Uważam, że wiedza tam przekazywana nie jest warta ceny, którą trzeba za nie płacić.

      Usuń
    2. póki co będę jednak zostanę swoim mieście i mam nadzieję, że otworzą w przyszłym roku albo za 2 zaoczne :)
      poza tym są wszechobecne książki, które pomagają pogłębić wiedzę :)
      a korzystasz może z jakiejś strony gdzie informacje na temat danych badań właśnie w tej dziedzinie są uaktualniane? :)

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o internet, to odwiedzam czasem tylko stronę IŻŻ. Raczej staram się maglować moich wykładowców i siedzieć w bibliotece :)

      Usuń
  15. Jakbym miała jeszcze raz pójść na studia to mój wybór padłby z pewnością na Dietetykę - połączenie czegoś praktycznego z pożytecznym :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Super, że znalazłaś coś idealnego dla siebie. :) Ja ciągle zastanawiam się nad tym, czy rzeczywiście powinnam studiować, to co studiuję i zazdroszczę odwagi w podjęciu decyzji. Ja jakoś ciągle się waham i daje kolejne szanse.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasem mnie denerwują takie stereotypowe stwierdzenia :D Od mniej więcej dwóch lat staram się jeść zdrowo i czasem sobie wrzucę na instagram zdjęcie przykładowo śniadania i od razu słyszę od koleżanek "PODOBNO NA DIECIE" czy coś w tym rodzaju, bo w śniadaniu mam np. kakao czy łyżkę masła orzechowego.. Ta sama zasada, że niby na diecie czy zdrowym żywieniu to nic się nie je.. Super, że napisałaś ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze, że studiujesz to, co lubisz. Też mnie trochę śmieszy panika na punkcie różnych rzeczy - zarówno jeśli chodzi o jedzenie, jak i kosmetyki. Ludzie tylko usłyszą, że coś jest złe i od razu zaczynają w to wierzyć, nawet nie czytając na ten temat żadnych naukowych publikacji. Ostatnio np. nabiał jest taki zły i straszny. Ludzie z niego rezygnują, nie wiedząc nawet dlaczego. U mnie nie wywołuje żadnych negatywnych skutków, nie mam problemów z cerą, to czemu mam z niego rezygnować? Tak samo np. SLS-y w szamponach. Jak komuś szkodzi to pewnie, niech je omija. Ale moja skóra je toleruje i sobie radzi, więc mam rezygnować "bo tak"? Moja nauczycielka (chemik) tak panikuje ciągle - nie je praktycznie nic, bo "jako chemik wie, co tam jest". Tak samo farbuje włosy "tylko farbą z Ameryki, która nie niszczy włosów". Co jak co, ale ja bym nie powiedziała, żeby jej włosy były takie zdrowe :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy następna notka? :(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...