piątek, 23 listopada 2012

Z pamiętnika maturzystki: matura to NIE bzdura!

Wczoraj zakończyłam maraton próbnych matur, który trwał dla mnie jedynie trzy dni (chociaż powinien cztery). We wtorek zmierzyłam się z językiem polskim, w środę - z matematyką, a czwartek to dzień aż dwóch matur z języka angielskiego (poziom podstawowy i rozszerzony), które miały miejsce bezpośrednio jedna po drugiej.

źródło: soup.io

Szczerze mówiąc, nie przygotowałam się kompletnie i było to posunięcie zamierzone. Nie przypomniałam sobie ani jednego matematycznego wzoru, nie przeczytałam streszczenia ani jednej lektury. Po prostu zero. Fakt faktem - uczyłam się już od końca października systemem "dzień i noc, non stop przy książkach", jednak ograniczałam się tylko do biologii, do której i tak nie podeszłam (dlatego mój maraton trwał o jeden dzień krócej niż powinien). Stwierdziłam, że skoro będzie miała miejsce druga tura próbnych matur w okolicach lutego, zrobię porównanie moich wyników procentowych bez przygotowań i z przygotowaniami. Tak z czystej ciekawości. Poza tym tak naprawdę na próbne matury nie powinniśmy się uczyć. Przecież one są tylko po to, by oswoić nas z klimatem tego egzaminu, żebyśmy w maju, na właściwej maturze byli chociaż trochę mniej zestresowani, tak?

Do matury z biologii nie podeszłam dlatego, że po prostu miałam taką możliwość. Trzy dni matur były dla mnie wystarczającym stresem. Zadania, które pojawiły się w arkuszach i tak przejrzę w internecie, więc nic straconego! Procedury na maturze z biologii nie różnią się praktycznie niczym od procedur matur z innych przedmiotów, a nawet jeśliby tak było to przecież w lutym na pewno podejdę do całego pakietu - a więc z biologią włącznie. 

Moje wrażenia i wnioski? Język polski nie jest straszny. Pierwsza część to pytania do zamieszczonego tekstu, więc wystarczy czytać ze zrozumieniem, a wypracowanie to też nie takie znowu wielkie wyzwanie - nawet dla kogoś, kto nie zna lektur z kanonu - bo przecież zawsze podany jest fragment, z którego można wycedzić mnóstwo informacji. Do tego lejemy trochę wody ubranej w wyszukane słowa i voilà - całkiem przyzwoita liczba punktów (nie mówię, że maksymalna!) uzbierana. Matematyka z kolei zawsze była moją piętą Achillesa, więc nie trudno sobie wyobrazić, co się działo w środę, skoro tak jak wcześniej już napisałam - nie przypomniałam sobie ani jednego wzoru. Cóż, jestem pewna, że nie zdałam, ale spokojnie; to tylko próbna, a wniosek już został wyciągnięty - poświęcić więcej czasu na matematykę! - więc wszystko w porządku tak czy inaczej. Język angielski na podstawie okazał się banalny, a jedynej utraty punktów spodziewam się ewentualnie w części tekstów użytkowych, gdzie nauczyciel sprawdzający może się zawsze czegoś doczepić. Jeśli chodzi o zadania zamknięte, raczej żadne błędy nie powinny się pojawić, chociaż dopuszczam taką możliwość mimo wszystko. Kiedy sprawdzałam odpowiedzi w internecie, nie mogłam sobie przypomnieć w kilku zadaniach, co zaznaczyłam. Sprawa ma się kompletnie inaczej, co do poziomu rozszerzonego. To było zderzenie z rzeczywistością! Uświadomiłam sobie, jak słabe jest moje słownictwo. Fakt, mam pewien zasób słów, który pozwala mi na poruszanie przeróżnych tematów, ale problem tkwi w tym, że są one bardzo proste, a na maturze rozszerzonej oczekuje się bardziej wyszukanych zwrotów. Stąd wniosek - koniecznie wzbogacić słownictwo!

Na koniec chciałam wyrzucić z siebie trochę żalów, bo już po prostu nie umiem wytrzymać. Pewnie nie ma takiej osoby, która by chociaż raz nie usłyszała kiedykolwiek, że "matura to bzdura", co nie? No, właśnie. W życiu nie spodziewałam się, że te trzy słowa będą dla mnie tak irytujące! Otóż chodzi o to, że z perspektywy maturzysty matura to wyznacznik całej przyszłości; od niej zależy dosłownie wszystko i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej, więc jak, do cholery, mam się nie denerwować, kiedy średnio dwa razy na dzień jestem klepana po ramieniu i słyszę lekceważące i odrobinę kpiące "matura to bzdura"? Te wyrażenie nie sprawia, że czuję się lepiej, mniej się przejmuję, jestem bardziej zmotywowana do nauki, silniej wierze w swoje możliwości i powodzenie i tak dalej. Tak naprawdę nie wiem, co mają w intencji te osoby, które mi to mówią, bo efektem tych słów nie jest absolutnie nic pozytywnego, a wręcz przeciwnie! Czuję się trochę tak, jakby mi współczuły albo w pewnym sensie się ze mnie wyśmiewały. Dlatego uczciwie uprzedzam, jeśli od tej chwili ktoś postanowi mnie wspaniałomyślnie poinformować, że matura to bzdura, nie zamierzam być miła!

18 komentarzy:

  1. Wiem co czujesz... sama gdy słyszałam "matura to bzdura" to szlag mnie trafiał. Jak mogłaby to być prawda, skoro od tego zależała cała moja przyszłość.

    Ostatecznie można powiedzieć, że maturę olałam, moje przygotowania wynosiły jakieś 20 góra 30% założeń a mimo wszystko z uśmiechem na twarzy mogę teraz rzeczywiście powiedzieć, że matura to bzdura.

    Jak już napiszesz, dostaniesz wyniki, zaaplikujesz na studia i okaże się, że się dostałaś to zapewne stwierdzisz, że to wszystko było wcześniej takie napompowane a tak naprawdę to można było podejść do egzaminu zupełnie inaczej ;)

    Tak sobie myślę, że gdybym teraz z tą wiedzą o maturze, którą posiadam, była w zeszłym roku, zupełnie inaczej wyglądałby ten ostatni rok liceum i całe moje "przygotowania" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładając, że jestem Twoim zeszłorocznym wcieleniem, co byś mi powiedziała w takim razie (nawiązując do ostatniego zdania Twojego komentarza)? : >

      Usuń
    2. Że nie powinnaś się tak przejmować, że polski pisemny nie jest tak straszny jak myślałam i mimo, że martwiłam się, czy w ogóle zdam, zdałam na prawie 70%, że matura z matmy jest banalna, bo można się kilku(nastu) zadań na pamięć nauczyć i podciągnąć wynik, że przed maturą w ogóle się nie stresowałam i przystąpiłam do niej, jakbym jakiś test sprawdzający pisała i że ogólnie to wszystko jest takie wyolbrzymione, że egzamin owszem, jest ważny i w jakimś tam stopniu zależy od niego nasza przyszłość, ale rekrutacja na studiach trwa długo, szans jest wiele i jest wiele okazji, żeby i tak i tak się dostać na wymarzony kierunek! :)

      Wiem, że moja wypowiedź jest chaotyczna, ale mam nadzieję, że będziesz wiedziała o co mi chodzi ;)

      Usuń
  2. Moim zdaniem zamiast poświęcać czas na naukę słowek, powinnaś po prostu oglądać jak najwięcej filmów anglojęzycznych i czytać ksiązki w oryginale. Mi pomogło to w ciągu roku wejść z poziomu b1+ (na którym byłam chyba z 5 lat i w ogóle nie mogłam się przebić dalej :() na c1 (w tym roku zdałam CAE na B, więc nie tak perfekcyjnie, ale progres ogromny). na początku te filmy z napisami angielskimi, i już wtedy pewnie będzie bardzo bolało, bo uświadomisz sobie jak wiele jeszcze nie wiesz, a później będzie łatwiej, znaczenie słowek wyłapiesz z kontekstu, w głowie utrwalą Ci się całe wyrażenia, po ciągłym słuchaniu anglojęzycznych aktorów poprawi Ci się akcent a wszystko to w dosyć ciekawy sposób :)
    +dobrze, że już wróciłaś, brakowało mi przez ten czas dużej dawki motywacji :)
    xyz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za świetną radę! na pewno skorzystam!

      Usuń
  3. Nikt mi nie mówił takich tekstów jak Tobie i dziwie się w ogóle skąd takie stwierdzenia "matura to bzdura"?
    Jak pisałam maturę to byłam już w 5 miesiącu ciąży. "Przyjaciółka", która uczyła się zawsze lepiej ode mnie (nawet nie było porównania) zdała ustną maturę na poziomie podstawowym w granicach 30-40% punktów. Ja zdałam na 60%-80% i wiesz co od niej usłyszałam? "Bo akurat Tobie popatrzyli się na brzuch", co oczywiście było bzdurą, bo pilnie się uczyłam i nawet opadałam ze zmęczenia wieczorami.

    Z mojego rocznika tylko 12 osób podchodziło do matury i zdało ją 5 osób. Do czego zmierzam (rozpisałam się ;p)?
    Matematyka była moim pewniakiem. Nigdy nie robiłam zadań z treścią, próbowałam tylko pierwsze dwa i dalej nawet nie zaczynałam, ale przecież to (a,b,c) wystarczyło na przyzwoity wynik. Otóż na papierze z wynikami (po radości, że udało mi się) patrząc na punkty z matmy serce na chwile mi stanęło. Wiesz ile miałam? Równe 30%. Nie mniej, nie więcej... Z polskiego miałam całkiem ładnie, a z niemieckiego 80%, więc z tego czego się bałam wyszłam najlepiej.

    Jesteś bardzo mądrą osobą (stwierdzam to po tym w jaki sposób piszesz swoje posty), więc nie masz się czego bać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mi najgorzej poszła oczywiście matematyka. Mieliśmy próbną maturę pod koniec drugiej klasy i muszę przyznać, ze ta w czerwcu była o niebo łatwiejsza. Ogólnie to uważam, że te z Operonu są trudniejsze od tych "majowych"
    Przystępowałam również do matury z biologii (rano podstawa,w południe rozszerzenie) i muszę przyznać, że zadania były proste, bo z tej rozszerzonej to tak naprawdę 90% zadań była związana z podstawą... no, także w końcu można trochę odsapnąć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do tych słów "matura to..." to też nieraz słyszę takie teksty i to przeważnie od osób, którym nie chce się uczyć i są bardzo leniwe. I wtedy w duchu bardzo im współczuję...

      Usuń
    2. Też właśnie słyszałam, że Operon jest bardziej wymagający. Uff, to w sumie bardzo pocieszające.

      Usuń
  5. Co do matmy, znajdź sobie w internecie "Darmowy kurs maturalny z matematyki". Ja zdałam maturę na 61% z matematyki, mimo, że przygotowywałam się do niej sama- w domu. Ostatni rok kończyłam drogą internetową, a będąc jeszcze w szkole zawsze byłam z niej zagrożona... Powodzenia! :) głowa do góry jeszcze kupa czasu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej wolnej chwili zabieram się do szukania tego kursu. Koniecznie! Dzięki wielkie za podpowiedź :)

      Usuń
  6. na szczęście maturę mam już za sobą, ale żałuję, że nie przygotowywałam się wystarczającą. z matematyką nie miałam nigdy problemów, ale też nie szczególnie ją lubiłam - podstawę zdałam na 74%. śmieszne jest, że podstawa z polskiego (64%) poszła mi gorzej niż rozszerzenie (85%). jeżeli jesteś humanistyczną duszą, a na studia będzie Ci potrzebny polski, to warto zdać rozszerzenie (nie wiem czy zdajesz), ale jest o wiele łatwiejsze, a Twoje wypracowanie jest swobodniej interpretowane i oceniane. z angielskim nie miałam raczej problemów, ale wierzę, że stać mnie było na więcej - podstawa 92% rozszerzenie 63%. plus historia sztuki na rozszerzeniu na marne 38% bo sobie odpuściłam naukę. a teraz przechodzę do rzeczy - moje wyniki nie pozwoliły mi na dostanie się na UJ a teraz będę miała problem z dostaniem się na studia w Anglii. co za życie... :/

    dlatego warto się uczyć do matury!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie rozszerzona matura z polskiego jest prostsza? Ja wstępnie zdaję tylko podstawę, ale w styczniu dopiero będziemy dawać ostateczne potwierdzenie, więc jeszcze wszystko może ulec zmianie.

      Usuń
  7. Moim skronym zdaniem, to nierozsądne, że w ogóle nie przygotowałaś się do próbnych matur. Rozumiem brak rzetelnego przygotowania, ale jakiekolwiek - powinno być. A nie podejście do matury z biologii, podczas gdy uczysz sie jej "dniami i nocami" jest dla mnie najzwyczajniej w świecie: głupotą, jak również zaskoczeniem z Twojej strony. Wydawałaś się osobą dość ambitną, a tu taka historia...;)
    Oby kiepskie wyniki próbnych matur dały Ci kopa do nauki, tego Ci zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz prawo do swojego zdania i w pełni je szanuję. Jednak zastanawiam się nad argumentacją, dlaczego przygotowanie do próbnej matury jest takie koniecznie. Ja nie widzę ani jednego powodu, który by mnie przekonał. Ocena z danego przedmiotu do dziennika? Naprawdę mały kaliber. Matura w maju jest najważniejsza i to do niej stopniowo się przygotowuję, a szczerze mówiąc wszystkie te próbne po drodze tylko zaburzają porządek harmonogramu. A co do biologii, powiedz mi, co by to zmieniło, gdybym jednak spędziła te dwie godziny na sali gimnastycznej przed arkuszem zadań w piątek? Kompletnie nic, a ja nie podejmuję się niczego, jeśli nie mam pewności, że jestem przygotowana na 100% (zwłaszcza, kiedy wszystkie oczy w klasie skierowane są na mnie, bo jestem pewnego rodzaju "fenomenem", który na profilu humanistycznym porywa się na rozszerzoną biologię). Wybory, których dokonałam w mojej ocenie nijak nie uwłaczają mojej ambicji, której istnienie jest niezaprzeczalne.

      Usuń
  8. Ja też pisałam matury :) Tak jak ty, bez przygotowań ale na totalnym luzie :) Wiem że jak się zestresuje to po mnie!
    Polski (przez trzy lata nie przeczytałam żadnej lektury!) na 65% - sądzę że całkiem nieźle, z matematyki (która też jest moją piątą Achillesa, w ogóle jej nie rozumiem :( ) liczę na ponad 50% (jestem zaskoczona, myślałam że ledwo zdam), angielski liczę na 85 minimum - obetną mi 2 pkt bo przekroczyłam 200 słów i zostawiam sobie jakiś tam margines błędu - liczę na "majowej" na więcej. Za angielski w sumie jestem zła bo stać mnie na więcej. Przed rozszerzoną stchórzyłam - problem słownictwo! Ale jesteśmy podobne :D
    Niestety moja szkoła nie organizowała matury z biologii i chemii, a szkoda, bo chciałam się przekonać jak napiszę pod presją :)

    Na jakie studia się wybierasz? :)

    A co do "matura to bzdura" to masz racje, te kilka godzin decyduje w końcu o mojej (naszej) przyszłości.

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od tego, jak pójdzie mi matura. W polu moich zainteresowań jest biologia, dietetyka, pielęgniarstwo, położnictwo albo iberystyka :).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...