poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Checkpoint - aktualizacja wymiarów

Nie chciałam jeszcze sprawdzać, co się dzieje na centymetrze. Przecież aż tak dużo pracy nie było w tym miesiącu; zawsze mogło być więcej. Poza tym lepiej nie sprawdzać za często, bo widząc niewielkie zmiany, może nas to zniechęcić i po co? No, ale! Minął ponad miesiąc od ostatniego checkpointu, więc pomyślałam, że w związku z moim wczorajszym restartem, powinnam zrobić aktualizację wymiarów.

23 lipca / 27 sierpnia
ramię: 24 cm / 23,5
biust: 82 cm
 talia: 65 cm / 63 
brzuch: 79 cm / 78
biodra (pupa): 93 cm / 91
udo: l. 53,5 cm; p. 54 cm / 52,5
łydka: 34,5

Biust i łydka się nie zmieniły. W sumie jest - 7 centymetrów w trzydzieści cztery dni. Najbardziej podoba mi się to, że nareszcie uda mi się zrównały! Zawsze jedno było troszkę większe od drugiego, a dziś okazuje się, że są identyczne. Wagowo jest to różnica mniej więcej 1,5 kg. Nie najgorzej. Nie wiem w sumie, czemu wspominam o wadze. Jest tak mało ważna, jak nic innego na świecie, no ale. Jeśli chodzi o progres kondycyjny to jest spora różnica, ale niestety nie mam, jak jej udokumentować. Będziecie musiały wierzyć mi na słowo! ; )

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Z cyklu Savannah opowiada o swoich doświadczeniach: bieganie - po co? kiedy? jak?

Bieganie. Poprawia sprawność serca, wydolność układu oddechowego, działa zbawiennie na zszargane nerwy, poprawia humor przez porządną dawkę endorfin, przyśpiesza metabolizm nawet do 72 godzin po treningu, jest niemałym zastrzykiem energii na cały dzień, fantastycznie rzeźbi nogi i pośladki... to tylko najbardziej podstawowe korzyści wynikające z biegania! Mówi się nawet, że biegając od godziny do dwóch i pół na tydzień wydłużamy swoje życie o przynajmniej 5 lat! 

Co ja osobiście lubię najbardziej w tej formie aktywności fizycznej? Zdecydowanie to, że nigdy nie żałuję żadnego treningu. Poza tym bieganie jest jak medytacja. Odłączam się od rzeczywistości, szybuję gdzieś w innym wymiarze, wyciszam się i mogę przemyśleć wiele spraw w spokoju. Kiedy biegam, problemy znikają. No i nic tak nie cieszy, jak porządny wycisk i stosunkowo szybkie efekty w poprawie kondycji (o ile biega się systematycznie). 

Kiedy biegam? Zdecydowanie jestem zwolenniczką porannych godzin. Wszystko dopiero budzi się do życia, niewielu ludzi chodzi po ulicach, co pozwala pokonać ewentualny wstyd, czy skrępowanie (choć tak naprawdę nie ma czego się wstydzić, wręcz przeciwnie). Ponadto uważam, że bieganie to najlepsze rozpoczęcie dnia z możliwych! Pobudza lepiej niż mocna kawa, przyśpiesza metabolizm na cały dzień (co jest ważne, jeśli chcemy schudnąć; w odchudzaniu przecież głównie chodzi o utrzymywanie szybkiej przemiany materii w ciągu całego dnia) i zaopatruje nas w pakiet dobrej energii do wieczora. Poza tym pomyślcie o tej satysfakcji! "Większość moich znajomych jeszcze smacznie śpi, a ja biegam i robię coś dobrego dla siebie!"

Jak często? Moja ambicja podpowiada mi, że fajnie byłoby biegać codziennie, ale tak na zdrowy rozsądek - myślę, że byłoby to za dużo. Przetrenowanie albo szybki spadek motywacji i zniechęcenie. Trzy razy w tygodniu w ewentualnych porywach do czterech moim zdaniem jest optymalną opcją. Trzeba dać sobie czas na regenerację. 

Moje początki. Zaczynałam od 'przeplatanki'. 5 minut marszu w ramach rozgrzewki, 5 minut biegu, 5 minut marszu, 5 minut biegu, 10 minut marszu dla wyjścia z szybkiego tętna. Po trzech takich treningach byłam w stanie połączyć dwie piątki biegu w dziesiątkę i moja 'przeplatanka' wyglądała tak: 5 minut marszu, 10 min biegu, 5 minut marszu, 5 minut biegu, 10 minut marszu. Według tego systemu analogicznie połączyłam dziesiątkę z kolejną piątką i wyszło 15 minut ciągłego biegu. A potem nagle przeskoczyłam do 30 i zupełnie nie wiem, jakim cudem. Tyle mogę powiedzieć od siebie w tym temacie : ).

Cele. Chcę dojść do godziny ciągłego biegu w średnim tempie jeszcze w tym roku, więc trochę pracy przede mną! Do tej pory skupiałam się bardziej na czasie niż na szybkości, czy przebiegniętych kilometrach. Jednak ostatnio gdzieś tam w głowie zaczęła mi się rodzić taka myśl, że fajnie byłoby dojść do takiej kondycji, która pozwalałaby mi przebiec kilometr w mniej niż 3 minuty. Ambitnie, nie powiem, że nie. Ale przecież jestem tu po to by stawać się lepszą, tak? Nie wiem, jak długo zajęłoby mi osiągnięcie tego celu, właściwie nie jest to ważne. Ważne, że mam chęć tego dokonać.

Najważniejsze to nie wymagać od siebie zbyt wiele, ale też stawiać sobie wyzwania, bo tylko one pozwolą nam się rozwijać. Trzeba znaleźć złoty środek między zbyt wygórowanymi a  za słabymi ambicjami. No i jak zwykle motywacja - w chwili zwątpienia przypomnijmy sobie, dlaczego na początku postanowiliśmy zabrać się za bieganie. A kiedy złapie nas niesamowity leń i za nic w świecie nie będzie chciał nas wypuścić z domu, po prostu wyłączmy myślenie! Ubierzmy sportowy strój i buty automatycznie, bez zastanowienia i zwyczajnie wyjdźmy. Uwierzcie, działa. Wypróbowałam ten sposób na sobie.

A run begins at the moment you forget you're running.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Technika pomodoro - najprostsza metoda zarządzania czasem

Pomodoro to - jak nie trudno się domyślić - "pomidor" w języku włoskim, ale i przy okazji nazwa jednej z najbardziej efektownych technik organizacji czasu. Bardzo przydatny wynalazek dla osób, które mają problemy ze skoncentrowaniem się na jednej czynności przez dłuższą chwilę.

Ale o co w tym tak naprawdę chodzi? Jedyne, czego potrzebujemy to minutnik, stoper lub po prostu zwykły zegarek i... listę zadań do wykonania.



1. Ustaw czasomierz na 25 minut
25 minut, ponieważ tyle trwa jedno Pomodoro. Przedział czasowy na zrealizowanie zdania w całości lub w części. Nie musimy się śpieszyć, ścigać z czasem. Chodzi tylko o nieprzerwaną pracę.

2. Pracuj nad zadaniem przez całe Pomodoro
Pracuj nad wykonaniem zadania do czasu, aż zadzwoni czasomierz. Nie przerywaj sobie i nie pozwól, żeby ktoś inny Ci przerwał. To tylko 25 minut. Czasomierz powinien być tak ustawiony, żebyś widział ile czasu pozostało do końca Pomodoro.

3. Zrób sobie 5-cio minutową przerwę
Po upływie jednego Pomodoro zrób sobie obowiązkową przerwę. Jest to kluczowy fragment. Jeśli przerwa zostanie pominięta, technika może nie zdać egzaminu; wydajność naszej pracy spadnie, a koncentracja będzie trudniejsza do okiełznania.  


I to wszystko! Cała tajemnica. Wystarczy w kółko powtarzać te trzy punkty. Osobiście wypróbowałam dziś tę metodę i mogę z czystym sercem potwierdzić jej skuteczność. Byłam wręcz w szoku! Z moją koncentracją jest na tyle krucho, że po 5 minutach zaczynam myśleć już o czymś zupełnie innym, a tu niespodzianka! Całe pomodoro grzecznie przepracowane nad jednym zadaniem i to z całkiem zadowalającym rezultatem. 

sobota, 11 sierpnia 2012

Przepis na placki z serka wiejskiego

Inspiracja pochodzi z przepisu znalezionego w internecie. Nie jest on więc mojego autorstwa. Niemniej polecam, bo placki były naprawdę dobre! Na śniadanie w sam raz :).

Składniki:
jajko
serek wiejski (ok. trzech łyżek)
mąka (płaska łyżka)
otręby (płaska łyżka)
proszek do pieczenia (płaska łyżeczka)
cynamon
cukier lub słodzik


1. Wymieszać wszystkie składniki, posłodzić (słodzę niecałą płaską łyżeczkę cukru)
2. Poczekać kilka minut aż otręby napęcznieją (ja czekam 15 min)
3. Smażyć na teflonowej patelni

Łatwe i przyjemne. Według moich obliczeń wychodzi ok. 300 kalorii na porcję taką, jak na zdjęciu (same placki). Dodatki zależą od nas samych. Najlepiej jakby były to jakieś owoce. Ja wczoraj moje placki podałam z musem bananowym, czyli po prostu z rozgniecionym bananem. Pycha!

czwartek, 9 sierpnia 2012

Progres na zdjęciach, czyli moje wakacyjne before&during

Nie jest to typowe before&during, ponieważ pierwsze zdjęcie pochodzi z czasów, kiedy prowadziłam bardzo niezdrowy tryb życia. Tak naprawdę o żadnej diecie nie było wtedy mowy, a już na pewno nie takiej, jaką staram się utrzymywać teraz. Naprzemienne głodówki z obżarstwem do granic możliwości, ach szkoda wspominać. Najważniejsze, że to już (miejmy nadzieję!) za mną. Drugie zdjęcie pochodzi już z czasu, kiedy znajduję się na właściwej, zdrowej drodze. Zestawiając je, chciałam się po prostu przekonać, czy coś przez ten dokładnie rok się zmieniło. Czysta ciekawość i... chęć zmotywowanie się do dalszej pracy.
Kliknij, by powiększyć.
Jakie wnioski? Zmiany - owszem - są. Może nie jakieś kosmiczne, ale progres to progres; nawet najmniejszy cieszy. Przede mną jeszcze dużo pracy, więc motywacja na poziomie tysiąc sześćset i do roboty!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...