sobota, 10 września 2016

Nie wolno jeść ogórka z pomidorem? MIT! Zwróć uwagę na inne istotne połączenia

Gdy ktoś decyduje się na zmianę nawyków żywieniowych jako jedna z pierwszych nowinek dietetycznych, zaraz obok niejedzenia po godzinie osiemnastej i tym, że woda przyśpiesza metabolizm, dociera do niego zakaz łączenia zielonego ogórka z pomidorem. Oczywiście, każda z nich jest mitem. Skąd się biorą, nie mam pojęcia, ale podejrzewam, że mają coś wspólnego z efektem zdania wyrwanego z kontekstu. 
Patrząc od strony faktów, wygląda to w ten sposób, że zielony ogórek zawiera askorbinazę - enzym, który mówiąc w skrócie, niszczy witaminę C. W związku z tym niełączenie go z pomidorem miałoby sens, gdyby nie to, że pomidor i tak sam w sobie zawiera niewiele tej witaminy (23mg/100g). Nie warto przejmować się takimi błahostkami. W zamian sugeruję zwrócić uwagę na inne warzywa, które mają witaminy C zdecydowanie więcej. Mowa tutaj na przykład o czerwonej papryce (144mg/100g), pietruszce (178mg/100g) czy jarmużu (120mg/100g).


Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

sobota, 13 sierpnia 2016

Biblioteka studentki dietetyki #1. "Historia wewnętrzna: jelita - najbardziej fascynujący organ naszego ciała" Giulia Enders 10/10

O tej książce po raz pierwszy usłyszałam od jednego z wykładowców mojej uczelni, którego tak się składa, że cenię najbardziej. Był nią wręcz oczarowany! Pomyślałam wtedy, że skoro ktoś kogo uważam za autorytet, ma o niej aż tak dobre zdanie, po prostu muszę po nią sięgnąć i przekonać się osobiście, co jest w niej takiego fantastycznego.
Jak się okazało... wszystko.


Wydawnictwo: Wydawnictwo Feeria
Data premiery: 04.03.2015 r
Ilość stron: 304
MOJA OCENA: 10/10

Jeśli wychowaliście się w latach 90 (osoby urodzone już po 2000 roku raczej nie będą w temacie), na pewno kojarzycie serial animowany, który w ciekawy i przede wszystkim przystępny dla dzieci sposób zdradzał tajemnice ludzkiego organizmu. Nazywał się "Było sobie życie". Historia Wewnętrzna to książka, która ma wiele z nim wspólnego.

środa, 3 sierpnia 2016

Ciekawostki dietetyczne #2. Skąd się bierze uczucie senności po posiłku i jak się z nim uporać

Motyw poobiedniej drzemki jest dosyć powszechnie spotykany. Zastanawialiście się kiedykolwiek, skąd się wziął?

W założeniu jemy, by dostarczyć sobie energii, więc dlaczego nierzadko po posiłku jedyne na co mamy ochotę to odrobinę lenistwa? Jest na to kilka wytłumaczeń.

Głównym winowajcą są tutaj węglowodany (szczególnie te proste) zawarte w produktach o wysokim indeksie glikemicznym. Powodują one szybki wzrost poziomu cukru we krwi, a więc automatycznie organizm uruchamia mechanizmy, które mają nas uchronić przed przecukrzeniem - wyrzuca duże ilości insuliny w celu uregulowania stanu i zmagazynowania nadmiaru glukozy. Sytuacja we krwi szybko wraca do normy. Problem w tym, że niejednokrotnie znacznie szybciej niż organizm jest w stanie to zauważyć, dlatego niepowstrzymana insulina ciągle obniżając poziom glukozy, który przecież już został doprowadzony do normy, w końcu powoduje hipoglikemię. Efekt? Czujemy spadek energii i głód. 

To poniekąd tłumaczy również fenomen śniadań białkowo-tłuszczowych i dlaczego produkty o wysokim indeksie nie są zalecane osobom z nadwagą, ale tym może innym razem.

Jak temu przeciwdziałać? Należy komponować swoje posiłki tak, by zawierały dobre źródła węglowodanów złożonych (np. kasze, makarony, ryż), których trawienie trwa znacznie dłużej, w związku z czym nie powodują nagłych skoków cukru we krwi, bo energia uwalniana jest z nich stopniowo. Dodatkowo warto zastosować triki, które opóźnią opróżnianie żołądka, co również wpływa na glikemię, a mianowicie dbać o to, by posiłek zawierał błonnik, przynajmniej odrobinę zdrowego tłuszczu oraz tyle warzyw, ile jesteśmy w stanie zjeść.

Najczęściej uczucie senności jest najsilniejsze, gdy zjedliśmy posiłek, który był bardzo obfity objętościowo. Na to wytłumaczeniem może być fakt, że wówczas jelita i cały przewód pokarmowy muszą podjąć wzmożoną pracę. W związku z tym krew z pozostałych rejonów ciała spływa właśnie do brzucha, by wspomóc cały proces. Kolokwialnie mówiąc, trawienie staje się dla nas priorytetem, dlatego inne układy po koleżeńsku się wycofują - w tym również mózg.

Rozwiązanie tego problemu jest niezwykle proste...

czwartek, 16 czerwca 2016

Najpierw trenujesz, by schudnąć, później zaczynasz to robić, by stać się NINJĄ

Dawno, dawno temu, kiedy nosiło się koszulki z krótkim rękawem tak, by spod nich wystawały te z długim, a Lady Gaga jeszcze kogoś szokowała, starałam się żyć aktywnie, bo jak co druga napotkana dziewczyna chciałam po prostu schudnąć. Chwyciłabym się wszystkiego, o ile ktoś obiecałby mi, że ten dany trening skutkuje mnóstwem spalonych kalorii i... rozmiarem mniej w zadowalającym czasie. Mógł być nawet śmiertelnie nudny, bezsensowny albo wyjątkowo nieprzyjemny - było mi to obojętne. Gwarancja efektów była wszystkim. I tak na testowaniu na sobie przeróżnych metod i fitnessowych wynalazków mijały mi miesiące, a później lata. Poprawna technika ani inne bardziej merytoryczne kwestie w ogóle mnie nie interesowały. Psst, teraz trochę się tego wstydzę, ale cii. Na szczęście w którymś momencie nagle dotarło do mnie, że coś tu nie gra...

Nie! Źle napisane! Wcale do mnie nie dotarło. Ja się po prostu znudziłam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...