wtorek, 27 listopada 2012

Rozciągamy się! + szpagatowy progres

ŁOŁ! Wielkie zaskoczenie i po prostu niekontrolowana radocha! Nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę tu coś podobnego. Jakoś kompletnie straciłam wiarę w jakikolwiek postęp w tej sferze, a jednak! Nie dość, że się pojawił to jeszcze tak nagle i nieoczekiwanie! 
Szpagatowy progres

Mniej więcej od początku listopada przywiązuję sumiennie uwagę do rozciągania się po każdym treningu. Wcześniej zdarzało mi się odpuszczać albo nie przykładać się do tego wystarczająco dobrze. Rozciąganie jest nudne, statyczne, nie wymaga od nas za wiele wysiłku. To po prostu nie w moim stylu. Jednak od trzech tygodni zmuszam się i rozciągam po około 10-15 minut na trening. To ciągle nie jest jakoś specjalnie dużo, ale jeśli chodzi o mnie - to już sukces!

Zmuszam się do rozciągania z kilku prostych powodów:
  • marzy mi się szpagat już od dawien dawna, więc wypadałoby w końcu spełnić to marzenie
  • rozciąganie po treningu to obowiązek, jeśli nie chcemy nabawić się kontuzji
  • rozciągnięte mięśnie wyglądają smuklej
  • rozciąganie poprawia elastyczność i wytrzymałość ścięgien i więzadeł
  • rozciągnięte mięśnie szybciej regenerują się po wyczerpującym treningu, zmęczenie jest niwelowane
  • działanie antystresowe, relaksujące
  • poprawa postawy ciała
No, ale co z tym szpagatowym progresem! Otóż po wczorajszym treningu i dawce obowiązkowego rozciągania postanowiłam, że sprawdzę, jak się sprawy mają z moim nieudolnym szpagatem. Nie spodziewałam się niczego zaskakującego. Byłam pewna, że stan moich 17 centymetrów do podłogi (przy szpagacie damskim) nie zmienił się albo i nawet pogorszył. Z kamienną twarzą i lekkim, znudzonym grymasem zaczęłam się powoli "rozjeżdżać". Schodzę coraz niżej i niżej, i niżej... w końcu do mnie dotarło, że coś za nisko już zeszłam! "Co jest grane?!" - pomyślałam - "Czyżby to już? Tak nagle szpagat?". Serce waliło mi jak oszalałe. Byłam o krok od spełniania jednego z największym marzeń i wyzwań, i to w dodatku w momencie, kiedy już całkowicie zwątpiłam, że kiedykolwiek mi się to uda! No, niestety... ten jeden krok ciągle dzieli mnie od wygranej. Zabrakło 10 centymetrów. Niemniej to aż 7 centymetrów progresu! Wow, jestem naprawdę w wielkim szoku.

Nagle zaczęłam lubić się rozciągać, a mój zapał do walki wzrósł o 100%. Jest duża szansa, że jeszcze w tym roku osiągnę ten cel, a więc do dzieła! : )

10 komentarzy:

  1. No, no, gratulacje!!! Ja też się staram rozciągać do szpagatu, bo kiedyś już umiałam, tylko że ja akurat lubię rozciąganie, szczególnie po intensywnym treningu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kilka lat temu tanczyłam w zespole i tam był duży nacisk na szpagat. Wczoraj sprobowałam to bez adnej rozgrzeki brakło mi koło 8 cm . Mam zamiar cwiczyc,żeby moc zrobic tak jak kobieta ns tym zdjęciu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ło matko! chyba w życiu szpagatu nie zrobiłam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję!!! Obyś nie długo "wylądowała" na podłodze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje :) chyba też zacznę się rozciągać, bo szczerze mówiąc czuję się jak stara babcia :P

    OdpowiedzUsuń
  6. ahhh *.* Też marzę o szpagacie.. Nie mogę się doczekać aż napiszesz, że Ci się udało! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. BRAWO! Gratulacje :))) rozciąganie jest rewelacyjne :) czekam na Twój wielki finał! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję! :) Powiem Ci, że ja tak miałam z jogą - jak zaczynały mi wychodzić jakies bardziej hardkorowe asay (typu właśnie szpagat, stanie na głowie, na przedramionach czy zakładanie nóg za głowę) to maksymalnie się w to wkręciłam i zapał wzrastał nieustannie!
    Także życze powodzenia i trzymam kciuki :)Na pewno się uda tylko troszkę cierpliwości :)))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...