wtorek, 12 lutego 2019

Co wspólnego ma hedonizm z treningiem funkcjonalnym? | Wspomnienia z kursu trenera personalnego

Wiesz, jakie to uczucie, gdy po ponad 8 latach (to 1/3 mojego życia!) trenowania nagle dowiadujesz się, że robiłeś to wszystko nie tylko zgoła niepoprawnie technicznie, ale i kompletnie bez sensu, bez jakiejkolwiek ogłady czy ukierunkowania? Nie? To ja ci powiem. To jest trochę tak, jakbyś nagle zorientował się, że przez cały ten czas biegłeś w kołowrotku jak chomik, myśląc że zbliżasz się do celu, a tu w rzeczywistości co najwyżej przy dobrych wiatrach może trochę poprawiłeś sobie wydolność oddechową. Heh, o ile w ogóle.

W jednej chwili otwierają się oczy. I BENG! Wchodząc do klubu, już nigdy nie zobaczysz tego, co przedtem tam widziałeś. O, właśnie tak się czułam w czasie zdobywania uprawnień trenerskich.

https://www.facebook.com/miroslaw.bauer.trener.personalny/
A było to w zeszłe wakacje.

środa, 6 lutego 2019

Jak szukać RZETELNYCH informacji w internecie? cz. II Dwa proste sposoby

*Część I tego wpisu: TUTAJ

Żartobliwie mówi się, że nigdy nie należy szukać w internecie informacji o tym, co mogą oznaczać dane objawy, z którymi się borykamy, bo najpewniej dowiemy się, że mamy raka albo umrzemy w ciągu jednej doby. A później idziemy do lekarza i okazuje się, że jesteśmy po prostu przeziębieni. Mimo to wujek Google potrafi być niezwykle pomocny, ale o ile wiemy JAK korzystać z jego możliwości.

1. Dopisek PDF
Zdradzę wam pewien sekret, o którym usłyszałam dwa lata temu na seminarium dyplomowym. Wszystkie naukowe artykuły są publikowane w internecie w formacie pdf. W związku z tym sprawdzonym sposobem na szukanie potwierdzonych informacji jest dopisywanie "pdf" po haśle, które nas interesuje. Przykład:
Google wyszuka strony internetowe, z których będzie można pobrać plik pdf z danym artykułem pasującym do kryterium lub bezpośrednio pokaże linki, uruchamiające pobieranie. 

2. Google scholar
Google ma też zakładkę o nazwie Scholar, która sama w sobie służy do wyszukiwania artykułów i innych źródeł tylko o potwierdzonej wartości merytorycznej. Nie pokazuje żadnych portali z poradami ani blogów, które mogą (ale nie muszą!) zawierać trefną treść.

Oczywiście, są jeszcze inne wyszukiwarki tego typu (np. pubmed), ale uważam, że na "użytek własny" Scholar nadaje się idealnie. Prosty, przejrzysty i jednocześnie bogaty.


* Jak odróżnić artykuł naukowy od tego... nienaukowego?
W dużym skrócie - artykułem naukowym na ogół nie jest tekst np. z Shape'a czy mądrze wyglądający wpis na znanym portalu o zdrowiu (ale widziałam wyjątki!). Artykuły, z których ze spokojem można czerpać wiedzę, są pisane przez wykształconych kierunkowo ludzi (nie dziennikarzy czy blogerów z zamiłowaniem do tematu), zazwyczaj mają patronat uczelni wyższej lub jakiejś instytucji. Sięgając tylko do takich źródeł unikniemy wielu nieporozumień i mitów powielanych przez dziennikarzy z portali, które powstają głównie po to by, zarabiać na ruchu. To nie jest proste - można się łatwo pomylić lub źle ocenić źródło. Wyłonienie jasnych, sztywnych reguł w tym temacie prawdopodobnie graniczy z cudem. Dlaczego? Internetowe źródła się rozwijają! Przykład - coraz więcej rzetelnych, wykształconych twórców prowadzi swoje fanpage na FB. Nie spełniają ogólnych zasad, o których wyżej wspomniałam, a jednak prezentują wartościowe treści.

UWAGA, jedno jest pewne - nie należy ślepo wierzyć we wszystko. Najgorsze, co można zrobić, to stać się takim pelikanem, który od razy łyknie każdą informację bez przemyślenia. Dietetyka to w dużej mierze nauka, która wymaga zdolności to wypracowywania własnego zdania i wysnuwania wniosków na podstawie kilku źródeł (czasem nawet całkiem sprzecznych między sobą). Niestety dodatkowo bywa czasem, że pewne badania są zmanipulowane przez duże koncerny, które płacą za dany wynik, a nie za prawdę. O tym również należy pamiętać.

PS. Będzie część III ;)
- pokażę Wam na żywych przykładach, jak odróżnić dobre źródło od złego.

Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com

niedziela, 3 lutego 2019

Jak zostałam lokalnym herosem

Jakieś 5-7 lat temu, kiedy bycie blogerem nie kojarzyło się jeszcze z notorycznym lokowaniem produktów, kupowaniem followersów, a influencer to było po prostu obco brzmiące słówko, a nie dochodowy "zawód przyszłości", modne było tworzenie list typu things to do before I die (lub ewentualnie 101 in 1001), czyli zbioru rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Oczywiście, że i ja swoją spisałam! Czasem do niej zaglądam i sprawdzam z nostalgią, które z nastoletnich marzeń udało mi się już spełnić, a które z nich zupełnie straciły na aktualności. 

Jednym z podpunktów był wolontariat. Długo szukałam miejsca, w którym chciałabym się udzielać i co istotniejsze - miejsca, które przyjęłoby pomoc. Bo tak! wiele placówek odrzuciło moją kandydaturę, twierdząc, że nie mogą przyjmować (to usłyszałam w punkcie PCK) lub nie potrzebują wolontariuszy (a tak było w lokalnym domu dziecka). To skutecznie podcinało mi skrzydła, więc po którymś razie z kolei po prostu odpuściłam. Chociaż nie... to złe słowo. Ja nie odpuściłam, a po prostu odroczyłam realizację tego podpunktu w czasie.

Rok 2017 był dla mnie bardzo wymagający pod względem emocjonalnym i życiowym. Stanęłam u progu wielkiej rewolucji, która początkowo wyglądała bardziej na wielką katastrofę. Szybko przekonałam się, że to wrażenie to była tylko mylna iluzja podszyta strachem przy wejściu w nieznane. Jesienią wspomnianego wcześniej roku uderzyła mnie silna potrzeba, by zrobić coś, by odbudować poczucie własnej wartości, coś co będzie nie tylko z korzyścią dla mnie, ale PRZEDE WSZYSTKIM dla innych. I wtedy nagle na facebooku wyświetlił mi się fanpage Akademii Przyszłości. To bezapelacyjnie był znak, którego nie mogłam zignorować.

I tak oto znalazłam się w szeregach stowarzyszenia Wiosna. Swoją drogą to ta sama instytucja, która pod swoimi skrzydłami ma Szlachetną Paczkę.

W minionym już roku szkolnym (2017/18) moim podopiecznym był wówczas 12-letni chłopiec, który interesuje się historią, zna Bogurodzicę na pamięć i uwielbia robić mini inscenizacje znanych bitw. Marzy o tym, by zostać piłkarzem albo pracownikiem Getin Banku (bo mają tam fajne komputery!). Kiedy nie gra w piłkę nożną na osiedlowym boisku, jeździ na rowerze, wyobrażając sobie, że ściga się na stadionie żużlowym. Jest najwierniejszym kibicem Roberta Lewandowskiego, Kamila Grosickiego i żużlowca Kacpra Woryny. Niestety miał bardzo niską samoocenę i nie wierzył we własne możliwości. Właśnie w tym miejscu zaczynała się moja rola.


W Akademii pokazujemy dzieciakom, że świat stoi przed nimi otworem. Inspirujemy, umożliwiamy spotkania z ciekawymi ludźmi, organizujemy wycieczki, pomagamy odkrywać talenty, a przede wszystkim uświadamiamy, że przyszłość należy do nich. Dzieci, które zostały włączone do projektu, często mają kochające rodziny (tak jak mój podopieczny!) i są zupełnie zdrowe (niepełnosprawność nie jest warunkiem). Po prostu jest COŚ, co nie pozwala im rozwinąć skrzydeł. Zazwyczaj potrzebują tylko dobrego słowa, przyjaciela, który poklepie ich po ramieniu i powie "świetna robota, stary!". Ale bywa też, że problem jest nieco bardziej złożony. Każde dziecko to inna historia, ale zupełnie tak samo jest z nami - ich tutorami. Najpiękniejsze w Akademii jest to, że ten wolontariat ZAWSZE działa w dwie strony. Dając siebie i swój czas dostajemy od tych małych ludzi jeszcze więcej. I to coś, co jest całkowicie bezcenne.

Na któryś zajęciach rozmawialiśmy o tym, że warto zadawać pytania, nawet jeśli wydaje nam się, że znamy na nie odpowiedź (bo przecież może nam się TYLKO wydawać ;) ) i że również dzięki temu każda napotkana osoba może nauczyć nas czegoś ciekawego lub zwrócić nam uwagę na coś, czego wcześniej nie zauważaliśmy. Jako ćwiczenie urządziliśmy sobie małą rywalizację - w 10 minut mieliśmy wymyślić jak najwięcej pytań, które zadalibyśmy naszym idolom, gdybyśmy ich przypadkiem spotkali. Wtedy nagle dotarło do mnie, że przecież my wcale nie musimy liczyć na ewentualny przypadek! Możemy stworzyć sobie taką okoliczność!

Miałam wówczas to szczęście, że już od jakiegoś czasu pracowałam w klubie fitness (głównie jako dietetyk, ale tak naprawdę pełnię tam jeszcze kilka innych funkcji), co swoją drogą jest dla mnie spełnieniem marzeń, ale dziś nie o tym. Tak się złożyło, że jeden z największych idoli mojego podopiecznego, Kacper Woryna, trenuje u nas pod okiem jednego z trenerów. Pomyślałam, że zapytam go, czy miałby czas i ochotę pomóc mi zrobić coś fajnego dla pewnego młodego człowieka. Zgodził się od razu! To jak ostatecznie to spotkanie wyglądało przeszło moje najśmielsze oczekiwania...

Zabrałam mojego bohatera do klubu pod pretekstem oprowadzenia go po siłowni, na której jeszcze nigdy w życiu nie był. Nagle niby zupełnie niespodziewanie "natknęliśmy się" na trenującego tam Kacpra. Zależało mi, żeby całe zdarzenie wyglądało na przypadkowe. I udało się! Młody mógł nie tylko zobaczyć na żywo swojego idola, porozmawiać z nim, ale też towarzyszył mu przez cały jego trening, dzięki czemu przekonał się na własne oczy, jak należy trenować, by odnosić sukcesy w sporcie. Nie obeszło się bez autografu i pamiątkowych fotek.


 *zdjęcia zamieszone za zgodą rodziców mojego podopiecznego.

Ten dzień wspominaliśmy przy naszym każdym kolejnym spotkaniu. To było dla niego ogromne przeżycie i jeszcze większa radość. Uwierzył, że nawet takiemu zwykłemu chłopakowi jak on, mogą przytrafiać się fajne rzeczy. Misja wykonana ;)

Oczywiście! Bycie tutorem nie sprowadza się tylko do tego jednego wydarzenia. Na naszych cotygodniowych spotkaniach poruszaliśmy wiele różnych tematów. O przyjaźni, o rodzinie, o marzeniach, o celach, o pomysłach na spędzanie wolnego czasu, o rodzeniu sobie z przykrymi sytuacjami... i tak dalej. Wymieniać można byłoby naprawdę długo! Każde nasze spotkanie było inne, a ze swojej strony mogę powiedzieć, że motywacja do poszukiwania coraz to lepszych metod dydaktycznych, by przekazać jak najwięcej młodemu człowiekowi, nigdy nie spadała. To bardzo rozbudzało moją kreatywność. W Akademii nie chodzi o to, by prowadzić te spotkania w stylu szkolnych lekcji, wręcz przeciwnie! W tym cały sęk - by być przyjacielem i jednocześnie mentorem. 


Zachęcam wszystkich do podjęcia tej inicjatywy. Wykształcenie pedagogiczne nie jest wymagane. Jedyne, czego potrzebujecie, to dobra wola. Dołączyć do Akademii Przyszłości można niemal w każdym momencie (ze szczególnym naciskiem na koniec roku szkolnego, bo wtedy ruszają główne rekrutacje i szkolenia nowych tutorów/liderów). Wystarczy, że zajrzycie pod niższy adres:
https://www.szlachetnapaczka.pl/superw/wolontariat-w-akademii
WARTO! Wolontariat zmienia życie i to nie tylko tego, kto otrzymuje, ale również (a może nawet przede wszystkim?) tego, który daje.

Kontakt: fitmiracle.blog@gmail.com
dietetyk.kprzewlekly@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...