wtorek, 10 lutego 2015

Kamień milowy w moim sportowym życiu

Kluby fitness nie są dla mnie obcym miejscem. Mimo że jestem miłośniczką treningów w domowym zaciszu, zdarzało mi się bywać na zorganizowanych zajęciach sportowych takich jak na przykład aerobik, a nawet był taki czas, gdy regularnie chodziłam na siłownię. No cóż... szkoda tylko, że wtedy moja stopa ani razu nie postanęła w strefie z ciężarami i maszynami, bo po wejściu na salę, nawet się nie oglądając, natychmiastowo obierałam kurs na bieżnie i orbitreki. To było lata temu i nie byłam jeszcze do końca świadoma, co tracę.

Zawsze sądziłam, że to tylko i wyłącznie męski świat. Bo jak to tak? Kobieta mogłaby rwać sztangę w martwym ciągu i czerpać satysfakcję z podbijania swoich rekordów w zakresie obciążenia? To takie... niekobiece, chciałoby się rzec. Wszak siła i mięśnie nie za bardzo kojarzą się z płcią piękną. Poza tym wygrywał ze mną strach przed nieznanym. Te wszystkie maszyny wyglądały tak skomplikowanie, a o kontuzję przecież nietrudno! Bałam się, że w środowisku, którego nie znam, będę popełniać gafę za gafą. Wolałam sobie odpuścić. No... ale to było kiedyś.


Z mijającym czasem, dopadała mnie coraz większa ciekawość, ale i chęć rozwoju, która od ostatnich kilku tygodni stawała się coraz bardziej uporczywa. Czułam, że po tych prawie 5 latach miłości do sportowego trybu życia, zwykłe machanie nóżką w rytm muzyki to już po prosu za mało. Potrzebowałam impulsu, przełamania rutyny, inspiracji. I tak oto stałam się posiadaczem regulowanych hantli żeliwnych 2x 10 kg, w których zakochałam się od razu! Treningi przynosiły naprawdę dużo radości, ale jednak gdzieś tam z tyłu głowy ciągle tliła się myśl o odkrywaniu nowych lądów i tym samym rzuceniu sobie jeszcze większego wyzwania, jakim byłby dla mnie od wieków odkładany trening na siłowni.

Na całe szczęście studia to już nie czasy szkolne i na wychowaniu fizycznym zamiast grać w gry zespołowe na sali gimnastycznej, chodzimy do klubu fitness. Dzięki temu mogłam oswoić się z maszynami pod okiem magistra prowadzącego te zajęcia. To naprawdę wiele mi dało. Po pierwsze odwagę, a po drugie namiastkę podstawowych informacji, które były niezbędne, by jakkolwiek zacząć tą przygodę.

W zeszłym tygodniu stwierdziłam, że okoliczności nie będą już bardziej sprzyjające i z tego względu nie mam zamiaru dłużej czekać. Poszłam za ciosem. Fakt, że styczeń jest już za nami, był dodatkowym argumentem zachęcającym. Fala krótkodystansowców ze słomianym zapałem najpewniej już minęła, więc mogłam podejrzewać, że nie natknę się na krępujące tłumy i miałam rację. Tak oto stałam się szczęśliwym (początkującym) bywalcem na siłowni.

Jak wspominam pierwszy trening? O tym następnym razem :)




17 komentarzy:

  1. Ja też od niedawna dopiero zaczęłam doceniać ciężary i.... to jest coś! :)
    Powodzenia i dużo sił na siłowni! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zostanę przy treningach w domu, nie lubię tego momentu, kiedy jestem cała czerwona i zapocona i ludzie się na mnie patrzą haha :p
    momento-de-aliento.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na siłowni wszyscy tak wyglądają :) To nic dziwnego czy nienaturalnego

      Usuń
  3. ciężary to najlepszy wynalazek pod słońcem :D ja jednak ćwiczę teraz w domu

    OdpowiedzUsuń
  4. powodzenia :) chodzę na siłownię od czasu do czasu i za pierwszym razem bałam się podejść do ciężarów i wziąć za swój trening siłowy, ale okazało się, że nie mam się czego bać, mężczyźni wcale nie patrzyli na mnie jak na jakąś wariatkę, jak wcześniej myślałam, są zbyt zajęci swoimi bicepsami :D poza tym niektórzy są bardzo mili i chętnie w czymś pomagają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. również bałam się tych spojrzeń płci przeciwnej na siłowni, tego że będą jakieś śmiechy itp. Jednak jak się okazało mężczyźni wcale nie zwracali uwagi a nawet chętni byli pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Idealnie wyczułaś moje potrzeby, dziś pierwszy raz w życiu idę na siłownię! :) Treningi w domu z dwukilogramowymi ciezarkami przestały mi wystarczać.

    Na szczęście okazało się, że niedaleko mojego domu jest siłownia i to tylko dla kobiet, więc jestem pozytywnie nastawiona :)

    Z niecierpliwością czekam na kolejny post :)

    OdpowiedzUsuń
  7. miewam taki czas że uczęszczam, ale po tygodniu- dwóch... wymiękam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie otwierają siłownie od kwietnia i nie mogę się doczekać jak tam pójdę i wypróbuję maszyny:) Chociaż czy tak czy siak zapewne zostanę przy treningu domowym bo jakoś w nim czuję się najlepiej i swobodnie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam siłownie w...piwnicy. Mąż wygospodarował tam sobie miejsce, kupił ławeczkę, atlas, sztangę, obciążenia. Więc nigdzie nie muszę jeździ, żeby ćwiczyć. Troszkę się zainwestowało, ale było warto :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też się bałam siłowni i chodziłam tylko na fitness :) a teraz łącze obie te rzeczy i czuje się cudowanie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam o tyle dobrze, że mój brat jest zapalonym sportowcem i mam w domu ławeczkę, kilka hantli, sztang itp :) Więc mam ułatwioną sprawę, bo jeszcze dodatkowo mi pomaga jak czegoś nie wiem/nie jestem pewna :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojjj, baaardzo się cieszę, że napiszesz o swoim pierwszym treningu na siłowni, bo ja sama wybieram się na dniach na mój pierwszy.:) Na początek wybrałam kameralną siłownię dla kobiet, choć mimo tego fakt, że będzie tam mnóstwo urządzeń, o których obsłudze nie mam zielonego pojęcia, budzi moje obawy. ;) No i kiepska kondycja, jak pewnie się okaże na bieżni...
    Sav, czytam Cię od dawna i prawdę mówiąc brakuje mi Twoich nie-fitnessowych postów, które dominowały kiedyś na Twoim drugim blogu i były ciekawe i niezwykle inspirujące. Po tym jak zrezygnowałaś z biologii właściwie pewne tematy się urwały, wiemy troszkę co się u Ciebie edukacyjnie dzieje, ale nie do końca i...jakoś tak... Może zrobisz na blogu "aktualizację" tego tematu? :) Jestem ciekawa co u Ciebie słychać. Pozdrawiam studencko i przedwiosennie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten komentarz. Tak naprawdę nie sądziłam, że ktokolwiek był nimi zainteresowany. Na pewno wezmę Twoje słowa pod uwagę :)

      Usuń
  13. Aha, zapomniałam dodać...pamiętam jak dawno temu wrzucałaś pierwsze zdjęcia swojego brzucha - widać wielką zmianę od tego czasu, gratulacje. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Również miałam taki etap w życiu, na szczęście już za mną! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie uważam, że siłownia jest tylko dla mężczyzn..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...