poniedziałek, 23 lutego 2015

Diabeł tkwi w szczegółach

Zastanawiam się, jak mogłam funkcjonować bez siłowni przez tyle lat. Nie wiem, czy przypadkiem to nie tylko euforia świeżego startu, która zniknie w momencie, gdy to co teraz jest dla mnie nowe przeistoczy się z ekscytującego w rutynę. Miejmy nadzieję, że nie. Dawno nie czułam się tak wspaniale.


Wróciłam do prowadzenia dziennika. Jednak tym razem wygląda on nieco inaczej niż poprzednie. Zaczynając od banałów, jest o wiele mniej kolorowy i nie zawiera żadnych inspiracji, w które obfitowały stare dzienniki. Myślę, że z tego wyrosłam. Nie motywują mnie już wesołe zdjęcia z tumblra i nie potrzebuję wypisywać sobie przed nosem żadnych dopingujących hasełek, by utrzymać się w ryzach. Teraz jedyne co mnie interesuje to suche fakty i wyliczenia. Fitness bez matematyki nie istnieje, dlatego postanowiłam, że znów zacznę pilnować odpowiedniego rozkładu BTW, by mój wysiłek na siłowni nie szedł na marne. Wcale nie uważam ważenia produktów za uciążliwe, bo tak naprawdę nie zabiera to zbyt wiele czasu. 

Rozpisałam też dokładnie plan treningowy, który składa się z treningu A i B. Obie części zawierają podstawowe ćwiczenia z racji tego, że jestem początkującą. Realizuję go skrupulatnie od dwóch tygodni, czyli od dnia, w którym powstał. Korzystam z każdej okazji do nauki, a wszystkie rady, które zdarza mi się otrzymać, staram się od razu wprowadzić w życie, dlatego plan ten przeszedł już kilka drobnych ewolucji. Fakt, że cały czas nad nim pracuję sprawia mi niemal taką samą radość jak trening sam w sobie. Oglądam bardzo dużo filmików instruktażowych na youtube, a gdy jestem w klubie w przerwach między seriami obserwuję trenujących obok osobników, którzy wydają się mieć większe doświadczenie niż ja (co akurat w tej dziedzinie nietrudno poznać ;), a to bardzo pomaga.

Nic nie jest przypadkowe, a w moim grafiku nie ma miejsca na nieścisłości. Brzmi to trochę tak jakbym zabiła całą radość płynącą z takiego stylu życia, prawda? Przyznaję się otwarcie, że idę teraz drogą, którą zawsze wszystkim odradzałam, ale o dziwo z każdym dniem podoba mi się ona coraz bardziej. Podejrzewam, że całą winę za to ponoszą zawodniczki bikini fitness i fitnessu sylwetkowego, które od pewnego czasu obserwuję. U nich taki rygor to norma z racji udziału w zawodach, a ja znajduję w tym inspirację.


Najbardziej cieszy mnie progres, który już odnotowałam, zwłaszcza że nie spodziewałam się go w aż tak szybkim tempie. Przecież nie minął nawet pełny miesiąc! Co prawda, nie jest oszałamiający, bo to pułap do +5 kg obciążenia w moim 100% danego ćwiczenia, ale dzięki temu motywacja do dalszej pracy utrzymuje się na najwyższym poziomie i za żadne skarby nie chce spaść. Oby tak dalej.



15 komentarzy:

  1. czesc
    Napisze Ci cos z mojego 8 letniego doswiadczenia na silowni - odnosnie Twoich mysli, watpliwosci.

    "Nie wiem, czy przypadkiem to nie tylko euforia świeżego startu, która zniknie w momencie, gdy to co teraz jest dla mnie nowe przeistoczy się z ekscytującego w rutynę. Miejmy nadzieję, że nie"
    Niestety, jest to euforia swiezego startu. Poczatki na silowni to napiekniejszy okres. Natomiast rutyna jest czyms bez czego nie osiagniesz b.dobrych rezultatow.

    "...nie zawiera żadnych inspiracji, w które obfitowały stare dzienniki. Myślę, że z tego wyrosłam. Nie motywują mnie już wesołe zdjęcia z tumblra i nie potrzebuję wypisywać sobie przed nosem żadnych dopingujących hasełek"
    Mysle ze powinnas wrocic do tego. Dlaczego? bo po jakis 2 latach bedziesz walczyc o kazdy skrawek motywacji. Naprawde, im dluzszy staz tym trudniej o motywacje. Dlatego wielu ludzi rezygnuje.

    "Najbardziej cieszy mnie progres, który już odnotowałam, zwłaszcza że nie spodziewałam się go w aż tak szybkim tempie."
    Tak jak pisalem, poczatki sa najlepsze :)

    pzdr
    Insane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobny "staż siłowniowy" i zgadzam się w 100%

      Usuń
    2. Dzięki za odzew. Fitnessem interesuję się od kilku lat, a moje spadki motywacji nigdy nie trwały dłużej niż tydzień. Myślę, że zniechęcenie mi nie grozi :) Siłownia to po prostu kolejny etap.

      Usuń
    3. Jak sobie radzisz z bolem?

      Insane

      Usuń
    4. Mięśnie mam wymęczone, ale ból to zbyt mocne słowo.

      Usuń
  2. Ja dopiero zaczynam z treningiem siłowym i przyznam, że to ciężka sprawa. Szczególnie dla kogoś kto nigdy nie ćwiczył z obciążeniem. Gratuluję progresu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję wejścia na nowa drogę i trzymam kciuki byś byś wytrwała jak najdłużej.
    Ja ćwiczę z obciążeniem ale niedużym. zobaczymy co mi ono da :) bo zupełnie inaczej to wygląda niż ćwiczenia na siłowni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Progres jest świetny, ale na dzień dzisiejszy to te hasła, obrazki inspirują mnie do zdrowszego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. na początku progres szybko przychodzi, ale potem są zastoje, niekiedy naprawdę długie, grunt to się nie zniechęcać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda. po ladnym zrzuceniu 6 kg mialam zastoj prawie 4 miesiecy.. caly czas trzymalam diete dodalam troszke wiecej wysilku ale nic tonie dalo. ;( w koncu pewnego dnia waga sie ruszyla i leciala juz jak "szalona"! trzeba to po prostu przetrwac! ;)

      Usuń
  6. moje michy śniadaniowe wyglądają niemal tak samo jak ta Twoja <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też zaczynam swoja przygodę z treningami siłowymi, trzymam kciuki za Ciebie i za siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ćwiczę ponad 2,5 roku i moja motywacja nadal nie słabnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, chciałabym zapytać Cię opinie na temat aplikacji FatSecret na smartfony. Stała się popularna wśród moich znajomych, ale ja nie jestem jakoś do niej przekonana. Jak byś miała chwilkę czasu, byłabym wdzięczna za odpowiedź. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam pojęcia, co to za aplikacja :)
      korzystam tylko z timera do tabaty i czasem endomondo. więcej do szczęścia mi nie potrzeba.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...