środa, 4 grudnia 2013

Joga w drodze do szpagatu

Na mojej liście z postanowieniami (zadaniami, wyzwaniami) noworocznymi od kilku lat pojawia się szpagat. Szczerze mówiąc, zaczyna mnie powoli łapać frustracja. Ilekroć podejmuję walkę, zniechęcam się góra po dwóch tygodniach. Wszystko dlatego, że strasznie nie lubię rozciągania, bo moim zdaniem jest po prostu nudne. Co prawda, nie zaniedbuję obowiązkowych 5-10 minut po treningu, ale to stanowczo za mało (przynajmniej w moim przypadku) by wypracować szpagat.

Jako że ostatnio coraz poważniej myślę o wprowadzeniu jogi do mojego planu treningowego, a marzenie o szpagacie za cholerę nie chce się zatrzeć, wpadłam na pomysł by połączyć te dwie rzeczy. Akurat natknęłam się niedawno na całkiem fajny zestaw.


Tak więc podejmuję kolejną próbę z wielką nadzieją, że będzie to już ostatnia ;)


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

24 komentarze:

  1. Witam w gronie rozciągających się do szpagatu! :) Jedno, co Ci mogę doradzić, to tony cierpliwości. Ja stricte do szpagatu rozciągam się od 1,5 miesiąca i efekty to zaledwie 2cm niżej... Nie ma co się jednak poddawać, bo nawet jeśli miałabym go zrobić za rok, to ten czas i tak nastąpi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ahh moim marzeniem również jest szpagat, od kilku lat obiecuję sobie że zacznę się rozciągać a nawet prostych ćwiczeń nie jestem w stanie zrobić... planowałam iść na jogę w moim fitness klubie gdzie mam karnet, choć trochę się boję że dziewczyny tam będą robić przeróżne wygibasy a ja nie będę w stanie nawet wyciągnąć nogi:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też strasznie marzy się szpagat:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że jest podobnie jak u mnie. Mimo to szpagat cały czas widnieje na mojej liście i na pewno nie zniknie! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A może zastosować technikę szokową?:D Tak na szybko zrobić szpagat:D

    Nie no żartuję oczywiście. Też myślałam żeby wprowadzić coś bardziej z rozciągania więc kto wie,może i ja spróbuję szpagatu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny wpis, już sobie skopiowałam te ćwiczenia, mogą się przydać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. oooo bardzo ciekawe zdjęcia... na pewno wypróbuję i spróbuję poszukać takiego wprowadzenia do drugiego rodzaju szpagatu (pojęcia nie mam czy one się jakoś nazywają, ale mam nadzieję, że wiadomo o jaki szpagat chodzi ;p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nazwy szpagatów? :) są, są! ten pokazany na zdjęciach to damski, inaczej francuski, a ten drugi, czyli poprzeczny to męski zwany tureckim :)

      Usuń
    2. oooo widzisz ;D znowu się czegoś nauczyłam ;D

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo fajny zestaw :) większość z tych ćwiczeń znajduje się w moim rozciąganiu, ciągle brakuje mi do szpagatu, ale staram się być cierpliwa i wierzę, że w końcu się uda :) życzę powodzenia z Twoim szpagatem! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skąd ja to znam... może też się w końcu wezmę? ;>

    OdpowiedzUsuń
  11. Też marzę o szpagacie, już nie dużo mi zostało. Z chęcia wykorzystam te metody rozciągania ! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ha! tez bardzo chce zrobic szpagat, co latwe nie jest... trzymam kciuki za Ciebie, siebie i wszystkich innych, ktorzy o tym marza :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też się rozciągam do szpagatu. Dzięki za pomysły nowych ćwiczeń, z pewnością je wykorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Powodzenia życzę. Ja nie wiem, może kiedyś. Przydatne :) Ściskam mocno w śnieżyce za oknem :) Zajrzyj do mnie bo ostatnio w ogóle się nie odzywałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja teraz też zmagam się z próbami zrobienia szpagatu ;) Dopiero tydzień, ale walczę z nudą włączając serial i rozciągając się w ty m samym czasie. Jak się rozciągałaś, to miałaś na następny dzień zakwasy? Bo ja nie mam? Czy to znaczy, że za słabo się rozciągam? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żartujesz, prawda? :P Zakwasy to coś złego, ich nie powinno być nigdy. W żadnym wypadku nie jest to wyznacznik dobrego treningu. NIE, NIE, NIE. Są zakwasy = dostarczyłaś za mało tlenu organizmowi podczas treningu, czyli teoretycznie popełniłaś błąd skutkujący nie tylko bólem, ale i mniejszym spalaniem tłuszczu (intensywność rośnie wraz z ilością dostarczonego tlenu). Nieważne, jak intensywnie trenujesz, jeśli oddychasz prawidłowo, zakwasy nie przyjdą. Jeśli przyszły, to znak, że trzeba popracować nad oddychaniem :) Po rozciąganiu tym bardziej nie powinno być żadnych zakwasów.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :) Ciekawe to, co piszesz... jestem laikiem i myślałam, że to właśnie zakwasy są wyznacznikiem dobrego treningu... o ja naiwna!

      Usuń
    3. Po Twoim komentarzu zaczęłam szperać. Dotarłam do artykułów, które trochę zaprzeczają temu, co napisałam Ci wyżej w odpowiedzi. Na razie mam mętlik w głowie, bo znajduję wykluczające się informacje (zaprzeczające i potwierdzające moją powyższą tezę). Jak tylko rozgryzę temat dogłębniej, napiszę posta by wszystko dokładnie wyjaśnić :)

      Usuń
    4. Okej :) A jak postępy z rozciąganiem się do szpagatu?

      Usuń
    5. Marnie, oj marnie. Albo słabo się przykładam, albo moje ciało jest wybitnie oporne :<

      Usuń
  16. Ja się nauczyłam szpagatu dzięki ćwiczeniom Callanetics :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Też marzę o tym, żeby umieć robić szpagat, jednak jestem bardzo słabo rozciągnięta... Muszę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...