czwartek, 12 lutego 2015

Siłownia okiem kompletnego świeżaka, czyli pierwsze koty za płoty

Na swoje pierwsze zetknięcie z siłownią wybrałam kameralne miejsce, które znałam sprzed kilku lat, kiedy to bywałam tam tylko po to by pobiegać na bieżni albo pojeździć na rowerze eliptycznym. Pomyślałam, że w ten sposób zniweluję ewentualne skrępowanie, które mogłoby mnie dopaść w kluczowym momencie. W poprzedzający wieczór obkułam się z teorii, więc wierząc, że nic mnie nie zaskoczy, wkroczyłam na salę pewnym krokiem. Rozejrzałam się i już wiedziałam, że zapowiadają się ciekawe dwie godziny.


Było wiele maszyn, które znałam z zajęć na uczelni, ale i mnóstwo takich, które pierwszy raz widziałam na oczy. Czułam się jak w wesołym miasteczku. Było dosyć wcześnie, więc zastałam tam tylko kilku facetów, którzy swoją drogą na początku lustrowali mnie jak jakiegoś intruza, ale byłam tak szczęśliwa i podekscytowana, że kompletnie mi to nie przeszkadzało.

Postanowiłam, że strefę wolnych ciężarów przez jakiś czas będę omijać z daleka, by się do reszty nie ośmieszyć i na początek skupię się tylko na maszynach. Wędrowałam od jednej do drugiej, próbując ogarnąć ich mechanizm działania, a gdy mi się to udawało, sprawdzałam swoje 100%, czyli maksymalne obciążenie, przy którym jestem w stanie wykonać poprawne powtórzenie. Sprawiało mi to naprawdę wiele frajdy! Oczywiście, nie obeszło się bez błędów. W pewnym momencie podszedł do mnie jeden z trenujących obok chłopaków i wytłumaczył, jak ułatwić sobie ćwiczenie na danej maszynie, której właśnie używałam. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, zwłaszcza że zrobił to w miły i uprzejmy sposób. Nie chciałam prosić nikogo o pomoc, mimo że jako początkujący może powinnam, by nie zrobić sobie krzywdy, ale jak zwykle odzywała się moja obsesja samodzielności, dlatego nie miałam nic przeciwko, jeśli ktoś bardziej doświadczony z własnej inicjatywy zwracał mi uwagę. Bądź co bądź to świetna okazja do nauki, a ja raczej sama bym się nie przełamała by z niej skorzystać.


Ten pierwszy wypad na siłownie tak naprawdę niewiele miał wspólnego z treningiem. To było raczej oswajanie się z nowym środowiskiem i badanie terenu, mimo że w całym tym chaosie starałam się zachować choć namiastkę odpowiedniego schematu, którego powinnam się trzymać przy FBW dla początkującego.

Kiedy wychodziłam z klubu, byłam cholernie wymęczona, ale jeszcze bardziej szczęśliwa. Endorfiny zrobiły swoje - to jasne! Zwłaszcza, że całość zakończyłam 25 minutowych biegiem. Myślę jednak, że w tamtym momencie mimo wszystko główną rolę odegrało silne wrażenie, że odnalazłam niebo na ziemi. To takie strasznie oklepane wśród osób interesujących się sportem i zdrowym trybem życia, ale przekonałam się na własnej skórze, że jest to najszczersza prawda - siłownia to miejsce, które uzależnia od pierwszego treningu.



26 komentarzy:

  1. jak ja dawno nie byłam na siłowni, przydało by się ale właśnie przerażają mnie te wszystkie maszyny...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłam Atlas mojego taty.
    Obchodziłam go z każdej strony i zastanawiałam się, z czym to się je.
    Podobnie było potem z bieżnią, aż w końcu z samą siłownią :)
    Wszystko trzeba ogarnąć po swojemu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Siłownia jest super :-) sama chodzę regularnie od 15 m-cy uwielbiam wolne ciężary :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo to dla Ciebie pierwszy raz? ;D To pewnie polubisz siłkę tak jak ja. Wariuję na punkcie treningu siłowego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak. Siłka jest fajna. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. to jest er czy ja mam jakieś zwidy? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojjj... świat jest mały ;)
      witam na "mojej" siłowni ;]

      Usuń
    2. zaczep mnie, jeśli kiedykolwiek mnie tam spotkasz :D co?

      Usuń
    3. Jak kiedyś wpadniesz wieczorem i mój beznadziejny wzrok cię wypatrzy to na pewno się odezwę ;)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. dobre porównanie do wesołego miasteczka ;DD coś w tym jest ;DD

    OdpowiedzUsuń
  9. ah jak ja dawno na siłowni nie byłam, czas się wybrać ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie jest siłownia w szkole i po kolejce jestem zajechana :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Postanowiłam, że strefę wolnych ciężarów przez jakiś czas będę omijać z daleka, by się do reszty nie ośmieszyć i na początek skupię się tylko na maszynach." - hmm nie wiem co o tym napisać. Uważam jednak, że najpierw powinnaś zacząć od wolnych ciężarów a maszyny zostawić na później ;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pierwszą osobą, która doradza mi taką kolejność :P Generalnie i tak mam jakby 2 w 1, bo w domu raz w tygodniu dociskam treningiem z hantlami :)

      Usuń
    2. Ja też jestem za wolnymi ciężarami, ćwicząc nimi wykonujemy bardziej naturalne ruchy i nie izolujemy konkretnych mięśni.

      Usuń
    3. Zgodzę się z dziewczynami. Ja im dłużej ćwiczę tym mniej maszyn używam. Przy wolnych ciężarach trzeba uważać na technikę ale masz większą kontrolę nad ruchem i możesz go lepiej dopasować do swojego ciała a nie dopasowywać swoje ciało do maszyny.

      Usuń
    4. Widzisz, im dłużej ćwiczysz... Ja jednak zostanę przy maszynach. Na wolne ciężary przyjdzie czas :) Mimo wszystko dzięki za wasze opinie!

      Usuń
    5. Hmm wolne ciężary to zupełnie inna praca niż na maszynach. Poza tym są dużo mocniejszym bodźcem ogólnorozwojowym niż izolowane ćwiczenia na maszynach. Ćwiczenia na maszynach jest również o wiele łatwiejsze niż machanie sztangą czy sztangielkami. Dlatego kobiety częściej wybierają taką formę ćwiczeń. Niestety wiem również, że instruktorzy na siłowni zamiast uczyć prawidłowej techniki ćwiczenia na wolnych ciężarach w pierwszej kolejności najpierw wysyłają na maszyny. Jest wiele dostępnych badań, które wręcz odradzają ćwiczenia na maszynach osobom mało doświadczonym. Podam Ci prosty przykład. Nic tak nie kształtuje nóg i pośladków jak przysiady i wykroki. A jednak dziewczyny wybierają maszyny aby izolować poszczególne mięśnie. Przez co spalają mniej kalorii i później zastanawiają się czemu nie daje to efektu.

      Usuń
    6. Trochę źle sformułowałam tą wypowiedź... Chodziło mi o to, że z czasem dopiero zaczęłam zauważać jak nienaturalne często ruchy wymuszała na mnie maszyna, ponieważ nie potrafiłam jej dobrze dopasować do mojej sylwetki. Wiem, że większość maszyn ma możliwość regulacji, niestety za duża ona nie jest a zawsze mam gdzieś w głowie, że te maszyny są robione głównie pod facetów i to często dosyć potężnych ;) Z drugiej strony nie eliminowałabym wszystkich maszyn, bo wiele z nich jest bardzo przydatnych, ale jak teraz będę zapoznawać moją przyjaciółkę z siłownią to zdecydowaną większość ćwiczeń ustawię jej pod wolne ciężary (oczywiście zaczynając z małym obciążeniem, żeby się nauczyła dobrze formy ;)). A dla każdego kto nie ma z kim ćwiczyć : youtube i duuuużo patrzenia w lustro przy wykonywaniu ćwiczeń ;) Sama tak zawsze robiłam ;]

      p.s.
      Wiem, wiem.... rozmowa dawno zakończona, ale mi powiadomienia nie weszły ;p

      Usuń
  12. powiedz mi, co myślisz po paru latach chodzenia na siłownię o martwym ciągu? ;) czy powinna go wykonywać osoba początkująca i przede wszystkim- czy martwy ciąg w ogóle jest dla babeczek? ;) a może mogłabyś polecić jakiś inny zestaw ćwiczeń, żeby ładnie wyrzeźbić plecy i ukształtować ramiona? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiem się jedynie z punktu widzenia amatora siłowni, a nie profesjonalisty (instruktor fitness to nie trener personalny :P) - moim zdaniem nie ma ćwiczeń zarezerwowanych tylko dla kobiet albo tylko na mężczyzn. A czy martwy ciąg jest dla początkujących? Hmm, unikałabym. Ewentualnie postawiłabym na naukę ruchu (poprawnej techniki) przy niewielkim obciążeniu. Ale prawda jest taka, że jest mnóstwo innych ćwiczeń, które angażują te same mięśnie, a są mniej wymagające technicznie, a więc lepsze dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z treningiem siłowym :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...