środa, 31 lipca 2013

Inspiracja na ekranie: Stick it

Stick it (2006) to film, który już od jakiegoś czasu wzbudzał moją ciekawość. Uwielbiam wszystko, co chociaż w najmniejszym stopniu zahacza o tematykę sportową, a już tym bardziej gdy jest to film czy książka. Moim zdaniem to genialne źródła inspiracji i motywacji.


Haley Graham jest zbuntowaną siedemnastolatką, która po serii kłopotów z prawem, za karę powraca do świata sportu, z którym rozstania nie wspomina zbyt miło. Rozpoczyna treningi w słynnej akademii gimnastyki artystycznej, pod okiem legendarnego trenera. Czy uda się jej osiągnąć sukces, wystartować w zawodach i stać się częścią elitarnego zespołu sportowców?
źródło: filmweb


Wszyscy ci, którym nieobcy jest tumblr, na pewno kojarzą Stick it. To typowy film o nastolatkach dla nastolatek. Nie znajdziemy w nim żadnych efektów specjalnych czy niespodziewanych zwrotów akcji. Szczerze mówiąc, jest dosyć przewidywalny, jednak to nie zmienia faktu, że ogląda się go naprawdę przyjemnie i co najważniejsze - jeśli chodzi o kwestię motywująco - inspirującą, swoje zadanie spełnia doskonale. Mnóstwo scen treningów, akrobacji i niesamowitych układów gimnastycznych sprawiają, że nagle budzi się w nas zapał do sportu. Osobiście byłam oczarowana tymi wszystkimi saltami i innymi tego typu wariactwami, które mocno kojarzą się z cheerleadingiem. Od razu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl "cholera, ja też tak chcę".


Stick it można bez problemu obejrzeć online. Pełna wersja filmu dostępna jest między innymi na youtube.


Inne ekranowe inspiracje:

wtorek, 30 lipca 2013

Tonę w języku, by nauczyć się w nim pływać

W wielu przeróżnych poradnikach dla samouków radzą, by mieć codziennie kontakt z językiem, którego chcemy się nauczyć. Nie zawsze musi być to tradycyjna nauka poprzez wkuwanie zasad gramatyki czy słówek i szczerze mówiąc, lepiej, żeby nie była. Z doświadczenia wiem, że brak kreatywności przy osiąganiu jakiegokolwiek celu bardzo zniechęca.

Od kilku dni dosłownie nie rozstaję się z językiem hiszpańskim. Cokolwiek robię, w tle zawsze towarzyszy mi czy to hiszpańskie radio z audycjami (np. wiadomości), czy po prostu hiszpańskojęzyczna muzyka. Na pierwszy rzut oka wydaje się to zupełnie nieprzydatne, zwłaszcza biorąc pod uwagę niezbyt wysoki poziom zaawansowania językowego, na którym aktualnie się znajduję. Większości słów nie rozumiem, przez co bardzo ciężko wyłapać mi, o czym właściwie jest mowa. Jednak pomimo to odnajduję w tym wiele plusów.


Przede wszystkim "osłuchuję" się z językiem. Podświadomie zapamiętuję odpowiedni akcent i brzmienie poszczególnych wyrazów, nawet jeśli nie są mi one jeszcze znane. Dzięki temu zapobiegam (późniejszym) problemom ze zrozumieniem native speakerów. Poza tym to znacznie ułatwia naukę nowych słówek nawet tych, które nie były wcześniej przeze mnie usłyszane.

Słuchając hiszpańskojęzycznych piosenek, zawsze w ucho wpadnie mi jakiś wers. Jeśli znajdują się w nim słowa, których jeszcze nie znam, od razu sprawdzam ich znaczenie, a przez to, że siedzi mi on później w głowie przez jakiś czas i nie daje spokoju, utrwalam w pamięci te nowo poznane wyrazy. 



Nie da się też ukryć, że w mojej opinii hiszpański to naprawdę piękny język. Codzienne spotykanie się z jego brzmieniem działa na mnie bardzo motywująco, bo po prostu chcę jak najszybciej móc się nim płynnie posługiwać i to napędza mnie do dalszej nauki.

niedziela, 21 lipca 2013

Nie mogę rozwiązać problemu, którego jeszcze nie ma

Podobno wyobraźnia ludzka ma tendencję do popadania w skrajności. Wyolbrzymiamy lub umniejszamy, ale prawie nigdy nie trafiamy w ten złoty środek, który wiernie odzwierciedlałby zaistniałą sytuację. Lubimy gdybać, martwić się na zapas. Zauważyliście? Często wybiegamy myślami w przyszłość i nie byłoby w tym nic złego, gdyby działo się to na zdrowych zasadach realizmu z domieszką optymistycznego nastawienia. Niestety zazwyczaj tak nie jest. Prawda jest taka, że uwielbiamy tworzyć fikcyjne problemy i zaprzątać sobie nimi głowę, mimo że 90% z nich nigdy nie będzie miało nawet miejsca.

"A co jeśli... ? Co ja wtedy zrobię? Co będzie, jeżeli...?"

Przecież nie mogę rozwiązać problemu, którego jeszcze nie ma! Będę się martwić, gdy takowy zaistnieje, a do tego czasu zamierzam żyć beztrosko i bez strachu czekać na to, co przyniesie mi los. No, bo niby dlaczego mam psuć sobie krew i wychodzić z siebie z powodu czegoś, co najprawdopodobniej nigdy się nie zdarzy? Niektórzy mogą stwierdzić, że to bardzo lekkomyślne i nieodpowiedzialne podejście. Przecież przysłowie "przezorny, zawsze ubezpieczony" czy frazeologizm "dmuchać na zimne" nie krążą między nami bez przyczyny, ale ja jednak pozostanę przy swoim.

soup.io

Może i jestem lekkoduchem, ale to sprawia, że jestem zwyczajnie szczęśliwsza. W życiu spotyka nas zdecydowanie za dużo nieprzyjemnych rzeczy, by dodatkowo dokładać sobie jeszcze tych, które istnieją tylko w naszej głowie. Skupiam się na tym, co dobre i przede wszystkim prawdziwe, zamiast na czarnych wizjach, które ewentualnie, ale niekoniecznie mogą się zdarzyć. To naprawdę wiele zmienia! Jestem spokojniejsza, bardziej skora do podejmowania wyzwań, odważniejsza względem nieznanych mi sytuacji i co najważniejsze - praktycznie zapomniałam, co to znaczy stres. Gdy prawdziwy problem się pojawia, mam więcej energii, by go rozwiązać. Mój umysł nie jest obciążony.

czwartek, 18 lipca 2013

Before & after: metamorfozy (2)

źrodło: tumblr.com

Kto twierdzi, że oglądanie takich zestawień to strata czasu, ręka do góry!
Mam mieszane uczucia, co do tego typu motywacji, dlatego chciałabym poznać wasze zdanie.

sobota, 13 lipca 2013

Cztery kroki do tradycyjnej pompki

Tradycyjna pompka to jedno z ćwiczeń, które sprawiają nam największy problem. Wiele z nas nie jest w stanie wykonać nawet pięciu powtórzeń. To sprawia, że z góry jesteśmy bardzo negatywnie nastawione, dlatego omijamy pompki szerokim łukiem i często w ogóle nie włączamy ich do naszego treningu. Tak wcale być nie musi!

Jeśli tradycyjna pompka na ten moment jest poza twoim zasięgiem z powodu zbyt słabych ramion, nic straconego. Mięśnie można przecież wzmocnić i to w bardzo prosty i przyjemny sposób. Pomogą ci w tym poniższe modyfikacje pompek. Gify ustawione są według skali trudności.
Zacznij od pompek przy ścianie, a gdy po kilku treningach poczujesz, że ten wariant stał się już dla ciebie zbyt prosty, przejdź do następnego. Po jakimś czasie dojdziesz do ostatniego kroku, jakim jest tradycyjna pompka, twoje ramiona będą silniejsze i ładniej wymodelowane, a ty będziesz pękać z dumy :).
Przekonaj się sama!

Ja też zawsze należałam do osób, które nie pałają szczególną sympatią do pompek ze względu na to, że okolice dziesięciu powtórzeń były moim absolutnym maksem możliwości i przez to uważałam, że to ćwiczenie zwyczajnie nie jest dla mnie. W marcu postanowiłam rzucić sobie wyzwanie, które okazało się świetną przygodą i motywacją na przyszłość. Przebrnęłam od 0 do 50 pompek w 10 dni i od tamtej pory pompki nie są mi już straszne.

Naprawdę zachęcam, bo radość z pokonywania własnych słabości jest niesamowitym źródłem pozytywnej energii. Poza tym pompki to przecież bardzo dobre ćwiczenie na ramiona i klatkę piersiową (a nawet mięśnie brzucha).

źródło gifów: fitanne.tumblr.com

czwartek, 4 lipca 2013

Historia pewnego biegania

Godzina  4:55. Przypadkowe przebudzenie się przed budzikiem.
"Ale super! Już za chwilę wygramolę się z łóżka i pójdę biegać. Jednak teraz... jeszcze trochę się zdrzemnę..."

Godzina 6:00. Kolejne przebudzenie.
"Uhuhu, ranek! A więc bieganie! Chociaż... nie, jeszcze za wcześnie. Idę dalej spać."

Godzina 7:30. Dzwoni budzik.
"Nieeee, jak mi się nie chceeee! Dobra, to może zacznę biegać od jutra, a dziś sobie jeszcze odpuszczę." Poranna toaleta, śniadanie, pełen chillout. "A co mi tam!"

Godzina 8:30. Ogromne wyrzuty sumienia. Smutne spojrzenie na przygotowane poprzedniego wieczoru buty sportowe.

Godzina 8:35. Wybiegam z domu.

Pierwsze chwile: "Nikt nie patrzy. Nikt nie patrzy. Nie, nikt nie patrzy. Nikogo nie obchodzi, że biegam, uff. Muszę to sobie powtarzać."

Po jakimś czasie: "Yghh, robi się ciężko, ale nie ma, że boli! Biegniemy!"

Pod koniec: "No i gdzie jest to cholerne poczucie zwycięstwa, wrażenie, że może się dokonać wszystkiego? Coś jest chyba nie tak. Gdzie podziała się magia biegania?!"

Zakończenie: Rozciągam się okropnie zmęczona i mokra, jakbym właśnie wyszła spod prysznica. "Nie no, seriously, co jest grane? To wcale mi się nie podobało. Ja chyba jednak nienawidzę biegać."

Pięć minut później: Wykończona nawet bardziej niż przed chwilą, odpoczywam. Pojawia się uśmiech. "Aaaaaach, jutro biegam znowu. Koniecznie! Już nie mogę się doczekać."


środa, 3 lipca 2013

Zasady szczęśliwego człowieka cz. II

Według mnie szczęście zamknięte jest w kilku dosyć prostych zasadach. Cztery z nich na blogu pojawiły się w marcu. Czas najwyższy na kolejną część szczęśliwego regulaminu.

część pierwsza

Oczywiście, jest to lista bardzo subiektywna. W moim przypadku sprawdza się koncertowo. Z czystym sercem mogę przyznać, że wprowadzenie w życie zaledwie jednej z tych zasad, zmienia niesamowicie spojrzenie na świat. 


Zasada numer 5:
Życie zaczyna się poza twoją strefą komfortu.

Podejrzewam, że pojęcie strefy komfortu obiło się o uszy zdecydowanej większości z nas, o ile nawet nie wszystkim. Czy jest ktoś, kto nie zgadza się ze stwierdzeniem, że w strefie komfortu jest nudno, marzenia nie są spełniane, czas jest marnowany, a my po prostu oddalamy się od prawdziwego szczęścia?


Zasada numer 6:
To co robisz, jest jedyną różnicą pomiędzy tym, kim jesteś a tym, kim chcesz być.

Jesteś kowalem swojego losu. Chcesz być biegaczem? Zainwestuj w sportowe buty i po prostu biegaj. Zawsze marzyłeś o tym, by być chociaż trochę odważniejszym? Zrób coś szalonego, przełam strach, udawaj, że wcale się nie boisz, a z czasem twoje marzenie się spełni. Wszystko zależy tylko od ciebie. To naprawdę prostsze niż myślisz.

Zasada numer 7:
Wyzwania to twoi przyjaciele.

To, co nie jest dla nas wyzwaniem, nigdy nie pozwoli się nam rozwinąć. Zadania nie sprawiające nam trudności, co prawda nie powodują, że się cofamy, ale z całą pewnością nie będą też pomocne w dążeniu do stawania się lepszym w danej dyscyplinie/dziedzinie.

Zasada numer 8:
Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.

Jak mawia Ewa Chodakowska (choć ta zasada nie dotyczy jedynie kwestii dbania o zdrowie i sylwetkę), nic się samo nie wydarzy. Nasze marzenia się nie spełnią, jeśli my im w tym nie pomożemy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...