środa, 7 listopada 2012

O euforii powodowanej pogłębianiem wiedzy i nauce jako moim hobby

Czy nauka może być uzależniająca? Czy pogłębianie swojej wiedzy w danej dziedzinie może stać się naszym hobby? Zadaję sobie te pytania od kilku dni. 

Mimo, że wyżej wymienione pytania nie należą do specjalnie skomplikowanych, dla mnie znalezienie odpowiedzi jest nieco trudne. Wszystko dlatego, że nie odbieram zagadnienia globalnie, a personalnie. Wychodzi na to, że albo bardzo słabo znam samą siebie, albo nie zauważyłam momentu, w którym moja osobowość zmieniła się niemal o 180 stopni.

Nigdy nie byłam złym uczniem. Całe życie zdobywałam dobre oceny, odnosiłam sukcesy w przeróżnych konkursach, ale tak naprawdę spełniałam głównie ambicje moich rodziców. Wpoili mi do głowy, że dostać jedynkę to wstyd, nie nauczyć się na sprawdzian to wstyd, zapomnieć o zadaniu domowym to wstyd i tak dalej. Zawsze powtarzali mi, że muszę dobrze się uczyć, bo od tego zależy cała moja przyszłość, więc.... się uczyłam. Nie zaprzeczam, że zdarzyły mi się w ciągu całej mojej edukacji może z dwa lata buntu, kiedy zupełnie nie przejmowałam się szkołą, ale one znikają we mgle na tle całości, czyli tych ponad dwunastu lat.

Mój stosunek do nauki nie różnił się niczym od schematu pod tytułem "szkoła to przykry obowiązek, jak ja nienawidzę się uczyć, dajcie mi spokój; kiedy to się w końcu skończy?...". Śmiałam się z ludzi, którzy czytają książki dla przyjemności. Podobnie reagowałam na tych, którzy pasjonowali się określoną dziedziną. Na przykład tacy historycy z zamiłowania. Nie rozumiałam, jak można spędzać wolny czas na oglądaniu filmów dokumentalnych i czytaniu historycznych książek. Podstawowe pytania brzmiały : Jak można uczyć się dla przyjemności? Jak to możliwe, że nauka może być przyjemna?

Minęło parę lat i gdzie teraz jestem? W miejscu, w którym ubolewam nad tym, że życie jest za krótkie, by zdążyć przeczytać wszystkie wartościowe książki. Mam ambicję na zostanie poliglotką. A jedno z moich mott brzmi: Dzień, w którym nie nauczyłam się niczego nowego, jest dniem straconym.

(c) Savannah Grey
Od ponad tygodnia pracuję na poważniej pod kątem zbliżającej się matury. Z każdym dniem rozkręcam się coraz bardziej, z każdym dniem coraz więcej czasu dziennie poświęcam nauce. Dzieje się to całkowicie automatycznie, nie panuję nad tym. Po prostu chcę wiedzieć więcej i więcej. Ciągle mi mało. 

Skupiam się głównie na biologii, bo to ona jest dla mnie największym wyzwaniem. Jestem w klasie o profilu humanistycznym, gdzie biologia na ogół jest znienawidzona tak samo jak matematyka, a mimo to chciałabym zdawać ją na poziomie rozszerzonym. Wymaga to ode mnie ogromnego nakładu samodzielnej pracy, ponieważ program podstawowy, którym szła moja klasa jest bardzo okrojony (między innymi całkowity brak zoologii i botaniki). 

Powoli zaczynam czuć ten klimat, który towarzyszył mi w trzeciej klasie gimnazjum, kiedy to musiałam przyswoić sobie na szybko cały materiał z trzech lat w około pięć miesięcy. Wszystko dlatego, że ubzdurało mi się, żeby wziąć udział w konkursie przedmiotowym z biologii (potocznie nazywanym olimpiadą) mimo, że przez poprzednie dwa lata nie przywiązywałam zbytniej wagi do tego przedmiotu i uczyłam się go na zasadzie "wykuć, zdać, zapomnieć". Wtedy właśnie narodziła się moja miłość do biologii, która trwa po dziś dzień. 

Uczyłam się wtedy dosłownie całymi dniami. Kończyłam lekcje w szkole w granicach godziny 14, wracałam do domu (zajmowało mi to 10 minut), jadłam na szybko obiad i od razu siadałam do książek. Nie odchodziłam od nich na krok do około północy i tak każdego dnia. Raz w tygodniu urządzałam sobie nocne sesje - po prostu zarywałam noc (najczęściej z piątku na sobotę) z zapasem kawy i uczyłam się do rana. Uwielbiałam to. 

Byłam autentycznie uzależniona od nauki biologii. Byłam w stanie uczyć się non stop, a zmęczenie nigdy nie przychodziło. Byłam zafascynowana tym biologicznym światem, ciekawostkami, doświadczeniami... samym pogłębianiem mojej wiedzy. To była czysta euforia, narkotykowy haj i nie umiem tego wytłumaczyć. 

Jednak konkurs się w końcu skończył. Pięć miesięcy minęło jak z bicza strzelił. Ogrom czasu poświęcanego na biologię powoli spadał, aż w końcu doszedł do poziomu, gdzie uczyłam się jedynie na bieżące lekcje, sprawdziany. Jednak moja miłość do biologii nigdy nie umarła.

Teraz, kiedy historia niemal się powtarza, znów zaczynam czuć się tak, jak te ponad dwa lata wcześniej. I znów to uwielbiam.

Doszłam do wniosku, że stałam się dokładnie taką osobą, którą jeszcze pięć lat temu sama bym wyśmiała, ale w żadnym wypadku nie zniechęca mnie to do dalszej nauki, wręcz przeciwnie! Biologia stała się moim hobby - jednym z wielu - i nie widzę żadnego powodu, by to zmieniać. Mówią, że wszystkie uzależnienia są destruktywne. Czy w takim razie bycie uzależnionym od nauki także? Być może. Dla kogoś, kto nie znał mnie osobiście w tamtym okresie z gimnazjum, opis moich dni pewnie wydał się dosyć przerażający. Chcę jednak zaznaczyć, że nie byłam typowym kujonem czy "no-life'em". Nie wiem, jak to robiłam, ale mimo ciągłej nauki, zachowałam swoje życie towarzyskie w takim stopniu, w jakim było to możliwe. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa. Najbardziej cieszy i ekscytuje mnie myśl, że te czasy właśnie wracają...

30 komentarzy:

  1. fajnie jak znalazłaś to co lubisz. niestety ja nie miałam dośc ochoty żeby sama uczyć się na poziom rozszerzony z historii. Uczyłam się tylko 2 lata na 4, a poziom mojej klasy był ok 2,5 - średnia ocen. W tym moje 5. Ale nie żałuję, bo matura nie jest potrzebna do szczęscia,a to czy mam podstawową czy rozszerzoną nic mi nie zmieni. Na moich studiach i tak matura jest średnio wazna, liczą się zdolności i wiedza z kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... Miło się czyta takie wpisy, dają kopa do działania jak mało co;) To wspaniałe, że jesteś w stania zafascynować się przedmiotem na tyle, żeby zarwać na nim nockę;) na jakie chcesz iść studia? Zdecydowałaś już? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę ciągle się waham, mam mnóstwo wątpliwości. Zawsze marzyłam o medycynie, ale mimo mojego zamiłowania do biologii i 'drygów' do chemii, z matematyką jest u mnie baaaaardzo krucho, więc to mnie od razu dyskwalifikuje (przez matematykę właśnie jestem na humanie, a nie biol-chemie). W polu mojego zainteresowania jest filologia angielska, hiszpańska, biologia, dietetyka, położnictwo, pielęgniarstwo. Na pewno chciałabym spróbować na dwóch z kierunkach, ale na których? Jeszcze nie mam pojęcia.

      Usuń
    2. Spokojnie ogarniesz matmę na maturę, naprawdę! Przynajmniej spróbuj :) I mówię to ja, umysł wybitnie humanistyczny i wybitnie nieuzdolniony matematycznie. Kiedy zobaczyłam co ludzie zdają na podstawie z matmy, to uważam, że naprawdę da się to zrobić, a jak przysiądziesz to i rozszerzenie ogarniesz. :) Uczyłaś się kiedyś całymi dniami biologii, to co...myślisz, że matmy nie ogarniesz? :) Życzę powodzenie i wiary we własne możliwości. :)

      Usuń
    3. Matury z matematyki się nie boję. Zdać podstawę na te chociaż 30% nie wydaje się specjalnie trudne. Po prostu wiem, że nie dałabym rady na studiach, gdzie rozszerzona, skomplikowana matematyka to najważniejszy element, a przecież taka jest właśnie medycyna. Bez matematyki tam ani rusz.

      Usuń
    4. Kurcze, zastanawiające. Zawsze słyszałam od koleżanek zdających na medycynę: bilogia, chemia i fizyka. I to ta ostatnia była największą ich zmorą zazwyczaj. Wg mnie najlepiej, żeby się upewnic, przestudiować plany zajęć poszczególnych lat studiów i przede wszystkim: zapytać przynajmniej 10-15 osób o tę matematykę na madycynie.
      Trochę się rozpiszę, ale chciałabym przybliżyć pewną sytuację. :)
      Otóż kiedy zastanawiałam się nad wyborem kierunku, bardzo obawiałam się statystyki - czyli przedmiotu, przy którym szkolna matematyka po prostu się chowa i wszyscy zawsze bardzo z powodu jej obecności na studiach, narzekają. Był to jeszcze okres Naszej-Klasy, a nie Facebooka, więc znalazłam różne osoby(ok.20) studiujące ten kierunek i zapytałam je jak to wygląda w praktyce z tą statystyką - bo jednak wiadomości praktyczne, z pierwszej ręki, są najcenniejsze. Dlaczego tak wiele wysłanych wiadomości? Po pierwsze, bo są różni ludzie, a więc i różne opinie, po drugie - trzeba wziąć pod uwagę, że wiele osób nie odpisze. A zatem spreparowałam w Wordzie gotową wiadomość i wysyłałam ją wszystkim wybranym osobom. I co się okazało? Z większości odpowiedzi wynikało, że owszem, statystyka jest trudna i trzeba ją zrozumieć, ale że zdecydowanie większym problemem na pierwszym roku tych studiów jest metodologia. Nie mogłam zrozumieć, czytając te odpowiedzi, jak może być coś gorsze od statystyki, ale w praktyce, kiedy już byłam na studiach, dowiedziałam się, że jednak może... :)
      I wiem, że gdyby kurs tego przedmiotu trwał dłużej, to też jakoś bym jakoś dała radę. :) Choć było trudno, nie zaprzeczę.
      Ja od znajomych z UMedu słyszałam, że owszem, trzeba się uczyć, ale spokojnie można zorganizować sobie wszystko tak, żeby mieć jeszcze normalne życie towarzyskie.
      Konkludując, myślę, że najlepiej przeprowadzić własne rozeznanie wśród dość dużej grupy studentów danego kierunku na danej uczelni i patrzeć z przymrużeniem oka na utarte opinie.
      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
    5. Dzięki za zaangażowanie i wyczerpującą wiadomość :)

      Usuń
    6. Na medycynie nie jest tak strasznie! :) dziewczyno, z taką pasją do biologii to dasz sobie tak rade! matematyka nie będzie taka straszna chociażby dlatego, że biologii nauczysz się znacznie szybciej i więcej czasu będziesz mogła na matematykę poświęcić. moim zdaniem ze względu na samą matematykę nie warto rezygnować. spróbuj! warto! :)

      Usuń
  3. Ciesze się, że zdobywanie wiedzy = dla Ciebie radość ;)
    Wiadomości same w sobie nie zawsze są przydatne dlatego też ważne jest również to by umieć odróżniać to co nam się przyda a co nie. Nie należy sugerować się modą, zdaniem innych czy kwestią społeczeństwa. Ważne jest to co My czujemy i co NAM sprawia radość ;-)
    Pozdrawiam Paweł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, selekcja informacji to ważna rzecz.

      Usuń
  4. Co chcesz studiować? ;)

    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spójrz kilka komentarzy wyżej :). Odpowiedziałam Kropelce na to pytanie :).

      Usuń
  5. Jeny. To jest świetne, chciałabym tak. Ale powiedz mi, jak się uczysz? Rozpisujesz sobie wszystko w zeszycie i co potem? Czytasz to sto razy, wkuwasz na pamięć? Nie umiem tego zrozumieć... wiem, brzmi strasznie :>
    Naprawdę taki stan jest dla mnie niewyobrażalny. Uczyć się. To dla mnie jak nieznane słowo. Nie uczę się. Moje lenistwo sięga tak wysoko, że NIE UCZĘ się w ogóle. Nie mam bardzo złych ocen, jestem raczej z tych, co zawsze mniej więcej ogarniają temat. Wiem, że mogłabym mieć pasek. Ale mi po prostu się nie chce -.-. Jestem w 3 gim i przeraża mnie wizja liceum. Wiem, że tym razem nie uda mi się dostać gdzie chcę "ot tak", wygrać coś "ot tak", napisać egzamin "ot tak". Muszę mieć realną wiedzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje sposoby na naukę są trochę skomplikowane... Napiszę o tym oddzielnego posta w najbliższym czasie. Tak będzie łatwiej :).

      Dla mnie kiedyś 'nauka' też była obcym słowem. I to właśnie w momencie, w którym Ty aktualnie jesteś wszystko zaczęło się zmieniać... aż doszłam do punktu, w którym jestem teraz. Może z Tobą będzie podobnie ;).

      Musisz po prostu chcieć. Liceum nie jest takie straszne.

      Usuń
    2. Nie mogę się doczekać tego posta ;)

      Usuń
  6. Mimo całej mojej niechęci do biologii bardzo podoba mi się wpis :) Ważne jest, aby wybrać jedną (góra dwie) dziedzinę i poświęcić się niej. Musi to być oczywiście dziedzina, która nas interesuje. Wszechstronny kujon nigdy nie będzie mieć przyjemności ze zdobywania wiedzy.

    "Nie rozumiałam, jak można spędzać wolny czas na oglądaniu filmów dokumentalnych i czytaniu historycznych książek."
    Oj można, można ;)

    Doskonale rozumiem sytuację związaną z konkursem biologicznym. Potrafiłem poświęcić całe ferie na naukę do konkursu historycznego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już rozumiem, jak można spędzać wolny czas właśnie w taki sposób ;). W sumie to uważam taką formę za najlepszą! O, proszę. Jak mój pogląd na życie się zmienił... no, no.

      Usuń
  7. Twoje zamiłowanie do nauki przyda Ci się. Naprawdę.
    Jednak wiem z autopsji, że pomaturalne (najdłuższe w życiu!) wakacje rozleniwiają człowieka. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że u mnie tak nie będzie! ;) Już mi się oczy świecą, jak sobie pomyślę, ile czasu będę mieć na czytanie książek i naukę języków! Aaaach!

      Usuń
  8. Nauka jako hobby jest czymś wspaniałym - wiem o tym z autopsji. A tym bardziej nauka biologii albo chemii <3
    Dzisiaj pół dnia spędziłam nad neurobiologią i zaraz do niej z przyjemnością wracam :)

    Ja szczerze mówiąc nigdy nie czułam presji ze strony rodziców w sprawie nauki, było zazwyczaj odwrotnie - zawsze się śmiali, że mają kujonowate dziecko :)

    Patrząc na komentarz wyżej - moje najdłuższe wakacje spędziłam na nauce języków i na rowerze. Zdecydowanie polecam taką formę spędzania wolnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, u mnie to nie było do końca tak, że wywierali na mnie presję. Presja to za duże słowo. Jednak trzeba zaznaczyć, że to im bardziej zależało na moich ocenach niż mnie samej. :)

      Usuń
  9. Nauka może wciągnąć.. Miałam tak przed olimpiadą z historii muzyki :)

    Może nie AŻ tak, że cały czas się uczyłam. xd takie zaabsorbowanie wywierały na mnie zawsze tylko instrumenty. 6 godzin grania na fortepianie - najlepiej spędzone 6 godzin w ciągu dnia.

    Zainspirowałaś mnie do napisania nowego posta. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ktoś kiedyś napisał, że robimy najlepiej to co przychodzi nam naturalnie i bez wysiłku. Niektórzy śpiewają, niektórzy są aktorami, niektórzy znanymi fizykami, ale każdy z nich powie:'I feel like I have never done a day's work in my life'. I o to chodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo Ci zazdroszczę tego, że tak łatwo przychodzi Ci nauka z biologii. Też ją lubię i również zdaję ją na poziomie rozszerzonym, bo kierunek na który zamierzam iść tego wymaga, ale nie tylko. Chcę sobię udowodnić, że mogę dużo! :) pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet nie wiesz jak bardzo inspirujący jest taki post dla osoby takie jak ja. Motywuje to bardzo, zwłaszcza kiedy patrzę na to co sama robię. Brakuje mi niestety samozaparcia, a moje lenistwo ostatnio przeraża nawet mnie samą, a najgorsze jest to, że... nic z tym nie robię! Zamiast siedzieć nad książkami, pouczyć się wolę pooglądać jakiś serial, albo poczytać przyjemną książkę (oczywiście nie lekturę szkolną ^^) i zwykle właśnie to robię. Zawsze byłam zdolna, ale leniwa, ale w tym roku przechodzę już samą siebie. I to w klasie maturalnej! Dlatego kiedy czytam taki post, zwłaszcza od kogoś kto jest na tym samym etapie co ja, czyli przed maturą to daje mi to naprawdę wielką motywację by wziąć się za siebie ;) Dlatego dziękuje ci za to ;) Na pewno będę tu do ciebie często zaglądać i już z niecierpliwością czekam na notkę o twoich sposobach na naukę ;) Mam nadzieje, że pojawi się już niedługo, bo może uda mi się coś zaczerpnąć ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Wydaje mi się, że przez szkołę większość osób uważa naukę za coś nie ciekawego. A jednak warto wyrwać się z tego schematu i rozwijać się. Tak to może być uzależniające. A tak w ogóle to bardzo lubię tu do ciebie zaglądać - inspirujący blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie nauka może być uzależniająca :) A ile to przynosi satysfakcji i jak bardzo zwiększa pewność siebie!

    Co to biologii to miałam taką samą sytuację, w liceum byłam w klasie o profilu językowym, biologię mieliśmy tylko w pierwszej klasie i tylko raz w tygodniu. Na początku trzeciej klasy olśniło mnie, że chcę i muszę zdawać maturę z biologii na poziomie rozszerzonym. Sama musiałam się przygotować i w rok przebrnąć przez 3 lata rozszerzonego materiału. Ale udało się, rozszerzona matura poszła mi bardzo dobrze, lepiej nawet niż niektórym osobom z klas o profilu biologicznym :) A jaka byłam z siebie dumna! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytając początek tego postu czułam się, jakby ktoś opowiadał o mnie. uczyłam się, "bo tak trzeba", bo rodzice każą. W gimnazjum doszła rywalizacja z koleżankami o lepsze stopnie/ilość przeczytanych książek, a liceum ... Zwykła chęć zdobywania wiedzy. I to jest właśnie piękne. Do tego po prostu chyba tzreba dojrzeć xD
    Co do biologii kochałam ją w podstawówce i w gimnazjum... W liceum, jako, że byłam na profilu humanistycznym, jak sama wiesz, materiał był okropny ! Do tego kompletnie niekompetentny nauczyciel i co otrzymaliśmy? To, że znienawidziłam biologię, straszny ból, ale przeprosze się jeszcze z tym przedmiotem i mam zamiar w przyszłym roku zdawać maturę z biol na poziomie rozszerzonym !
    Bycie poliglotą ! Największe marzenie, choć na razie raczkuje, ale działam i to jest piękne :)
    Uwielbiam to jak piszesz o swoich wyzwaniach. Wtedy budzi się we mnie duch walki i sobie myślę... 'Kurde mać, ona to wszystko robi, doby jej nie brakuje, a Ty do cholery siedzisz i TYLKO TYLE zrobiłaś???"
    Moja Droga - motywujesz i rób tak dalej ! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...