piątek, 7 grudnia 2012

Rewolucję czas zacząć! Wskazówki dla początkujących cz. I

Wszyscy doskonale wiedzą, że najtrudniejsze są początki. Kiedy mamy styczność z czymś dla nas nowym, często nie wiemy nawet od czego zacząć. Jednak dobre chęci to już połowa sukcesu. Zmiana trybu życia na zdrowszy zawsze jest świetnym pomysłem. Nie jestem w stanie wymyślić ani jednego negatywnego aspektu, który mógłby temu towarzyszyć. Z prostej przyczyny - bo ich po prostu nie ma! 

Cel: zdrowie, ładna sylwetka, dobra kondycja i wielki uśmiech na twarzy!

Minimum 5 posiłków dziennie
Nieważne, czy chcesz schudnąć parę kilogramów, czy po prostu zmienić swój tryb życia. Minimum pięć posiłków dziennie w dosyć równych odstępach czasu to podstawa. Każdy z nich powinien składać się z białka, węglowodanów i tłuszczy (śniadanie - przewaga węglowodanów, kolacja - przewaga białka). Nie najadaj się do syta. Najlepszym momentem, by odejść od stołu jest ten, w którym czujesz, że możesz jeszcze trochę zjeść. Informacja o pełnym żołądku dociera do mózgu dopiero po 10 minutach. Zachowanie równych odstępów czasowych między jednym a drugim posiłkiem jest bardzo ważne. Organizm przyzwyczaja się do własnego zegara i łatwiej mu rozplanować pożytkowanie energii uzyskanej z ostatniego posiłku, ponieważ wie, ile dokładnie będzie musiał czekać, by dostać kolejny.

Woda, herbata, kawa
Nie jest żadną tajemnicą, żeby powinno się dziennie wypić przynajmniej dwa litry wody. Zdecydowanie odradzam wszelkie napoje słodzone, oranżady i tego typu płyny. Są przesiąknięte chemią i pustymi kaloriami, nie mają żadnej wartości dla organizmu. Sprawa wygląda inaczej, jeśli chodzi o soki - ten naturalne, bez konserwantów i sztucznych słodzików to dobry wybór, jednak trzeba bardzo uważać. Najlepszym rozwiązaniem jest zakup sokowirówki i przyrządzanie sobie takich soków samodzielnie. Herbata i kawa nie mają kalorii. Mówi się, że kawa podnosi termogenezę.

RADA #1: Masz problem z wypijaniem odpowiedniej ilości wody dziennie, bo po prostu nie odczuwasz pragnienia zbyt często? Miej butelkę wody zawsze przy sobie, w zasięgu swojego wzroku. Oglądasz telewizję w salonie? Postaw na stole przed sobą wodę. Odrabiasz zadanie domowe przy biurku? Niech towarzyszy ci przy tym butelka wody. Idziesz na spacer? Weź małą butelkę wody do torebki. Za każdym razem, kiedy na nią spojrzysz lub o niej pomyślisz, wypij kilka łyków nawet jeśli nie masz na to ochoty.

RADA #2: Nie przepadasz za smakiem wody? Dodaj świeżo wyciśniętego soku z cytryny! Otrzymasz naturalną wodę smakową, a dodatkowo zadziałasz na swój metabolizm - sok z cytryny (jak zresztą wszystkie cytrusy) znacznie go przyśpiesza.

RADA #3: Zaraz po przebudzeniu wypij szklankę wody (im więcej tym lepiej).

RADA #4: Nie jesteś w stanie odzwyczaić się od słodzenia herbaty; gorzka po prostu ci nie smakuje? Zamień biały cukier na cukier trzcinowy! Dobrą opcją jest również stewia lub ksylitol.

Im mniej przetworzona żywność, tym lepsza
Główna zasada zdrowego odżywiania mówi o tym, by zawsze wybierać jak najbardziej naturalne produkty. Ananas z puszki zawsze będzie gorszym wyborem niż świeży ananas ze stoiska targowego. Trzeba nauczyć się dostrzegać różnicę.

Nie podjadaj!
Między śniadaniem a drugim śniadaniem nie ma miejsca na małą przekąskę tak samo, jak między obiadem a podwieczorkiem czy jakąkolwiek inną parą posiłków. Układ pokarmowy potrzebuje przerw w dostarczaniu pokarmu (najlepiej nie większych niż 3 i pół godziny) - wtedy jego wydajność pracy rośnie i wszystko działa tak, jak należy.


poniedziałek, 26 listopada 2012

Zdrowe odżywianie kwestią szacunku do samego siebie

Nieustannie słyszę komentarze typu: "Ja to bym tak nie mógł(a) ciągle uważać na to, co jem. Zajmuje to za dużo czasu. Poza tym niezdrowe jedzenie jest takie pyszne!", kiedy zostaję przykładowo przyłapana na pałaszowaniu zdrowego, drugiego śniadania w szkole albo w momencie, kiedy w toku zwykłej rozmowy zdarzy mi się nieświadomie wtrącić coś na temat healthy lifestyl'u. 
Rozumiem, że zdrowy tryb życia nie musi być wielką pasją każdego człowieka na ziemi tak, jak jest moją, ale niezbędne minimum to moim zdaniem poniekąd obowiązek. Chociażby dlatego, że tu przecież chodzi o nasz organizm, ciało, zdrowie, a więc o jakość i długość naszego życia. Tak naprawdę to jest kwestia szacunku do samego siebie, czyż nie? Nasze ciało to świątynia, dom, w którym będziemy mieszkać do końca naszych dni. Czy to nie wystarczający powód do tego, by traktować je należycie i z największą troską? Jesteśmy tym, czym się żywimy. Nasz żołądek to z pewnością nie kosz na śmieci. 

Zdrowa żywność sprawia, że jesteśmy
silniejsi, piękniejsi, szczęśliwsi, mniej podatni na choroby, mamy więcej energii.

Szczerze powiedziawszy osobiście nie widzę różnicy w ilości czasu, którą poświęcam na dbanie o zdrowy jadłospis a wcześniejszym po prostu braniem tego, co było pod ręką (zazwyczaj średnio zdrowe produkty). Poza tym moim zdaniem nie ma nic pyszniejszego niż pożywny, dobrze skomponowany, kolorowy posiłek! Żaden fast food nie jest w stanie mu dorównać!
No i najważniejsze: zdrowy tryb życia daje mega satysfakcję!

wtorek, 9 października 2012

Mój sposób: organizacja w kratkę

Dobra organizacja to jeden z kluczy do sukcesu, dlatego nieustannie staram się dążyć do perfekcji w tej dziedzinie. Dziś chciałabym podzielić się z wami moim nowym sposobem, który z dniem dzisiejszym wchodzi w fazę testów. Czy będzie skuteczny? Się okaże. 


Kliknij, by powiększyć.

*Poniedziałek jest skreślony, ponieważ pomysł powstał i wszedł w życie dopiero dzisiaj. Nie chciałam marnować czasu i czekać do kolejnego poniedziałku. 

System tygodniowy. Wybrałam siedem aspektów, które są w tym momencie dla mnie najważniejsze. Ich obecność na liście dziennych obowiązków jest wręcz niezbędna. Biologia i matematyka w ramach przygotowania do matury, angielski i hiszpański - jako rozwój umiejętności (no i poniekąd matura, jeśli chodzi o angielski).

Jak to działa? Niezakreślona kratka oznacza, że za mało czasu poświęciłam na daną dziedzinę albo nie poświęciłam go wcale.

Plusy? Na koniec tygodnia widzę czarno na białym, jak pracowałam przez ostatnie siedem dni, co zostało zaniedbane i co wypadałoby poprawić w kolejnym tygodniu. Przy okazji taki system jest motywacją, by w ogóle zabrać się do pracy :)

środa, 12 września 2012

Wafle ryżowe: wróg czy sprzymierzeniec?

Wafle ryżowe są obecne w moim jadłospisie od ładnych paru lat. Zawsze uważałam je za dobrą opcję przekąski i wcale nie mam tu na myśli kategorii diet odchudzających. Wydawały się takie "zdrowe" takie "fit"... jednak przed chwilą coś mnie tknęło by sprawdzić, czy aby na pewno tak jest.
źródło: ilewazy.pl
Na samym początku zostałam zbombardowana mnóstwem negatywów i głośnych krzyków, że wafel ryżowy to zło największe i jedyny słuszny ruch to usunięcie go z diety jak najprędzej!
Argumenty to między innymi: 
  • wysoki wskaźnik IG (indeks glikemiczny) to znaczy, że bardzo szybko podnosi poziom glukozy we krwi. Co za tym idzie, nasz organizm zaczyna produkować insulinę i procesy spalania tłuszczu odchodzą na dalszy plan
  • wysoki poziom przetworzenia - nie od dziś wiadomo, że zdrowa dieta powinna składać się z jak najmniej przetworzonych produktów.
  • brak wartości odżywczych poza węglowodanami - wafel ryżowy produkowany jest z białego ryżu, który jak wiemy, jest źródłem głównie węglowodanów.
  • znikoma ilość błonnika
Spotkałam też analizy składów z opakowań  wykonanych przez bloggerów. Okazuje się, że większość (nie wszystkie) wafle ryżowe zawierają barwniki i chemiczne ulepszacze. 

Pierwsze, co zrobiłam to pobiegłam do kuchni, by sprawdzić skład moich wafli. Na szczęście nie znalazłam tam niczego niepokojącego. Tak, czy inaczej pierwsza myśl została niezmienna: kończę opakowanie, które mam - bo przecież nie wyrzucę - i więcej ich nie kupię!

Jednak im dalej w las, tym więcej drzew. W miarę zagłębiania się w ten temat zaczynałam trafiać też na artykuły, gdzie o waflach ryżowych pisze się w samych superlatywach, wręcz gloryfikuje się je! Przykład jeden z wielu można zobaczyć TUTAJ. Między innymi można dowiedzieć się, że wafel ryżowy to świetny zamiennik pieczywa (co za bzdura!) czy też o tym, że zawiera mnóstwo witamin. 

Okazuje się, że w internecie pojawiają się informacje dosłownie przeciwstawne. Proporcje częstotliwości występowania jednych i drugich są zbliżone, więc na tej podstawie ciężko wywnioskować, która strona sporu ma rację. Osobiście przyznam, że jestem skołowana. Kompletnie nie wiem, co myśleć.

Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Checkpoint - aktualizacja wymiarów

Nie chciałam jeszcze sprawdzać, co się dzieje na centymetrze. Przecież aż tak dużo pracy nie było w tym miesiącu; zawsze mogło być więcej. Poza tym lepiej nie sprawdzać za często, bo widząc niewielkie zmiany, może nas to zniechęcić i po co? No, ale! Minął ponad miesiąc od ostatniego checkpointu, więc pomyślałam, że w związku z moim wczorajszym restartem, powinnam zrobić aktualizację wymiarów.

23 lipca / 27 sierpnia
ramię: 24 cm / 23,5
biust: 82 cm
 talia: 65 cm / 63 
brzuch: 79 cm / 78
biodra (pupa): 93 cm / 91
udo: l. 53,5 cm; p. 54 cm / 52,5
łydka: 34,5

Biust i łydka się nie zmieniły. W sumie jest - 7 centymetrów w trzydzieści cztery dni. Najbardziej podoba mi się to, że nareszcie uda mi się zrównały! Zawsze jedno było troszkę większe od drugiego, a dziś okazuje się, że są identyczne. Wagowo jest to różnica mniej więcej 1,5 kg. Nie najgorzej. Nie wiem w sumie, czemu wspominam o wadze. Jest tak mało ważna, jak nic innego na świecie, no ale. Jeśli chodzi o progres kondycyjny to jest spora różnica, ale niestety nie mam, jak jej udokumentować. Będziecie musiały wierzyć mi na słowo! ; )

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Bieganie - po co? kiedy? jak?

Bieganie. Poprawia sprawność serca, wydolność układu oddechowego, działa zbawiennie na zszargane nerwy, poprawia humor przez porządną dawkę endorfin, przyśpiesza metabolizm nawet do 72 godzin po treningu, jest niemałym zastrzykiem energii na cały dzień, fantastycznie rzeźbi nogi i pośladki... to tylko najbardziej podstawowe korzyści wynikające z biegania! Mówi się nawet, że biegając od godziny do dwóch i pół na tydzień wydłużamy swoje życie o przynajmniej 5 lat! 

Co ja osobiście lubię najbardziej w tej formie aktywności fizycznej? Zdecydowanie to, że nigdy nie żałuję żadnego treningu. Poza tym bieganie jest jak medytacja. Odłączam się od rzeczywistości, szybuję gdzieś w innym wymiarze, wyciszam się i mogę przemyśleć wiele spraw w spokoju. Kiedy biegam, problemy znikają. No i nic tak nie cieszy, jak porządny wycisk i stosunkowo szybkie efekty w poprawie kondycji (o ile biega się systematycznie). 

Kiedy biegam? Zdecydowanie jestem zwolenniczką porannych godzin. Wszystko dopiero budzi się do życia, niewielu ludzi chodzi po ulicach, co pozwala pokonać ewentualny wstyd, czy skrępowanie (choć tak naprawdę nie ma czego się wstydzić, wręcz przeciwnie). Ponadto uważam, że bieganie to najlepsze rozpoczęcie dnia z możliwych! Pobudza lepiej niż mocna kawa, przyśpiesza metabolizm na cały dzień (co jest ważne, jeśli chcemy schudnąć; w odchudzaniu przecież głównie chodzi o utrzymywanie szybkiej przemiany materii w ciągu całego dnia) i zaopatruje nas w pakiet dobrej energii do wieczora. Poza tym pomyślcie o tej satysfakcji! "Większość moich znajomych jeszcze smacznie śpi, a ja biegam i robię coś dobrego dla siebie!"

Jak często? Fajnie byłoby biegać codziennie, ale tak na zdrowy rozsądek - myślę, że byłoby to za dużo. Przetrenowanie albo szybki spadek motywacji i zniechęcenie. Trzy razy w tygodniu w ewentualnych porywach do czterech moim zdaniem jest optymalną opcją. Trzeba dać sobie czas na regenerację. 

Moje początki. Zaczynałam od 'przeplatanki'. 5 minut marszu w ramach rozgrzewki, 5 minut biegu, 5 minut marszu, 5 minut biegu, 10 minut marszu dla wyjścia z szybkiego tętna. Po trzech takich treningach byłam w stanie połączyć dwie piątki biegu w dziesiątkę i moja 'przeplatanka' wyglądała tak: 5 minut marszu, 10 min biegu, 5 minut marszu, 5 minut biegu, 10 minut marszu. Według tego systemu analogicznie połączyłam dziesiątkę z kolejną piątką i wyszło 15 minut ciągłego biegu. A potem nagle przeskoczyłam do 30 i zupełnie nie wiem, jakim cudem. Tyle mogę powiedzieć od siebie w tym temacie : ).

Cele. Chcę dojść do godziny ciągłego biegu w średnim tempie jeszcze w tym roku, więc trochę pracy przede mną! Do tej pory skupiałam się bardziej na czasie niż na szybkości, czy przebiegniętych kilometrach.

Najważniejsze to nie wymagać od siebie zbyt wiele, ale też stawiać sobie wyzwania, bo tylko one pozwolą nam się rozwijać. Trzeba znaleźć złoty środek między zbyt wygórowanymi a  za słabymi ambicjami. No i jak zwykle motywacja - w chwili zwątpienia przypomnijmy sobie, dlaczego na początku postanowiliśmy zabrać się za bieganie. A kiedy złapie nas niesamowity leń i za nic w świecie nie będzie chciał nas wypuścić z domu, po prostu wyłączmy myślenie! Ubierzmy sportowy strój i buty automatycznie, bez zastanowienia i zwyczajnie wyjdźmy. Uwierzcie, działa. Wypróbowałam ten sposób na sobie.

A run begins at the moment you forget you're running.

sobota, 11 sierpnia 2012

Przepis na placki z serka wiejskiego

Inspiracja pochodzi z przepisu znalezionego w internecie. Nie jest on więc mojego autorstwa. Niemniej polecam, bo placki były naprawdę dobre! Na śniadanie w sam raz :).

Składniki:
jajko
serek wiejski (ok. trzech łyżek)
mąka (płaska łyżka)
otręby (płaska łyżka)
proszek do pieczenia (płaska łyżeczka)
cynamon
cukier lub słodzik


1. Wymieszać wszystkie składniki, posłodzić (słodzę niecałą płaską łyżeczkę cukru)
2. Poczekać kilka minut aż otręby napęcznieją (ja czekam 15 min)
3. Smażyć na teflonowej patelni

Łatwe i przyjemne. Według moich obliczeń wychodzi ok. 300 kalorii na porcję taką, jak na zdjęciu (same placki). Dodatki zależą od nas samych. Najlepiej jakby były to jakieś owoce. Ja wczoraj moje placki podałam z musem bananowym, czyli po prostu z rozgniecionym bananem. Pycha!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...