wtorek, 22 października 2013

Fatum słowa "dieta"

Wszyscy, którzy chociaż raz w życiu starali się zrzucić kilka zbędnych kilogramów, wiedzą, że odchudzanie to bardzo ciężka walka psychiczna. Praca, którą trzeba wykonać na treningu jest nieporównywalna, z tą która toczy się gdzieś tam w środku nas. Prawdą jest, że wszystko siedzi w naszej głowie i sukces w głównej mierze zależy od sposobu myślenia. 

"Przechodzę na dietę", "jestem na diecie" i tak dalej...

Bez przerwy wszędzie pojawia się to słowo "dieta", które de facto stało się już niemal synonimem odchudzania. A niesłusznie! Dieta oznacza (z gr.) „styl życia", a więc jest to po prostu sposób odżywiania, ale to tak tylko na marginesie.


W odniesieniu do tego, co powszechnie się między nami utarło, słowo dieta sugeruje, że sposób odżywiania jaki praktykujemy, jest tylko chwilowy. Kolokwialnie mówiąc, zmiana w grafiku z dokładnie określonym deadline'm. Mówimy "przechodzę na dietę, bo chcę pozbyć się 5 kilogramów", co w praktyce oznacza, że mamy zamiar jeść warzywka i pieczywo wasa tak długo aż nie będziemy lżejsi o tą upragnioną piątkę, czyż nie? A gdy się już to stanie, będziemy mogli zwolnić tempa i przestawić się z powrotem na tryb "grzeszki dozwolone".

To właśnie myśl o tym, że po osiągnięciu celu będziemy mogli wrócić do ulubionych smakołyków sprawia, że trudniej wytrwać nam w postanowieniach i nasze plany o szczuplejszej sylwetce idą wniwecz. Tak działa ludzka psychika. Bo po co czekać na spełnienie marzenia, które wymaga czasu, skoro jest coś takiego, co mogę mieć już teraz i również sprawi mi przyjemność? Nie kalkulujemy tego, które z tych pragnień jest dla nas ważniejsze. Wobec chwilowych zachcianek bywamy bardzo słabi.

Poza tym fakt, że jesteśmy na diecie, sprawia, że czujemy się deprawowani przez samych siebie. Podświadomie ograniczamy swoją wolność poprzez kolejne zakazy i nakazy. "Jestem na diecie więc nie wolno mi jeść tego, tego i jeszcze tego, dodatkowo muszę robić to i to." To kolejny czynnik, który powoduje, że odchudzanie staje się jeszcze trudniejsze, a jakby tego było mało - narażamy się na sytuację, w której po przebrnięciu przez tą cholerną dietę "w nagrodę" rzucamy się na to, co było nam do tej pory zabronione i... kilogramy wracają. I po co?

Moja rada w tym wypadku jest taka: wyrzucamy słowo dieta z naszego słownika (ewentualnie używamy go tylko mówiąc o ogólnym sposobie odżywiania - zgodnie z definicją), stwierdzamy, że ZMIENIAMY STYL ŻYCIA NA ZDROWSZY i przyzwyczajamy się do myśli, że praktycznie już na zawsze będziemy starać się prawidłowo komponować posiłki i wybierać wartościowe produkty. Bo tak naprawdę czemu nie? To wcale nie oznacza, że jesteśmy zmuszeni pozostać na diecie odchudzającej do końca życia! Nikt nie każe nam jeść nisko kalorycznie (w domyśle dietetycznie), bo przecież zdrowe odżywianie nie oznacza głodowych porcji jedzenia, a wręcz przeciwnie! Kilogramy i tak będą spadać! Grunt to nie popadać w skrajności. Dzięki temu skazujemy się po prostu na sukces, bo odchudzanie w ten sposób będzie czystą przyjemnością, a przede wszystkim będziemy cieszyć się zdrowiem i kondycją na długie lata.

Do diabła z dietami, zdrowy styl życia to jest to!

14 komentarzy:

  1. swietny post ,duzo racji,;rzeczytałam jednym tchem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóż to. Podpisuję się pod tym całkowicie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Same mądre słowa! :)
    Przyjemniej by się żyło, gdyby każdy myślał tak, jak my. Póki co, kiedy odmawiam zjedzenia jakiejś słodyczy czy wyjścia do KFC mówiąc, że nie jadam takich rzeczy, słyszę najczęściej, że "nie mam z czego się odchudzać". Bądź mądry, pisz wiersze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo próbuje ludziom wyjaśnić tą straszną dietę bezglutenową, nikt nic nie kapuje, dla nich dieta to dieta ;)
      Taaaa! wiem nie ma jak BigMac itd. -ale albo zdrowie albo problemy i to poważne ze zdrowiem...Nie pomaga ,że młodość przemija i że jak za młodu żyjesz takie będą wyłazić choroby na starość... Zmarszczki to pikuś jak nawali organizm... pozd.

      Usuń
  4. Racja, sama jak przeżywałam boom na te wszystkie GŁUPIE diety odchudzające, chodziłam wiecznie wkurzona, zła. Ciągle myślałam o jedzeniu, obowiązkowo jak najbardziej kalorycznym, którego tknąć nie mogę. Wiadomo jak to się kończyło... Zawsze fiaskiem i efektem jojo. Uważam, że zdrowe jedzenie powinno być przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. Niestety mam wrażenie, że nadal dużo osób uważa, że zdrowe jedzenie = liście sałaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. jak słyszę słowo dieta, to cierpnie mi skóra na karku

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpisuję się pod tym obiema rękami ! (Moja koleżanka ostatnio przeszła na 'dietę' i twierdzi że skoro poćwiczy dziennie parę minut i odstawi kolację,może zapychać się słodyczami,bo przecież każdy ma prawo do przyjemności...;) Ale przecież jest na diecie ! hehe)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie właśnie denerwuje, kiedy ktoś nie rozumie, że ja wybrałam zdrową drogę. I gdy odmawiam np. zjedzenia fast fooda "Aaa no tak... jesteś na diecie, żałuj"... A ja nie chcę go zjeść, bo wiem, jak to wpłynie na mój organizm, a nie dlatego że "to ma za dużo kalorii".
    Więc już dziś nic nie prostuję, jeśli ktoś tego nie rozumie, to jego problem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dawno wyrzuciłam to słowo i jest zdecydowanie łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. zgadzam się z Tobą w 100%! strasznie mnie denerwuje jak ciągle słyszę "A Ty wciąż na diecie?"! przecież to nie dieta, to zdrowe odżywianie! co jest po prostu moim stylem życia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytając wasze komentarze dochodzę do wniosku, że chyba źle ujęłam temat. :P Skupiacie się głównie na pomylonym znaczeniu słowa dieta, a ja chciałam napisać o tym, że mówiąc "jestem na diecie" przy odchudzaniu, wbijamy sobie nóż w plecy w psychologicznym sensie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tylko raz byłam na diecie, takiej z rygorystycznymi zaleceniami - nie polecam, ciągle i tak myśli się o jedzeniu. :) Od jakiegoś czasu powiedziałam sobie, że chcę zacząć odżywiać się zdrowo - odrzucając to co najgorsze. I to właśnie u mnie poskutkowało. Być może zjadłabym jeszcze z chęcią frytki z McD, ale na myśl o burgerze mnie mdli. Ostatnio jak na imprezie poczęstowałam się czekoladą, to po dwóch kostkach mnie zemdliło - zdecydowanie obecnie wolę gorzką. A czuję, że więcej warzyw służy memu zdrowiu, bo mam więcej energii i nie jestem już tak często senna. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...